PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] X-Men. Punkty zwrotne: Powtórne przyjście

[RECENZJA] X-Men. Punkty zwrotne: Powtórne przyjście

Cykl “Punkty zwrotne” stanowił jak dotąd doskonałą soczewkę, skupiającą zarówno wszystkie najlepsze, jak i najgorsze cechy komiksów o mutantach Marvela. Jego pierwszy tom pt. Kompleks Mesjasza kultywował tradycje zapoczątkowane przez Chrisa Claremonta – przedstawiał ciekawy, niejednoznaczny konflikt i psychologicznie złożonych, sensownie umotywowanych bohaterów, wpisując się oczywiście w estetykę godną XXI wieku. Kontynuacja – Wojna o Mesjasza – odarła zaś sagę o Hope Summers z wszelkich niuansów i postawiła na efektowną rąbankę charakterystyczną dla przygód X-Men w latach 90. Charaktery postaci zeszły na dalszy plan, ważniejsze stały się ich moce, rozbudowujące kontekst dialogi zostały zastąpione przez nudne słowne przepychanki rodem z kina klasy B. Jak te rozbieżności udało się pogodzić finałowi trylogii? 

W Kompleksie… czytelnicy mieli okazję obserwować reakcję świata na narodziny pierwszego dziecka z genem X od czasu pamiętnego Dnia M., w którym Scarlet Witch drastycznie zmniejszyła populację mutantów. Niemowlę z miejsca stało się wówczas obiektem zainteresowania podopiecznych Charlesa Xaviera oraz… fanatycznych wrogów homo superior. Chcąc uchronić dziecko przed przedstawicielami obu stron sporu, opiekę nad dzieckiem roztoczył ten, który sam mógł pochwalić się skomplikowanym życiorysem, czyli podróżujący przez czasoprzestrzeń syn Cyclopsa, Cable

Wojna… przeniosła fabułę (i część bohaterów) do dalekiej przyszłości, w której polowanie na Hope dalej trwało w najlepsze. Niemowlę jednak wyrosło na czujną, bystrą dziewczynkę, która sama potrafi już o siebie zadbać. I choć wydawało się, że na kartach drugiego tomu zagmatwana intryga z udziałem Bishopa, Stryfe’a i Apocalypse’a dobiegła końca, Hope nie może jeszcze czuć się w pełni bezpiecznie.

Zamknięcie sagi, zatytułowane jako Powtórne przyjście, otwiera scena powrotu Cable’a i Hope do teraźniejszości. Zwiedzając ruiny szkoły dla mutantów, niecodzienny duet pada ofiarą ataku specyficznie uzbrojonych napastników i znów zmuszony jest do ucieczki. Za nimi, oprócz połączonych sił największych wrogów (przypominają o sobie m.in. William Stryker, który debiutował w głośnej historii God Loves, Man Kills oraz znany z pierwszej serii X-Factor, Cameron Hodge), wyruszają też specjalnie wyselekcjonowani przez Cyclopsa członkowie X-Men, X-Force oraz New Mutants. 

Tym, za co warto pochwalić zespół scenarzystów Powtórnego przyjścia, jest oddanie głosu Hope i poświęcenie jej większej uwagi. W dotychczasowych tomach była albo za mała, by dać się poznać czytelnikowi, albo zbyt przyćmiona przez resztę obsady. Tu, już jako nastolatka, zmęczona życiem w ciągłym biegu, przestaje pełnić funkcję fabularnego wytrycha i zmienia się w postać z krwi i kości. I co najważniejsze, budzi sympatię. Także przez to, że ataki na nią spadają z naprawdę niespodziewanych stron. Wolverine, obwiniający ją o całe zamieszanie, urasta do miana największego buca w komiksie. Gdzie się podział ten dzikus o miękkim sercu, który nigdy nie uznawał autorytetów, ale za to zawsze brał pod swoje skrzydła zagubionych młodziaków? W jak beznadziejnym położeniu znajduje się Hope, skoro nawet on się od niej odwraca?

Poza tym Mike Carey, Matt Fraction, Zeb Wells, Craig Kyle oraz Christopher Yost stosują dość typowe metody budowania dramaturgii i podbijania stawki – przypadkową śmierć ponoszą mniej popularne postacie, bohaterska (ale nieszczególnie przejmująca, bo wiadomo, że nietrwała) jest z kolei zarezerwowana dla tych znanych i lubianych, a konflikt nakręcają miejscami niepasujące do poszczególnych X-Men zachowania (jak te Wolverine’a czy Dani Moonstar). Reasumując, Kompleks Mesjasza robił to lepiej, ale już Wojna o Mesjasza niewspółmiernie gorzej. Powtórne przyjście sytuuje się więc gdzieś pomiędzy i to od osobistych preferencji odbiorcy zależy, czy to wystarczająca rekomendacja.

“Trylogii Mesjasza” nie brakowało dobrych pomysłów, ale finalnie scenarzyści nie oparli się pokusie uczynienia z niej rozbuchanego, przeładowanego akcją eventu. Trochę tego szkoda, bo był tu potencjał na więcej. 

W grudniu premiera kolejnego tomu kolekcji, pt. X-Men: Punkty zwrotne: Masakra mutantów, z czasów gdy świat X-Men nie osiągał aż takich rozmiarów, jak obecnie. Ja osobiście z otwartymi ramionami powitam trochę odświeżającej marvelowej klasyki. 

Recenzja X-Men. Punkty zwrotne: Wojna o Mesjasza

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.

AUTOR Maurycy Janota

Wsiąknął w komiksy za sprawą legendarnego runu Franka Millera w serii o Daredevilu. Odkąd przeczytał wszystkie historie z udziałem Matta Murdocka i Elektry, zabija czas na różne sposoby. Pisze opowiadania, po raz setny wraca do oryginalnej trylogii Star Wars lub ogląda horrory studia Hammer.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Ród X / Potęgi X

Od jakiegoś czasu komiksy Marvela zjadają swój własny ogon, przez co mało kogo są dziś …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *