PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / [RECENZJA] Zabij Albo Zgiń – Tom 4

[RECENZJA] Zabij Albo Zgiń – Tom 4

Wszystko się kiedyś kończy. Urlop, słoneczna pogoda, czy przede wszystkim ulubiona seria komiksowa. I choć  Zabij albo zgiń nie piastuje miejsca w ścisłej czołówce najlepszych lektur mojego dotychczasowego życia, przez następne miesiące będzie zapewne wygodnie żyło w ciepłych zakamarkach moich wspomnień. Ed Brubaker jest utalentowanym scenarzystą, przez co trzy poprzednie tomy jego serii regularnie czytałem z niemałą przyjemnością. Dodatkowo, nietuzinkowe podejście autora do/oraz głównego bohatera, sprawia, że na zakończenie czekałem z niemałym zaciekawieniem. Sprawdźmy zatem czy wzbijając się na tak wysoki poziom, scenarzyście uda się wylądować telemarkiem, czy połamać kości uderzając w podłoże.

Ignorowanie problemu może sprawić, że zniknie on tylko na jakiś czas

Dylan wzorem Jacka Nicholsona w Locie nad kukułczym gniazdem z własnej winy trafia do zakładu zamkniętego. Problemy z wymierzaniem sprawiedliwości zdają się być widmem przeszłości, gdyż teraz przede wszystkim bohater musi mierzyć się z realiami świata pełnego leków, uniformów, wariatów i nadużyć władzy. Więc w sumie po staremu, tylko pod ręką nie ma żadnej broni palnej. To sytuacja kiepska już w punkcie wyjścia, ale do szeregu niedogodności należy dodać rozpoczynającą się obławę rosyjskiej mafii oraz… uzurpatora, kontynuującego dzieło Dylana. W takim miszmaszu problemów ciężko byłoby wybrać jakiś motyw przewodni całej historii, ale niejednokrotnie unaoczniony talent Brubakera ponownie daje tu o sobie znać.

Pomimo kilku wątków, zdających się walczyć o dominację dramaturgiczną, scenarzysta jest w stanie żonglować nimi na tyle umiejętnie, że w żadnym momencie nie czujemy, że któryś z nich zwalnia, bądź zanika. Każdy z elementów tej fabularnej układanki znajduje się we właściwym miejscu i nie próbuje przysłonić całej reszty. Nawet wątki zarysowane niewyraźnie w poprzednich tomach, powracają ze zdwojoną siłą, by obalić znany nam porządek rzeczy. W takim nagromadzeniu rzeczy do wyjaśnienia, bardzo łatwo pogubić się nie tylko autorowi, ale przede wszystkim czytelnikowi. Na szczęście, zarówno po lekturze ostatniego tomu, jak i wszystkich czterech ciągiem nie miałem najmniejszego problemu ze zrozumieniem co, kto i dlaczego.

Zabij albo zgiń

Brubaker stworzył wielowątkową historię, w której nacisk jest położony tylko na najistotniejsze elementy, podczas gdy drugi plan cierpliwie czeka na swoją kolej. Nie oznacza to jednocześnie, że niektóre z wątków zatrzymują się zupełnie, do momentu przypomnienia sobie o nich przez autora. Jestem w stanie wyobrazić sobie wielką tablicą korkową, na której przed przystąpieniem do pisania pierwszego zeszytu, wyżej wspomniany poprzypinał masę kartek, portretów postaci i czerwonych nitek, rozplanowując daleko zakrojoną intrygę kryminalną. A jako, że Dylan nie jest bohaterem kolosalnego uniwersum, który przez następne kilkadziesiąt lat będzie przeżywał niezwykłe przygody, cieszę się, że opracowano plan na zwieńczenie jego historii.

W dodatku, jego efektem był intrygujący komentarz do zaistniałych wydarzeń, oraz całego medium komiksowego. Główny bohater od samego początku swojej mścicielskiej drogi wiedział, że lepsi od niego polegli z kretesem, ale jak widać los (w postaci scenarzysty) tak chciał, więc postanowił wycisnąć z tego ile się tylko da. Dało nam satysfakcjonujący character arc, w którym ciągła ewolucja postaci prowadzi do zrozumiałej konkluzji. Jestem pewien, że zakończenie zaproponowane przed Brubakera może spotkać się z negatywnym odbiorem, ale biorąc pod uwagę realia w jakich rozgrywają się wydarzenia, opcja ta wydaje się jedyną słuszną. Takie jest życie moi drodzy.

Zabij albo zgiń

Docenić należy też postęp, jaki charakterologicznie poczynili praktycznie wszyscy bohaterowie komiksu, bez względu na to kiedy zostali wprowadzeni w intrygę. Nawet jeśli ktoś zaistniał wyłącznie w tle głównej intrygi, w tomie czwartym dane jest mu zaistnieć w zupełnie innych okolicznościach. Trafiła nam się nawet swoista Strzelba Czechowa, ale niewykluczone, że dopatruję się tu zbyt wiele, a wkład tej postaci nie jest tak duży jak mi się wydaje. Niemniej jednak, dbałość o szczegóły, jaką wykazuje się tutaj Brubaker zasługuje na niemałą pochwałę.

Zabij albo zgiń

Zaskakująco dziwnym jest, wystawianie tak długich listów gratulacyjnych, bez nawet pojedynczego zająknięcia czy przebąkiwania o wadach komiksu. Jednakże ta czteroczęściowa laurka dla twórców Zabij albo zgiń jest całkowicie zasłużona. Zarówno w kontekście każdego tomu z osobna, jak i całej serii, jest to niezwykle angażującą historią. Miejscami odtwórczą, czemu nigdy nie przeczyłem. Niemniej jednak, biorąc pod uwagę postmodernistyczne podejście Brubakera, historią wspartą na świetnym warsztacie i samoświadomości medium i gatunku. Scenarzysta nie stara się odkrywać koła na nowo, a my nie powinniśmy go oczekiwać, wszak pewne tropy kulturowe i wynalazki, są nieco starsze niż nawet najstarsze komiksy.

AUTOR Chester

Ten koleś, który póki co niczego nie osiągnął, ale ma parę planów i lubi dzielić się swoją opinią.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Infidel

Za dużo było już wyśmienitych horrorów poruszających istotne kwestie społeczne, żeby nie zauważyć tej prostej …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *