PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / [RECENZJA] Zabij albo Zgiń – Tom 3

[RECENZJA] Zabij albo Zgiń – Tom 3

Dzisiaj nie będzie klimatycznego wstępu. Wszyscy już wiemy z czym powinno się jeść Zabij albo Zgiń, a poza tym, nawet nasz główny bohater nie czuje się już na siłach by wszystko nam tłumaczyć. Dlatego z siłą prawego sierpowego w zęby wpadamy w  trzecim tomie w świat mściciela rozprawiającego się z rosyjską mafią. I mamy taką samą nadzieję jak on, że powoli brniemy do końca.

Dylan kilka zeszytów temu postanowił zrezygnować ze swojego tajemniczego aliasu, żeby nie narażać na szwank swoich bliskich, ani samemu nie kopnąć przedwcześnie w kalendarz. Oczywiście zło nie śpi, przestępcy wciąż się panoszą, a mafia nie zapomina. Dlatego też rozpoczyna się niemała obława na naszego protagonistę, który powoli próbuje odbudować zdrowe relacje z ludźmi. Jeśli po raz kolejny zapala wam się nad głową lampka obwieszczająca znane motywy, bez obaw. Dylan ma dokładnie tę samą lampkę nad głową i do spółki (czy raczej pod zarządem) scenarzysty postanawia coś z nią zrobić. Podobnie jak czytelnik komiksów, nasz bohater wie czego spodziewać się po szeroko zakrojonej zemście i jak sensownie ją ominąć. Nie zamierzam przytaczać oczywiście całego planu, niemniej przyjemnie jest zobaczyć bohatera, który konsekwentnie budując swoją personę na znanych schematach, potrafi je wreszcie ominąć i skrytykować.

Na szczęście Ed Brubaker nie postanowił wycierać sobie twarzy postmodenistyczną etykietką, nie oferując żadnego autorskiego podejścia. W zamian za to, okazuje się, że byliśmy sukcesywnie wodzeni za nos, a nasz bohater nie jest tym, za kogo go mieliśmy. To już nie jest narwany chłopaczyna, któremu wydaje się, że zostanie nowym Batmanem. To już nawet nie amerykański Zefir (ktoś jeszcze pamięta?). Dylan staje się zwyczajnym kolesiem, którego czara goryczy została przelana zarówno przez panującą wokół przestępczość, ale i problemy psychiczne. Nie wiem co wydarzy się w nadchodzącym i zapewne ostatnim tomie, ale szczerze wątpię, że stanie się on lokalną gwiazdą pokroju Człowieka Pająka. Życie to nie komiks moi drodzy. Dorośnijcie! Tak jak Dylan.

Cały jego rozwój przejawia się również w tym, jak wyglądają proporcje wątku „bohaterskiego” względem motywów osobistych. Nie ganiamy tu permanentnie po ulicach mrocznego miasta z bronią w ręku. Musimy mieć czas na niezręczne odwiedziny u matki, wypady do kina, czy kłótnie ze współlokatorem. Bo nawet jeśli ktoś przybiera nową tożsamość, nie ucieknie przed codzienną rzeczywistością. Zwłaszcza kiedy codzienność głównego bohatera podszyta jest problemami psychicznymi, uzależnieniami i dysfunkcyjnymi relacjami z bliskimi. To swoiste rozliczanie się z własnymi przywarami wychodzi całej historii na niemałą korzyść. Wszak to także swoista odpowiedź, na te wszystkie introspektywne historie pokroju Spider-Man Blue, gdzie bohater sięga w głąb siebie, celem zrozumienia własnych błędów i nauczenia się na ich podstawie. Dylan będzie mieć z czego się uczyć, gdyż ostatni rozdział trzeciego tomu, rzuca nieco światła na źródło jego problemów psychicznych. Okazuje się, że demonów może być więcej niż zakładał, a niektóre wyjątkowo dobrze udają jego bliskich…

Oczywiście nie jest tak, że Brubaker jest w stanie napisać cokolwiek i automatycznie będzie to mistrzostwem postmodernistycznej sztuki komiksowej. Scenariopisarska noga powinęła mu się w momencie pisania kolejnego fragmentu intrygi kryminalnej w Zabij albo Zgiń. Nadmieniłem, że Dylan wykazuje się tutaj niezbędną dawką sprytu, ale nie jest to wybitne osiągnięcie, biorąc pod uwagę niekompetencję antagonistów.

Oczywiście, spoilerów nie będzie, niemniej jednak jestem przekonany, że cała rosyjska mafia powinna w świecie realnym upaść po około dwóch tygodniach. Jeśli skrupulatnie tkaną sieć powiązań o podłożu kryminalnym jest w stanie zdemaskować pierwszy z brzegu dwudziestokilkulatek, nie świadczy to dobrze o kompetencjach tej grupy. Nie miałbym absolutnie nic przeciwko, gdyby w zeszycie otwierającym tom czwarty cała mafia upadła, a Dylan zająłby się wyłącznie rozliczaniem grzechów przeszłości i rozwiązywaniem własnych problemów. To nigdy nie była historia o silnym szkielecie fabularnym, więc nie ma potrzeby bawić się w Martina Scorsese. Mafia zawsze była cool, ale to nie ona przesądziła o potencjale Zabij albo Zgiń.

Obserwacji było tym razem mniej, wszak i objętość tomu trzeciego znacząco maleje w porównaniu do części poprzedniej. Niemniej jednak, wnioski z lektury są dość klarowne. Brubaker po rewelacyjnym sprincie po torze komiksowego postmodernizmu, postanawia nieco zwolnić. Mam nadzieję, że to tylko odpoczynek przed zbliżającą się rundą honorową, aniżeli zadyszka, która skończy się głośnym plaśnięciem o podłoże. Zabij albo Zgiń ma w sobie wciąż sporo potencjału, więc zostaje tylko trzymać kciuki za scenarzystę, by zwieńczenie historii Dylana było równie satysfakcjonujące jak jej początek. Biegnij Ed! Po chwałę i Eisnera!

AUTOR Chester

Ten koleś, który póki co niczego nie osiągnął, ale ma parę planów i lubi dzielić się swoją opinią.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Zaćmienie

Fatale, Catwoman, Gotham Central, Velvet, Daredevil, Zabij albo zgiń… Polski rynek wydawniczy stoi komiksami Eda …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *