PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] The Wicked + The Divine: Faustowska Zagrywka

[RECENZJA] The Wicked + The Divine: Faustowska Zagrywka

Kieron Gillen w posłowiu polskiej wersji pierwszego tomu The Wicked + The Divine przyznał, że ten komiks powstał w bardzo ciężkim dla niego czasie. Czytając te słowa po wcześniej lekturze oryginału, nie mogłam się temu nadziwić. Chwilę później jednak przypomniałam sobie, jak  powstawały najpiękniejsze piosenki ubiegłego wieku. Wiele kultowych dzieł zaistniało, gdy ich twórcy znajdowali się w życiowych dołach, z których długo nie mogli się wydostać. Smutne, ale prawdziwe. The Wicked + The Divine poniekąd zalicza się do tej kategorii – jest to przebój wśród komiksów.

Oto przed Wami Amaterasu!

Od zarania dziejów, w 90 letnich odstępach, na Ziemię zstępuje 12 bogów. Nie żyją wśród nas zbyt długo, tylko 2 lata. To samo stało się w 2014 roku. Dwunastu bogów powoli ujawnia się światu jeden po drugim. Wzbudzają zarówno miłość, jak i nienawiść. I dają przy tym niezłe show. Dosłownie, bo występują na scenie. Jedną z ich fanek jest nastoletnia Laura, która chce być taka jak oni. Nie szkodzi, że pozostaną jej wtedy tylko dwa lata życia. Laura chce być częścią Panteonu. Czy może jej się udać?

The Wicked + The Divine obecnie liczy sobie ponad 30 zeszytów. Gillen w przedmowie zapowiedział, że ta opowieść będzie trwała latami i uwierzcie mi, że na ten moment jest co czytać. Nam Polakom musi na razie starczyć pierwsze pięć zeszytów, które – nie ma co ukrywać – zdecydowanie zachęcają do dalszej lektury. Oprawa graficzna tak dobrze współgra z opowiadaną historią, że niemal każda kolejna strona zapiera dech w piersiach. Nie ma się, co dziwić, bo Gillen i McKelvie zrobili razem niejeden komiks (m. in. Young Avengers z 2013 roku).

Och Lauro, Lauro, Lauro…

Gillen wykreował nowy alternatywny świat, niemal kropka w kropkę podobny do naszego. Jedyną różnicą są bogowie dający koncerty przyprawiające widzów o długotrwałe i kończące się omdleniami orgazmy. Pierwszą styczność mamy z Amaterasu, boginią słońca pochodzącą z  japońskiej religii Shinto. Po niej przychodzi kolej na Lucyfera (chyba nikomu nie trzeba go/jej przedstawiać) i Sakhmet (uosobienie Sekhmet, egipskiej bogini-wojowniczki). Oprócz nich w tomie pojawiają się Baal (bóg piorunów z nieistniejącej już religii kananejskiej), Morrigan (irlandzka bogini bitwy) oraz jej kochanek Bafomet (pogański bożek, często łączony z diabłem). To jest tylko połowa barwnego Panteonu.

Każde z wykreowanych bóstw krzykliwie odróżnia się od poprzedniego i następnego. Istoty, wstępując w ciała nastolatków, nie pozbywają się ich wspomnień, a nawet w pewien sposób pozwalają się nimi ukształtować na nowo, zachowując przy tym swoje najbardziej charakterystyczne role. Wyobraźcie sobie nastolatków z różnych subkultur i dodajcie do tego boską butę. To jest tak przepięknie chaotyczne, że chce się tylko więcej.

Morrigan to trzy w jednym: Morrigan, Badb (patrz obrazek)  i Annie.

Wspomniana już wyżej oprawa graficzna w wykonaniu McKelvie z każdą kolejną stroną jeszcze bardziej wciąga nas w świat Laury i jej obsesji na punkcie rozrywkowego Panteonu. Zmyślne używanie tła kadrów – zwykłe białe dla całej historii, szare dla wspomnień i czerń dla odwiedzin w Podziemiu – nie tylko dodaje estetyki, ale nadaje tonu odpowiednim momentom historii. Za każdym razem gdy odwiedzamy krainę Morrigan, kadry są skąpe, wtapiają się w czarne tło. Genialnie. Palety kolorów dobierane przez Matta Wilsona podkreślają jak bardzo The Wicked + The Divine pasuje do popkultury XXI wieku. Tak wielu skrajnych barw i ich różnych odcieni nie widziałam jeszcze chyba w żadnym komiksie (może tylko w Young Avengers).

Polskie wydanie pierwszego tomu znacznie różni się od oryginału. Amerykańska wersja została wydana w miękkiej okładce, z inną grafiką, ale za to z dodatkowymi materiałami od autorów. Polskie wydanie jednak przebiło moje oczekiwania. Twarda oprawa, mocne i żywe kolory w środku. Duży format, co oznacza, że można dodatkowo „rozpuścić” oczy podczas lektury. Miód na moje serce.

Bafomet jest trochę emo, ale kto nie jest?

The Wicked + The Divine jest opowieścią o przemijaniu. Wystarczy policzyć ilość zabitych postaci, mniej lub bardziej ważnych. To opowieść o tym, jak wszyscy chcemy być kimś niesamowitym, specjalnym. To opowieść o tym, co jesteśmy w stanie zrobić za to wyróżnienie. Czy bardziej chcemy być wyjątkowi, czy żyć wiecznie? Chcemy pozostawić ślad w historii świata za cenę własnego życia? Czy jest to nam pisane? I czy los nam na to pozwoli? Ten komiks może Wam udzielić odpowiedzi na wszystkie z tych pytań… albo na żadne z nich. Od Was zależy, jak go zinterpretujecie.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Wydawnictwu Mucha Comics!

AUTOR Maja Rybak

Duża fanka Jakuba Ćwieka, chce dołączyć do składu Zaginionych Chłopców. Kiedy tylko może zanurza się w popkulturowym oceanie filmów, seriali, komiksów oraz książek.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] The Black Monday Murders tom 1: Chwała Mamonie

Gdy nie wiadomo, o co chodzi… Lekturę The Black Monday Murders rozpocząłem w oryginale dosłownie kilka dni …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *