PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Zaćmienie

[RECENZJA] Zaćmienie

Fatale, Catwoman, Gotham Central, Velvet, Daredevil, Zabij albo zgiń… Polski rynek wydawniczy stoi komiksami Eda Brubakera i jest z nimi tak na bieżąco, jak to tylko możliwe. I całe szczęście, bo dzięki temu prędko mogliśmy zapoznać się z prawdziwą perełką w jego bibliografii, którą bez wątpienia jest Zaćmienie.

The Fade Out – bo pod takim tytułem zamknięta, dwunastozeszytowa seria była publikowana w Stanach Zjednoczonych przez Image Comics – to kolejny efekt współpracy uznanego scenarzysty z prawdopodobnie jego ulubionym rysownikiem, czyli Seanem Phillipsem. Duet pracował wcześniej razem nad takimi komiksami jak Criminal oraz wspomniane Fatale, a już po skończeniu Zaćmienia także nad również wymienionym w pierwszym akapicie Zabij albo zgiń (Kill or Be Killed). Nic dziwnego, że panowie tak często łączą swoje siły. Nastrojowa, dość ciężka i na swój sposób toporna kreska Phillipsa idealnie sprawdza się bowiem w scenariuszach rozmiłowanego w noirowej stylistyce Brubakera, który ponad brawurową akcję zwykł stawiać stopniowe zagęszczanie klimatu.

W Zaćmieniu, tak jak w wielu swoich innych dziełach, autor przenosi czytelnika w przeszłość do konkretnych, intrygujących go z jakiegoś powodu czasów. Tym razem jest to schyłek lat czterdziestych, a ściślej Złota Era Hollywood, bo to właśnie wokół tajemnic Fabryki Snów toczy się cała fabuła. W interesującym wstępie Brubaker przedstawia zresztą, co skłoniło go do napisania tej historii. Jak się okazuje, jego wujkiem, którego często odwiedzał w dzieciństwie, był John Paxton (błędnie nazwany w wydaniu Muchy Praxtonem), ceniony scenarzysta filmowy, mający na koncie kilka nominacji do Oscara i pracę z największymi gwiazdami kina. Jego zgorzknienie i ogromny uraz do świata Hollywood zainspirowały Brubakera na tyle, że opracował własną opowieść o tym barwnym, ale zarazem ponurym okresie amerykańskiej historii.

Komiks osadzony jest mocno w rzeczywistości, czym momentami niemal oszukuje odbiorcę. Łatwo zapomnieć, że to wyłącznie fikcja, gdy autor wplata w fabułę prawdziwe wydarzenia i ikoniczne dla kulturowego dziedzictwa USA postacie, takie jak np. Clark Gable czy Dashiell Hammett – autor Sokoła Maltańskiego. W zanurzeniu się w świecie przedstawionym pomaga także to, że Brubaker celnie komentuje ówczesną politykę Stanów Zjednoczonych i napiętą sytuację w największych wytwórniach, dla których mniejsze problemy stanowiła pedofilia czy okrutne traktowanie aktorek niż głoszenie niewygodnych poglądów przez jednostki.

Zaćmienie koncentruje się na dwójce scenarzystów. Pierwszy z nich, Charlie Parish, odkąd wrócił z drugiej wojny światowej, nie potrafi skupić się na pisaniu i zmaga się z traumą. Drugi zaś, Gil Mason, naraził się władzy, okazując poparcie komunistycznej ideologii i stał się persona non grata w światku kina. Charlie i Gil dochodzą do wniosku, że w zaistniałych realiach wzajemnie mogą sobie pomóc. Wspólnie decydują się na dość ryzykowny, ale sensowny układ – Parish wykorzysta cenne kontakty w branży i będzie sygnował swoim nazwiskiem skrypty pisane tak naprawdę przez Masona w zamian za podział w zyskach.

Współpraca przyjaciół przebiega po ich myśli aż do chwili, w której w tajemniczych okolicznościach ginie Valeria Sommers, główna gwiazda kręconej według ich scenariusza produkcji. Gdy w świat wypuszczona zostaje informacja o tym, że aktorka popełniła samobójstwo, bliski jej Charlie wie, że to nieprawda i że piękna blondynka musiała podpaść komuś wysoko postawionemu. Komu? I jak? Z szacunku do zmarłej, Parish zaczyna przyglądać się sprawie i wtajemnicza w nią Gila.

Jednak jak w znanym przysłowiu – psy szczekają, karawana idzie dalej. Na miejsce Sommers wytwórnia zatrudnia podobną do niej Mayę Silver, a ekipa szykuje się do dokrętek. Scenarzysta snuje się więc po planie i szuka potencjalnych podejrzanych. Mordercą jest któryś z nietykalnych założycieli studia, brutalny szef ochrony, nieprzyjemny reżyser, a może jeszcze ktoś inny? W tak fałszywym i spaczonym Hollywood nie sposób komukolwiek ufać. Coraz mocniej dające o sobie znać różnice w podejściu Charlie’ego i Masona do prowadzenia śledztwa zaczynają prowadzić zarówno do odkrycia wstrętnych sekretów Fabryki Snów, jak i… kolejnych tragedii.

Hasła na tylnej okładce nie kłamią. Zaćmienie to naprawdę bardzo ambitny, dopracowany i wymagający sporego researchu komiks, w którym widać jednoczesną miłość i pewnego rodzaju obrzydzenie Brubakera do kina. Do medium, które pozwala opowiadać fascynujące historie i kreuje gwiazdy, ale tylko po to, żeby potem stopniowo je niszczyć. Ostateczna wymowa tego tytułu jest niesłychanie przygnębiająca i depresyjna. W czasach Złotej Ery Hollywood zaprezentowanych na łamach The Fade Out happy end nie był po prostu możliwy. Dzieło Brubakera nie daje się zaszufladkować jako rasowy kryminał. Sprawa morderstwa Valerii ani na chwilę nie schodzi tutaj z pierwszego planu, ale im bliżej końca, tym mniej ważne staje się to kto był zabójcą. Od zagadki bardziej istotny jest już wówczas sam dramat aktorki.

Bardzo doceniam, że autor zadbał o ten emocjonalny fundament i sprawił, że poczułem więź z bohaterami. Niejednoznacznymi i nieidealnymi, bo w tym świecie idealni mogą być tylko w oczach gawiedzi. Gdy scenarzysta decyduje się trochę zwolnić tempo i złapać oddech, otrzymujemy kilka nielicznych, ale przy tym pięknych, wręcz lirycznych scen, z których bije nostalgia i zagubiony na pozostałych stronach humanizm. Doskonała robota i kolejny dowód na to, że Brubaker potrafi jak mało kto z wyczuciem operować wątkami dramatycznymi, co pokazywał nawet wtedy, kiedy przyszło mu pisać o Daredevilu lub Kobiecie Kot.

Tak jak pesymistyczna, kierowana wyłącznie do dorosłych i mocno zabarwiona erotyzmem warstwa fabularna miejscami może przypominać ekstremalne pozycje pokroju nawiązującego do podobnej tematyki Black Kiss Howarda Chaykina, tak oprawa graficzna budzi już skojarzenia z wcześniejszymi komiksami Brubakera. Wypadkową rysunków Phillipsa i palety barw zastosowanej przez Elizabeth Breitweiser są ilustracje stanowiące swoistą krzyżówkę tego, co cieszyło oczy w Fatale oraz Velvet, w którym ceniona kolorystka wykańczała prace Steve’a Eptinga.

Wydawnictwo Mucha Comics stanęło na wysokości zadania i dostarczyło wysokiej jakości edycję Zaćmienia zebraną w jednym, obszernym tomie. Przedruk znakomitych dwunastu numerów serii wzbogaca ponad pięćdziesiąt stron dodatków, zawierających oszałamiające dzieła Phillipsa, początkowe szkice czy też graficzny zwiastun. Publikacja warta swojej ceny pod każdym względem.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Wydawnictwu Mucha Comics!

AUTOR Maurycy Janota

Wsiąknął w komiksy za sprawą legendarnego runu Franka Millera w serii o Daredevilu. Odkąd przeczytał wszystkie historie z udziałem Matta Murdocka i Elektry, zabija czas na różne sposoby. Pisze opowiadania, po raz setny wraca do oryginalnej trylogii Star Wars lub ogląda horrory studia Hammer.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Przeklęty tom 1: Przed powodzią

Skrzyżowanie scenariopisarskich zdolności Jasona Aarona z charakterystyczną, brudną kreską R.M. Guery zaowocowało niegdyś niezwykle cenionym …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *