PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Xerxes: The Fall of the House of Darius and the Rise of Alexander #1

[RECENZJA] Xerxes: The Fall of the House of Darius and the Rise of Alexander #1

300 Franka Millera urosło na przestrzeni lat do miana jednego z jego najpopularniejszych dzieł. Bez wątpienia duża w tym zasługa filmu Zacka Snydera, który wiernie przeniósł komiks na kinowy ekran i umocnił w świadomości publiki historię o walecznym Leonidasie.

Inspirowana prawdziwymi wydarzeniami opowieść autora Powrotu Mrocznego Rycerza i Sin City to oda do bohaterskich Spartan, którzy mimo ogromnej przewagi rywala, zmierzyli się z perskimi wojskami w słynnej bitwie pod Termopilami. Miller nadał jej kształt wzbogaconego o morał mitu, w którym posągowi, wyniośli bohaterowie ocierają się wręcz o abstrakcyjną boskość. Z dzisiejszej perspektywy wspomniany morał jest jednak więcej niż tylko wątpliwy, a Leonidasa i jego towarzyszy ciężko stawiać za wzór. Mówimy tu w końcu o idealizowaniu narodu, który szczycił się swoją opresyjnością i radykalizmem. Sparta nie pozwalała na słabość i nie tolerowała jej; gotowa była posunąć się do prawdziwych okrucieństw byle wyplenić ją ze swoich szeregów.

Nawet w 300 właśnie to ostatecznie gubi Leonidasa. To on zsyła na siebie pewną śmierć, dążąc za wszelką cenę do rozwiązania konfliktu agresją i przemocą. Teraz takie zachowanie, słusznie zresztą, nazwalibyśmy toksyczną męskością, chorobliwym maskulinizmem. Ponadto, odtrącając kalekiego rodaka, prowokuje go do zdrady. Co prawda, rozmawia z nim jak równy z równym, docenia jego wolę walki i brzmi względnie rozsądnie, ale wciąż zadaje mu bolesny cios i niejako pozbawia go sensu życia. Zawsze można próbować argumentować to tym, że Leonidas był człowiekiem swoich czasów, któremu wpajano takie nauki od dzieciństwa. W trakcie lektury nie sposób jednak odgonić od siebie wspomnianej myśli, że sam zgotował sobie ten los. To z kolei odbiera całej tej historii pewnej dozy dramatyzmu – nie w tym tkwi przecież sedno odwagi i poświęcenia.

Interesującą postacią do analizy jest także antagonista, a zatem władca Persji, Kserkses. Choć mamy tu czynienia z najeźdźcą chcącym wykorzystać swoje ogromne możliwości do podbicia mniejszych państw, można dostrzec w nim wartościowe cechy. Traktuje Leonidasa z należnym mu szacunkiem i jawi się jako inteligentny dyplomata. Gdy głosi, że pomoże Sparcie się rozwijać, a jej króla uczyni swoją prawą ręką, czytelnik mu wierzy. Wie bowiem, że spokojny, dostojny Kserkses widzi dla siebie w takim kompromisie wiele korzyści, których odmawiałby sobie tylko głupiec.

Perski władca w wydaniu Millera okazał się złożonym bohaterem z potencjałem na to, żeby opowiedzieć o nim coś więcej. Scenarzysta miał to na uwadze, czego dowodem były pierwsze zapowiedzi komiksu o Kserksesie, które pojawiły się już w 2010 roku. Zanim jednak na jaw wyszły konkretne szczegóły, projekt został zawieszony. Ostatnie informacje na jego temat przewinęły się przez media trzy lata później. Wszystkim oczekującym czytelnikom pozostało tylko kilka przykładowych plansz narysowanych przez Millera na potrzeby magazynu Dark Horse Presents #1.

W zeszłym roku, po długiej ciszy, wydawnictwo ogłosiło, że autor wrócił do prac nad komiksem i już niedługo ujrzy on światło dzienne. Tym razem zarówno Dark Horse, jak i Miller, zamierzali dotrzymać słowa. Mini-seria otrzymała oficjalny tytuł: Xerxes: The Fall of the House of Darius and the Rise of Alexander, a premierę jej pierwszego zeszytu wyznaczono na początek kwietnia 2018. Wszystko wskazywało więc na to, że prequel 300 będzie pierwszym od czasów niesławnego Holy Terror prawdziwym testem aktualnych możliwości Millera – odpowiedzią na pytanie czy warto w ogóle czekać na wszystkie następne komiksy jego autorstwa.

Wbrew temu, co sugerowałyby tytuł i premierowa okładka samego Kserksesa w tej historii na razie brak. Fabuła rozpoczyna się niecałe dwie dekady przed bitwą na przesmyku Termopile. Potem przenosi nas dziewięć lat w przód pod Maraton, gdzie miało miejsce jedno z najważniejszych starć Ateńczyków z Persami. Co prawda Miller wyróżnia kilka postaci, które brały w nim udział – Themistoklesa, Aeskylosa czy też Miltiadesa, ale ciężko nazwać ich bohaterami pierwszego planu. Na takowy wysuwa się raczej sama wojna.

To przede wszystkim właśnie ją stara się nam przedstawić scenarzysta. Najpierw naprędce kreśli jej kontekst, następnie skrzętnie buduje klimat ciszy przed burzą; wreszcie z typowym dla siebie pietyzmem prezentuje nam dosadne, krwawe sceny walki. Batalistyczne sekwencje, które stanowią lwią część inauguracyjnego numeru, można byłoby nazwać nieuzasadnionym pokazem przemocy, gdyby nie forma narracji, jaką obrał tutaj Miller. Nastrojowe, wręcz liryczne opisy autora stanowią pewnego rodzaju kontrast dla wszystkich tych brutalnych scen. Całkiem zgrabnie dopełniają one to, co widzimy na poszczególnych panelach. Autor ochoczo nawiązuje w nich do greckiej mitologii, co pozwala mocniej wsiąknąć w snutą przed niego opowieść. W porównaniu do np. Dark Knight III: Master Race, nad którym pracował wspólnie z Brianem Azzarello, widać drobny postęp. Tam nadmiernej przemocy nie towarzyszyło nic, co choć trochę mogłoby podnieść jej wartość lub jakkolwiek ją „uszlachetnić”.

Co ważne, Miller w końcu zaczął hamować się ze swoim manieryzmem. Nie uświadczymy tu nieznośnych powtórzeń czy też niezamierzenie ocierających się o komizm wypowiedzi narratora, którymi naznaczone były przecież All Star Batman & Robin, Boy Wonder albo The Dark Knight Strikes Again. Wątpliwej jakości ozdobniki, których niegdyś znacznie nadużywał, teraz odeszły w niepamięć. Na jak długo? To pokażą następne numery Xerxesa.

Warto także docenić, że autor zdołał przedstawić konflikt Persów z Ateńczykami bez popadania w skrajności. Wróg nie jest tutaj karykaturą czy chodzącym obraźliwym stereotypem. Nawet gdy bliższy greckiemu obozowi narrator nazywa już rywala „barbarzyńcą”, po chwili się reflektuje i zauważa w nim zwykłego człowieka. Człowieka, który stoi po drugiej stronie barykady nie dlatego, że taka jego kultura i predyspozycje, a dlatego, że kieruje nim dokładnie ta sama, bezsensowna idea.

Największym problemem tytułu są ostatecznie ilustracje. Miller wciąż posiada swoisty zmysł, dzięki któremu potrafi kreatywnie komponować kadry. Nawet w gorszych komiksach jego autorstwa dało się to dostrzec. Sęk jednak w tym, że korzysta z topornej, niechlujnej kreski, która ostatecznie odwraca od tego uwagę. Jasne, jest zarazem niezwykle charakterystyczna, a pojedyncze rysunki wypadają co najmniej korzystnie; stanowczo za dużo jednak w tym komiksie wizualnych uproszczeń. Przykładowo plansze, pokazujące rozmiary obu armii, wyglądają strasznie rozczarowująco i do bólu sztucznie. Jak wyjątkowo nieudolny efekt pracy w tanim programie do obróbki graficznej.

Przyczyniają się do tego także niedopasowane kolory. Alex Sinclair nie sprawdza się w starożytnej konwencji tak dobrze jak Lynn Varley, która współtworzyła z Millerem 300. Zastosowana przez nią paleta barw fantastycznie oddawała przyjęte przez popkulturę wyobrażenie ówczesnej Grecji. Jej następca miał naturalnie twardszy orzech do zgryzienia, wszak Miller mocno obniżył od tamtego czasu loty. Nie zmienia to faktu, że odpowiednio dobrane kolory mogłyby pomóc nawet tak przeciętnym ilustracjom. Sinclair jednak nie podołał wyzwaniu – to wskutek jego braku wyczucia rysunki prezentują się finalnie płasko i zbyt sterylnie.  

Omawiany zeszyt Xerxesa nie daje powodów, żeby ze strachem wypatrywać kolejnych numerów i już teraz stawiać tę serię w jednym szeregu z Holy Terror czy też The Dark Knight Strikes Again. Jest po prostu solidnym, niczym niewyróżniającym się rozpoczęciem, czyli czymś czego Miller potrzebował jak tlenu. Wybitnemu scenarzyście takie dzieło raczej nie przynosiłoby żadnej dumy, ale dla kogoś, kto pewnie marzy jeszcze o tym, żeby powrócić na szczyt może to być pierwszy z wielu małych kroczków.

AUTOR Maurycy Janota

Wsiąknął w komiksy za sprawą legendarnego runu Franka Millera w serii o Daredevilu. Odkąd przeczytał wszystkie historie z udziałem Matta Murdocka i Elektry, zabija czas na różne sposoby. Pisze opowiadania, po raz setny wraca do oryginalnej trylogii Star Wars lub ogląda horrory studia Hammer.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[Recenzja] Hrabstwo Harrow tom 4: Rodzina

W czwartym tomie Hrabstwa Harrow czytelnicy otrzymują odpowiedzi na kilka dręczących pytań, młoda wiedźma dostaje …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *