PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] The Wicked + The Divine: Fandemonium

[RECENZJA] The Wicked + The Divine: Fandemonium

The Wicked + The Divine dla mnie osobiście jest jedną z najlepszych serii komiksowych ostatnich lat. Kieron Gillen i Jamie McKelvie tworzą historie, które są nie tylko zabawne, ale również niosą ze sobą ciekawy przekaz na temat czasów, w których ci dwaj te serie tworzą. Z Wic Divem nie jest inaczej, co chyba jest nadzwyczaj wyraźne, biorąc pod uwagę, kim są postaci tej serii i kogo przypominają.

Po wydarzeniach z Faustowskiej Zagrywki cały Panteon zadrżał w swoich fundamentach. Śmierć jednego z bogów, samego Lucyfera, sprawiła, że cała reszta zaczęła się bać o pozostały im czas. Nie dość, że od momentu dołączenia do dwunastki bogów pozostały im dwa lata życia, to okazuje się, że nie jest powiedziane, iż nie dane im jest chodzić po ziemskim padole krócej. Najgorzej z tym zagrożeniem zdaje się radzić sobie nie kto inny a Bafomet.

Laura, fanka Panteonu, która chcąc nie chcąc stała się częścią tych wydarzeń, stara się dociec, kto stoi za śmiercią Lucyfera. Pomagają jej w tym Isztar (który wyglądem baaardzo przypomina nieżyjącego już Prince’a, Baal (tu mamy odpowiednik naszego Kanye) i Cassandra, dziennikarka nieprzepadająca za Panteonem. Pierwsze podejrzenia padają na psychofanów Panteonu, ale czy to na pewno oni? Jakby tego było mało, Laura zmaga się ze swoim pragnieniem dołączenia do dwunastki bogów.

W Fandemonium poznajemy kolejnych wskrzeszonych przez Ananke bogów. Pojawia się Odyn wraz ze swoimi Walkiriami, który od razu przywodzi nam na myśl Daft Punk. Kolejny jest Dionizos, którego rave’y trwające dniami dostarczają ludziom czystego, niczym niezmąconego szczęścia. Na samym początku tomu pojawia się wyżej już wspomniany Isztar. Jego specjalnością z kolei imprezowe orgie… Jeśli jeszcze Wam mało to w tym tomie będziecie świadkami wskrzeszenia przez Ananke ostatniego bóstwa ze współczesnego Panteonu.

I w tym momencie wchodzą moje zachwyty nad stroną graficzną The Wicked + The Divine. McKelvie wspierany przez Matta Wilsona, który zajmuje się kolorami stworzyli komiks niesamowicie barwny. Kolory używane w tej serii są bardzo nasycone, dodające życia przedstawianym postaciom. Sam McKelvie ma niesamowity talent, jego postaci wyrażają się nie tylko poprzez dymki, ale mimikę twarzy, czy mowę ciała, co sprawia, że rysowane przez niego komiksy czyta się nadzwyczaj dobrze.

Trudną sztuką jest zbudowanie tak obszernego świata jak w Wic Divie. Gillen miał przed sobą bardzo trudne zadanie (w którym zresztą pomagał mu McKelvie), ale jak na razie udaje mu się utrzymać wszystkie wątki i wprowadzić kilka pobocznych, nie tracąc przy tym celu całej serii. Niełatwa to sztuka, ale z każdym numerem The Wicked + The Divine Gillen upewnia mnie w tym, że daje radę i mnie nie zawiedzie.

The Wicked + The Divine: Fandemonium to dopiero drugi tom, w Stanach niedługo premierę będzie miał siódmy, przedostatni. Oznacza to, że historia współczesnego Panteonu dopiero się dla nas zaczyna. Uwierzcie mi, że jest na co czekać, bo jestem z tą serią na bieżąco i to, co Gillen i McKelvie przyszykowali dalej jest niesamowite. Zdecydowanie Wic Div jest komiksem, który trzeba znać. Chociaż trochę. Dla mnie jest pozycją obowiązkową na półce. A rodzime wydanie od Muchy wyjątkowo dobrze oddaje piękno tej serii.

AUTOR Maja Rybak

Chce dołączyć do składu Zaginionych Chłopców. Kiedy tylko może zanurza się w popkulturowym oceanie filmów, seriali, komiksów oraz książek. Kocha swojego syna, Tony'ego Starka, i będzie go bronić do końca życia.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Km/h Marka Millara

Ku zaskoczeniu absolutnie nikogo, czasem siadając do pisania recenzji, wena i zapał do pracy postanawiają …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *