PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] X-Files Volume 1 (#13-17)

[RECENZJA] X-Files Volume 1 (#13-17)

Topps Comics zakończyło swoją działalność w 1998 roku. Wydawnictwo zdołało opublikować 41 zeszytów serii regularnej bazującej na motywach X-Files. Tylko część tego zbioru ukazała się także w formie wydań zbiorczych jeszcze za istnienia Topps na rynku. Było to dwanaście pierwszych numerów, pozostałe musiały poczekać na lepsze czasy. Niebyt trwał niemal siedem lat. Dopiero Checker Book Publishing Group, które powstało w 2000 roku, nabywszy prawa do przedruku dorobku Archiwum X od Topps w 2005 roku wydało swoją pierwszą pozycję z przygodami agentów Foxa Muldera i Dany Scully.

THE X-FILES: VOLUME 1, bo to o nim oczywiście mowa, to przede wszystkim cztery krótkie historie wydane swego czasu przez Topps jako zeszyty 13-17 serii regularnej X-Files. One Player Only to historia serii zgonów związanych z pracami nad pewnym programem komputerowym. Można się tutaj doszukiwać podobieństw do odcinka Ghost In The Machine z pierwszego sezonu serialu, jednak w odróżnieniu od telewizyjnej wersji, tutaj sztuczna inteligencja nie jest prowodyrem, ale dzięki niej właśnie zostaje zażegnane niebezpieczeństwo. Falling opowiada o poszukiwaniach tajemniczego obiektu, który rozbił się w lasach jednego z amerykańskich stanów. Szybko okazuje się, że tajemnicze znalezisko ma bardzo zły wpływ na grupę pewnych chłopców, którzy przebywali w jego otoczeniu zdecydowanie zbyt długo. Historia porusza przy tym bardzo żywą, zwłaszcza w USA, kwestię przemocy wśród dzieci i młodzieży. Z całego tomu jedynie Home of the Brave jest nieco dłuższe i składa się z dwóch zeszytów. Mulder i Scully trafiają do niewoli niebezpiecznej grupy żyjącej według własnych zasad i nie uznającej żadnej władzy. Jedyną nadzieją na ratunek dla agentów wydaje się pomoc od pewnej kobiety. Tutaj, podobnie jak w Falling, Petrucha nie boi się sięgnąć po kolejny trudny temat. Tym razem jest to szeroko rozumiane wykorzystywanie i przemoc w stosunku do kobiet. To właśnie Naida, przedstawicielka płci pięknej, wysuwa się na pierwszy plan. To nie tylko fakt, że jest narratorką tej historii, ale zwłaszcza jej losy, motywacje i podejmowane akcje wydatnie przyczyniają się do tego, czego Foxowi i Danie na szczęście dla nich udaje się uniknąć. Niezwykle wymowne jest także zakończenie

Home of the Brave było końcem runu zarówno odpowiedzialnego za scenariusze Stefana Petruchy jak i rysownika Charliego Adlarda. O ich pracy mogę napisać wiele pochlebnych słów, bo pomimo tego, że zdażały się słabsze momenty, główie w odniesieniu do Adlarda, to ich wspólna praca stanowił dla mnie kwintesencję X-Files z logiem Topps na okładce. Po nich pałeczkę przejęli scenarzysta John Rozum i rysownik Gordon Purcell. Jedynym owocem współpracy nowych autorów wchodzącym w skład tego tomu VOLUME 1 była historia Thin Air, które traktuje o odnalezieniu pewnego pilota, który pomimo, że zaginął ponad pięćdziesiąt lat temu w Trójkącie Bermudzkim, nie postarzał się ani o jeden dzień. Wszystko jednak okazuje się zmyślną mistifikacją, która odpowiednio przeprowadzona, jest w stanie zdyskredytować każdą prawdę.

Rozuma ciężko jest ocenić po tej pierwszej historii. Jeden zeszyt to za mało, żeby przykuć czytelnika do lektury, choć z drugiej strony użycie postaci Palacza w ostatnich kadrach dobrze rokuje na przyszłość. Czy dorówna poziomem poprzednikowi, to się dopiero okaże. Za to od razu widać różnicę w stylu rysowania między Adlardem a Purcellem. Ten pierwszy rysował dużo bardziej oszczędnie, większość kadrów była skąpana w cieniach, czerń była wszędobylska, co niezwykle pasowało do klimatu X-Files. Purcell nie zostawia niedomówień, panele są bardzo jasne, wszystko jest doskonale widoczne. Taki styl do Thin Air akurat przypasował, jestem jednak ciekaw, jak będzie się to prezentowało w dużo cięższym gatunkowo projekcie.

Jako dodatek do tomu można zapoznać się z dwiema komiksowymi adaptacjami dwóch odcinków serialu, mianowicie epizodami Pilot oraz Squeeze. Pilot to pierwsze wspólne śledztwo Muldera i Scully po tym, jak rudowłosa agentka została przydzielona do pracy w Archiwum X. Z kolei Squeeze to historia, moim zdaniem jednego z najciekawszych, najbardziej przerażających morderców wykreowanych w serialu. Nawet dzisiaj, po wielu latach i niezliczonej liczbie seansów tego odcinka, to widok niesamowitych żółtych oczu Eugene’a Toomsa czającego się w mroku nadal powoduje ciarki na plecach. Fabularnie obu zeszytom nie można niczego zarzucić, gdyż to bardzo wierne adaptacje. Jeśli jednak chodzi o warstwę wizualną to jest nieźle, choć mogłoby być lepiej.

THE X-FILES: VOLUME 1, podobnie jak zrecenzowane przeze mnie dwa poprzednie tomy X-Files od Topps, to nadal w decydującej mierze dziecko Stefana Petruchy. Jednak w VOLUME 1 daje się odczuć, że scenarzysta zapewne wiedząc już, że zakończy swoją pracę w tytule, nie chciał niczego zostawiać po sobie i tym samym narzucać czegokolwiek swojemu następcy. Mimo to, że historie nieco słabsze niż całość pojektu Aquarius, to jednak jest to nadal przyjazne czytadło nie tylko fana X-Files. Pozostaje mieć nadzieję, że John Rozum i spółka podtrzymają dotychczasowy poziom. O okładki bać się nie trzeba, gdyż wykonująca świetną robotę Miran Kim pozostaje na swoim stanowisku.

Autor: Bartosh

PRZECZYTAJ TAKŻE

[FELIETON] Święta Komiksiarza – Redakcyjne Propozycje Prezentów 2015

Do wigilii pozostało kilka ostatnich dni, czas na szperanie w poszukiwaniu prezentów powoli się kurczy. …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *