PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] X-Files Collection Volume 2 (#7-12)

[RECENZJA] X-Files Collection Volume 2 (#7-12)

Drugi tom komiksowych przygód Foxa Muldera i Dany Scully, to ciąg dalszy zgłębiania tajemnic ludzkiego umysłu. Na początek historia Trepanning Opera, której przewodnim wątkiem jest śledztwo w sprawie zdającego się przewidywać przyszłość seryjnego zabójcy, dotychczas nieuchwytnego dla wymiaru sprawiedliwości, a mającego mroczny związek z jednym z agentów Federalnego Biura Śledczego. Następnie, w opowieśći Silent Cities of The Mind, agenci wplątani zostają w poszukiwania przywódcy niebezpiecznego kultu, który dopuszcza się kanibalistycznych mordów, aby zdobyć więdzę i umiejętności swoich ofiar. W trakcie swoich działań, agenci z Archiwum X odnajdują mityczną, podziemną metropolię zbudowaną ku czci bogów przybyłych z nieba na ognistych rydwanach. Aż wreszcie wydarzenia przedstawione w Feelings of Unreality umacniają Muldera w jego przeczuciu, że dotychczasowe doświadczenia agentów, od poszukiwań ostatniej przepowiedni fatimskiej aż do odnalezienia ruin ukrytego miasta, mogą być częścią misternego planu.

Jeśli chodzi o poziom historii, to jedynie z idącą na pierwszy ogień Trepanacyjną operą mam problem. O ile gdzieś do połowy lektura jest bardzo przyjazna, to od momentu „wyznania” niestety jest już gorzej. Rozwiązanie jest rozczarowujące. Owszem, morderca zostaje powstrzymany, ale w mało przekonujących okolicznościach. Dodatkowo wątek jasnowidzenia zostaje niedopowiedziany. Z perspektywy całego tomu wydaje się, że ten jeden numer został spłycony, aby pasował do całości, gdyż pozostałe wydarzenia na szczęście wszystko rekompensują.

Najbardziej niezwykły, w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa, jest dwunasty numer. Wydawać by się mogło, że dochodząc do finału jakiejś historii, a w tym przypadku niemal całego runu scenarzysty, wymusza to przyspieszenie akcji, zwłaszcza po niezwykle intensywnym odcinku poprzedzającym. Jednak Nierealne odczucia są pod tym względem zupełnie inne, być może na pierwszy rzut oka przegadane, ale jednak idealnie wpisujące się w świat Archiwum X – niby zbliżony do naszego ale jednak zupełnie inny. Tutaj następuje spowolnienie akcji, skupienie się na przemyśleniach bohaterów oraz interpretowaniu przez nich wydarzeń, których byli świadkami. Do tego dochodzą świetnie rozpisane i rozrysowane finałowe kadry, ujawniające prawdę o projekcie Aquarius. Te okoliczności wywracają do góry nogami utarte schematy konspiracyjne, które tak chętnie wykorzystywane są w różnych filmach czy serialach.

To wydanie zbiorcze zawiera także pierwszy z dwóch annuali X-Files, jakie ukazały się nakładem Topps Comics. Agenci badają sprawę serii zgonów związanych z pewnymi skamielinami znalezionymi w Afryce. Z początku wydaje się, że za wszystkim stoi pewien mściwy duch. Rozwiązanie zagadki okazuje się jednak być dużo bardziej przyziemne. Autorem scenariusza Hallow Eve także jest Petrucha, który jak to ma w zwyczaju żongluje motywami nadprzyrodzonymi i realistycznymi, przez co niejednoznaczne zakończenie wypada bardzo udanie i zapewnia satysfakcjonującą lekturę. Wielki plus należy mu się także, za smaczek w postaci przywołania bardzo ważnej osoby z życia osobistego Scully.

Podsumowując pracę Stefana Petruchy, odpowiedzialnego za dotychczasowe obrazkowe przygody Muldera i Scully ze znaczkiem Topps, łatwo dochodzi się do wniosku, że ważny jest nie tylko sam pomysł, ale także jego realizacja. W pierwszym tomie były jedynie subtelnie zarysowywane, wspólne, pojedyncze motywy, teoretycznie niepowiązanych ze sobą historii, tutaj z każdym kolejnym numerem oś je spajająca wydaje się być zaznaczana coraz grubszą kreską. Można by zauważyć pewne niedoskonałości, ale nie wpływają one na odbiór całości. Petrucha po prostu serwuje czytelnikom bardzo dobre historie o ich ulubionych bohaterach.

A bardzo dobre historie to nie jedyna zaleta tomu. Także warstwa wizualna prezentuje się niezwykle zachęcająco. Rysunki wypadły dużo lepiej niż w The X-Files Collection vol. 1 pomimo, że obsada się nie zmieniła. Tym razem Charles Adlard stanął na wysokości zadania i zapewnił wraz z wspierającymi go Georgem Freemanem oraz Laurie Smith należytą oprawę dla przygód Foxa i Dany. Do moich ulubionych kadrów z pewnością należą te z początku numeru dziesiątego, w których Mulder i Scully zwróceni do siebie twarzami odbywają, niemal pozbawiony dialog,u niezwykle wymowny pojedynek na… spojrzenia. Bardzo ciekawie, na jednej rozkładówce rozwiązany został cały wątek projektu Aquarius, zawierający w sobie odwołanie do niemal wszystkich dotychczasowych numerów. Na swoim zwykłym, świetnym poziomie pozostały dołączone do wydania okładki poszczególnych numerów przygotowane przez Miran Kim.

The X-Files Collection vol. 2, to obowiązkowa pozycja zarówno dla fanów serialu jak i osób, które czerpały autentyczną przyjemność z lektury pierwszego tomu. W moim odczuciu niezwykle udane spięcie klamrą pierwszych dwunastów numerów serii regularnej, wydanej swego czasu przez Topps absolutnie zasługuje na poświęcony mu czas. Podsumowanie nie oznacza jednak zakończenia, gdyż jak w pewnym momencie zauważa sam Mulder: „I am the product of what happened to Samantha. I’ll follow that thread, no matter how slim, until it connects to another and another, until one day I do find out what happened to her”. Dotychczasowe wydarzenia to tylko część drogi, którą agenci mają jeszcze przed sobą.

Autor: Bartosh

PRZECZYTAJ TAKŻE

[FELIETON] Święta Komiksiarza – Redakcyjne Propozycje Prezentów 2015

Do wigilii pozostało kilka ostatnich dni, czas na szperanie w poszukiwaniu prezentów powoli się kurczy. …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *