PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Wolverine: Staruszek Logan

[RECENZJA] Wolverine: Staruszek Logan

Nadeszła wiekopomna chwila. Na półki polskich czytelników, po całych miesiącach wyczekiwania, trafia Wolverine: Staruszek Logan. Chyba nie było dotąd tomu, na który tak bardzo ostrzyłem sobie zęby.  Choć 1602 i Marvels były dość blisko. Nie powinniście się temu dziwić. Nie natrafiałem bowiem wcześniej na jakąkolwiek (!) negatywną recenzję omawianej dziś historii. Z obserwacji wiem, że wielu czytelników także niecierpliwie czekało na ten numer Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Sama notka od wydawcy obiecywała nam wszakże historię pełną wszystkiego co najlepsze. A czy tym obietnicom sprostała?

Wolverine: Old Man Logan

Fabuła przedstawia się następująco: w przyszłości odległej o pięćdziesiąt lat, Ameryka zmieniła się w postapokaliptyczne pustkowie. Na domiar złego, całymi Stanami Zjednoczonymi rządzą złoczyńcy.  Większość bohaterów zginęła lub zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Wolverine’a również nie widziano już całe lata. Jego miejsce zajął starszy, odżegnujący się od przemocy mężczyzna, przedstawiający się jako Logan. Bądźmy ze sobą szczerzy. Przepchnięcie do mentalności czytelnika faktu, że Wolverine, najbardziej bestialski i brutalny ze wszystkich mutantów, zaczyna brzydzić się okrucieństwem, to nie lada wyzwanie dla scenarzysty. Motyw musi być nie tylko sensownie wyjaśniony, ale i umiejętnie wpleciony w zasadniczą oś fabularną.

A Millarowi udaje się to wykonać z niezwykłą skutecznością. Wątki o porzuceniu ścieżki wojownika, poznajemy mniej więcej w połowie opowiadanej historii i są one na tyle przewrotne, że nawet ja musiałem na chwilę zawiesić się z wrażenia. Spodziewałem się czegoś zupełnie innego, ale podjęta przez scenarzystę decyzja była odważna i trafia… może nie w dziesiątkę, ale w okolicę ósemki co najmniej. Oczywiście jak każdy mógł się spodziewać, w pewnym momencie wraca nasz stary, nie-dobry Wolverine. Udowadnia nam, że próżno szukać bohatera, który siecze swoich przeciwników zarówno z taką agresją jak i gracją. Nieprzypadkowo krążą opinie, że podstarzałego Logana powinien zagrać Clint Eastwood. Obiema rękoma i jedną stopą, podpisuję się pod tym apelem.

Ale pacyfizm to nie jedyny filar, na którym opiera się fabuła. Wiele zależy także od relacji dwóch głównych bohaterów. Logana i starego już, niewidomego Hawkeye’a, który z najemnika, awansował na – nie do końca legalnego – kuriera. I do tego właśnie zajęcia zaangażowany zostaje także nasz eks-Rosomak. Razem wyruszą oni na wyprawę przez całe, upadłe Stany Zjednoczone, aby pokazać czytelnikowi, że ten świat jest jeszcze bardziej zniszczony i podły, niż wskazywały na to pierwsze strony komiksu. Tutaj sprawdzają się szczególnie dialogi. Mimo faktu, iż niekiedy nie można się obejść bez typowych, banalnych skojarzeń w stylu „jak bohaterowie się zmienili na przestrzeni lat”, wiele z ich konwersacji pogłębia rys psychologiczny.

Znane nam charaktery, nadgryzione zębem czasu, jawią się jako zupełnie nowe, niezwykle ciekawe postacie. Profil zachowania bohaterów również świadczy o talencie pisarskim Millara. Nawet gdy mamy do czynienia z postaciami drugiego, czy trzeciego planu, nie są one wciśnięte na siłę. Żadna scena z ich udziałem nie jest ewidentnym „zapychaczem”, a integralną częścią historii. Wspomnieć też wypada o tym, jakie kreatywne zmiany przeszły inne elementy uniwersum Marvela, np.  takie osobistości jak Rodzina Bannerów. Banda mafiosów-rednecków, „wiszących” nad głową Logana, napastujących go za niespłacone długi.

Wolverine: Old Man Logan

Sama kreacja świata, to także nie lada gratka dla fanów post-apo. Oprawa wizualna nasuwa skojarzenia z klasycznymi już elementami popkultury. Zawalone, zapadnięte pod ziemię budynki rodem z Fallout’a i Half-Life’a, czy jałowe, zamieszkałe przez ostatki cywilizacji pustynie wyjęte z Mad Max’a. Do całego krajobrazu powinienem dopisać także obiekty, którym swoje nazwy zawdzięczają herosom, np. Pym Falls, ale pozwolę wam odkryć te smaczki osobiście. Kolorystka została odpowiednio stonowana, co również pozytywnie wpływa na odbiór wizualny. O finezji estetycznej ukazania samych postaci, zaświadczyć mogą świetne okładki każdego z zeszytów. A jeśli dodamy do tego rewelacyjne, doskonale rozplanowane kadrowanie i perfekcyjnie wyrysowane proporcje ludzkich ciał, ujawni nam się cały wachlarz możliwości rysownika. Panie Steve McNiven – czapki z głów. Jako rysownik-entuzjasta, mam kolejny wzór do naśladowania.

Podsumowując ten zestaw entuzjastycznych „ochów i achów”, Wolverine-Staruszek Logan to jedna z najlepszych publikacji jakim uraczyło nas dotychczas wydawnictwo Hatchette. To tytuł w sam raz dla fanów Rosomaka, zarówno komiksowych weteranów jak i nowicjuszy. Ci drudzy nie powinni czuć się zagubieni. Wręcz przeciwnie, zaczną przygodę w świecie Marvela od najlepszej strony.

AUTOR Chester

Ten koleś, który póki co niczego nie osiągnął, ale ma parę planów i lubi dzielić się swoją opinią.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[Recenzja] Runaways Tom 1

Na pewnym etapie życia wszyscy młodzi ludzie są przekonani, że ich rodzice to najgorsi ludzie …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *