PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] X-Files Collection Volume 1 (#1-6)

[RECENZJA] X-Files Collection Volume 1 (#1-6)

Niecałe dwa lata po tym, jak The X-Files zaczęło odnościć sukcesy i zyskiwało uznanie wśród widzów i krytyków, wydawnictwo Topps postanowiło wykorzystać rozgłos towarzyszący serialowi. Powołana do życia została seria komiksowa, na którą złożyły się w głównej mierze 41 numerów regularnego miesięcznika, do tego także wydania specjalne i papierowe adaptacje niektórych odcinków telewizyjnego pierwowzoru. Jak to często bywa, gdy seria spotyka się ze sporym zainteresowaniem, jakiś czas potem poszczególne jej historie trafiają do wydań zbiorczych.

The X-Files Collection Vol. 1 to tom zbierający pierwsze sześć zeszytów spod loga Topps Comics. Na pozycję składają się cztery historie, w tym trzyczęściowe Firebird. W ich trakcie agenci FBI Fox Mulder i Dany Scully, pracujący w tytułowym Archiwum X, mierzą się z kolejnymi niewyjaśnionymi zagadkami.

Not to be Opened Until X-Mas stara się odpowiedzieć na pytanie, co mogła skrywać ostatnia, trzecia Tajemnica Fatimska i jaki mogła mieć wpływ na losy świata. Agenci Scully i Mulder, prowadząc śledztwo w sprawie zgonu mężczyzny w jednym z kościołów w Nowym Jorku, wplątują się w serię wydarzeń związanych z finalną przepowiednią. Gdy historia ukazała się w 1995 roku, treść ostatniej tejemnicy nie była jeszcze znana opinii publicznej. Zmieniło się dopiero w 2000 roku, a więc obecnie, gdy teoretycznie już znamy przekaz wszystkich objawień, wydaje się, że historia straciła nieco na aktualności. Także to, że Fox usilnie starał się połączyć objawienia ze spotkaniami z UFO, wydaje się dość wymuszone.

Tajemniczy informator wywodzący się ze środowiska wojskowego informuje agentów, że pewnemu emerytowanemu generałowi może grozić śmiertelne niebezpieczeństwo. Mulder szybko łączy wydarzenia z domniemaną katastrofą UFO, która miała miejsce w małym miasteczku Neola w 1948 roku. Historia The Dismemberance of Things Past w głównej mierze skupia się na śledztwie, które toczy się w sprawie śmierci osób, które miały domniemaną styczność z przedstawicielami pozaziemskiej cywilizacji. Koniec końców sprawa okazuje się jeszcze bardziej tajemnicza i przerażająca niż mogłoby się wydawać. Wydarzenia mają związek z tajnym wojskowym eksperymentem, a za spotkanie z UFO ma drugie dno.

Mulder i Scully, nadal odczuwając skutki porażenia gazem, który wymazał część ich wspomnień, zostają wystawieni na próbę lojalności nie tylko wobec ojczystego kraju, ale zwłaszcza wobec siebie. Cetralną postacią historii A Little Dream of Me jest Fox, który targany wspomnieniami o siostrze i manipulowany przez głównego oponenta, jest gotowy umożliwić włamanie nieuprawnionej osoby do systemów rządowych, gdy okazuje się, że Samantha, jego młodsza siostra, która w dzieciństwie na jego oczach została uprowadzona przez UFO, może nadal żyć. Na uwagę tutaj zasługuje świetnie wprowadzenie, w którym Mulder snuje przemyślenia nad swoim życiem i tym, co doprowadziło go do bycia tym, kim teraz jest. Wartymi wyróżnienia elementami jest także zastosowanie retrospekcji z dzieciństwa Muldera, oraz samo zakończenie, które teoretycznie negatywne w swej wymowie, daje jakąś nadzieję na przyszłość.

W 1908 roku na Syberii w rejonie Tanguska doszło do tajemniczej katastrofy. Jak dotąd nie udało się ustalić jednoznacznej przyczyny, pomimo, że pojawiło się wiele teorii na ten temat. Jednym z wyjaśnień miało być nawet lądowanie UFO. Trzyzeszytowa historia Firebird opowiada własną wersję wydarzeń właśnie w oparciu o takie założenie. Niemal dziewięćdziesiąt lat po tanguskiej katastrofie, grupa naukowców przeprowadzająca próbne odwierty, budzi ze snu coś, czego żaden z nich nie mógł się spodziewać. Gdy kilka miesięcy później Mulder i Scully badając sprawę śmierci jednego z tych badaczy, przemierzając pustynie w Nowym Meksyku odnajdują jedynego żyjącego, naocznego świadka katastrofy z 1908 roku, który dodatkowo skrywa wielki sekret.

Oprócz powyższych historii to wydanie zbiorcze zawiera także dodatki. Pierwszym jest wywiad z Chrisem Carterem, pomysłodawcą i twórcą The X-Files. Carter wyznaje w nim, że wie, co trafia do komiksu zanim tafia on do sprzedaży. Zaznacza, że nie wtrąca się do pracy twórców, pozostawia im swobodę w tworzeniu wątków. Dodaje, że chętnie sam napisałby scenariusz komiksu, ale obecnie nie ma na to czasu, gdyż pochłaniają go prace nad trzecim sezonem serialu. Kolejnym dodatkiem jest tak zwany The X-Files Hero Illustrated Special. Jest krótka historyjka o tym jak Mulder i Scully tropią potencjalnego porywacza dzieci. Zakończenie historii okazuje się jednak zaskakujące i nasuwa jako rozwiązanie ingerencję pozaziemskich istot. Z kolei ostatnie strony zawierają krótkie charakterystyki twórców: Stefana Petruchy, Miran Kim i Charlesa Adlarda.

W trakcie laktury można zauważyć, że niektóre nazwiska i motywy powtarzają się. Nie jest to przypadek. Podobnie jak serial, który miał swoją mitologię wymyśloną przez Chrisa Cartera, także komiksy pisane przez Stefana Petruchę stanowią ciągłość, choć subtelnie zaznaczaną. Co więcej, Petrucha chcąc stworzyć coś oryginalnego, poszedł w inną stronę niż Carter. Jak wiadomo serial skupiał się w głównej mierze na zagrożeniu ludzkości w postaci kolonizacji naszej planety przez przybyszów z kosmosu. Pomimo, że w komiksach co rusz także pojawiają się nawiązania do UFO, to jednak ich obecność jest marginalizowana, a wymowa samych historii odnosi się bardziej do możliwości naszego umysłu, czy też obawy, że ktoś może nim manipulować i wpływać na to, jak postrzegamy otaczający nas świat. UFO bywa tutaj niejako środkiem, a nie celem samym w sobie. Scenarzysta podtrzymał za to charakterystyki poszczególnych bohaterów, którzy są tacy, jakich znaliśmy z małego ekranu. Tyczy się to nie tylko Muldera i Scully, silnie zarysowanych, dwóch różnych światopoglądów, ale także postaci drugo- i trzecioplanowych jak Skinner, Palacz czy Samotni Strzelcy. Petrucha też nie korzysta zbyt często ze znanych już postaci wspierających dzielnych agentów, tylko z sukcesem kreuje nowych przyjaciół i oponentów.

Warstwa wizualna, która niestety ma swoje grzeszki. Rysunki Charlesa Adlarda, odpowiedzialnego za rysunki w całym pierwszym tomie, są bardzo nierówne. Krajobrazy i otoczenie postaci, czy to skąpane w mroku czy w jasny dzień, wypadają przekonywująco i są przyjazne dla oka. Niestety tego samego nie można powiedzieć o samych postaciach. Czasami nie dość, że przybierają one dość dziwne pozy, to także twarz tej samej postaci, ujęta w różnych kadrach, znacząco się względem siebie różnią. Odnosi się to zwłaszcza do Scully. Także przy kolorowaniu rysunków można zauważyć wpadki, a bywają one do tego stopnia oczywiste, bo z założenia rudowłosa agentka czasami wydaje się być blondynką.

Niniejszą pozycję z czystym sumieniem mogę polecić zwłaszcza tym osobom, które z wielkim sentymentem wspominają Z Archiwum X. Wątki ufologiczne, tajemnicze eksperymenty, rządowe spiski, historie z gatunku „monster of the week”, każdy X-Phil z pewnością znajdzie coś dla siebie. Co z pozostałymi czytelnikami? Gdy szuka się komiksów, które opierają się na opowiadaniu ciekawych historii, nie powodując przy tym oczopląsu, warto sięgnąć po The X-Files od Topps. Choć recenzuję klasyczny tom, to obecnie na rynku można znaleźć wznowienia wydane przez IDW, z omawianymi tutaj historiami.

Autor: Bartosh

PRZECZYTAJ TAKŻE

[FELIETON] Święta Komiksiarza – Redakcyjne Propozycje Prezentów 2015

Do wigilii pozostało kilka ostatnich dni, czas na szperanie w poszukiwaniu prezentów powoli się kurczy. …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *