PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Weapon X

[RECENZJA] Weapon X

O tym, że Weapon X jest komiksowym kamieniem milowym, nie trzeba nikomu przypominać. Zapisał się on złotymi zgłoskami na kartach historii Marvel Comics i po dziś dzień uważa się go za tytuł kultowy. Za sprawą wydawnictwa Hachette, możemy teraz położyć swoje dłonie na eleganckim, odnowionym wydaniu z Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela (z „pewnych względów” nie miałem nigdy okazji czytać wydania z lat 90’, więc nie będę opierał się tu na nostalgii).
Podejmuje on dość odważny temat, przed którym Marvel wzbraniał się od dość długiego czasu – zagłębienie się w genezę Rosomaka-Logana. Wszak najpopularniejszy członek X-Men, musiał mieć za sobą historię niewątpliwie tak brutalną jak on sam. Karkołomnego zadania jej opisania, podjął się Barry Windsor-Smith. Będąc jednocześnie rysownikiem jak i scenarzystą, miał o wiele większe pole do popisu, ale także o wiele cięższe zadanie na swoich barkach. Na szczęście udało mu się temu zadaniu sprostać.. W większości.

Weapon X

Już od pierwszych stron atmosfera jest gęsta.  Logan zapijający nerwy w podrzędnym hoteliku prowadzi rozmowę sam ze sobą, przeczuwając nadchodzące zagrożenie. W międzyczasie raczy się nas przebitkami z laboratorium, w którym naukowcy przygotowują się do wprowadzenia w życie „Projektu X”. Tylko na tym upływa nam część pierwsza tomu. Nie jest jawna wada, aczkolwiek nie jestem pewny czy tak zdawkowa porcja informacji jest w stanie zainteresować każdego czytelnika.  Kolejny zeszyt,  bije już widza w twarz otwartą dłonią. Logan zostaje porwany, by na następnej stronie paść ofiarą bestialskich eksperymentów. I tak historia prezentuje się już do samego końca. Kolejne zeszyty to przegląd okropieństw jakie zgotowano naszemu protagoniście w tajemniczym ośrodku badawczym.

Ponieważ Wolverine przez większość czasu przedstawiany jest nam jako ofiara, nasza uwaga wędruje w stronę oprawców. I sam się sobie dziwię, że byłem w stanie przebrnąć przez narrację widzianą z ich punktu. Jestem świadomy tego, że ich zadaniem było tłumaczyć czytelnikowi co dzieje się w danym czasie na kadrach. Rysunki dosadnie ukazywały atmosferę strachu, ale nie były w stanie powiedzieć nam co dokładnie dzieje się z Loganem. Dlatego cała linia narracyjna skupia się na tym, aby wszystko, na spokojnie nam wyjaśnić. Mniej lub bardziej klarownie. To mój główny problem z Weapon X. Niemal każda linijka obecnego w komiksie dialogu to ekspozycja.  W dodatku połowa jest zbędna. Jestem pewien, że gdyby tekst został okrojony o 50%, nie stracilibyśmy ani krzty klimatu. Wręcz przeciwnie. Całość czytałoby się o wiele płynniej, bez przestojów na niepotrzebne, „naukowe” wstawki. Ponadto, pojawiają się one jako ramki w tle. Jedynym co odróżnia je od siebie, jest ich kolor. Czytelnik musi zapamiętać jaką barwą „przemawia” dana postać. Nie dam sobie za to ręki odjąć, ale wydaje mi się, że w pewnym momencie sam autor zapomina, czyja ramka jest czyja, a wypowiedzi mieszają się.

Zwracając honor twórcy historii, nie dzieje się tak zawsze. W pewnym momencie postaci naukowców stają się integralną częścią akcji, a ich wypowiedzi autentycznymi dialogami, które możemy śledzić z większą płynnością. I tak aż do satysfakcjonującego końca, bo pierwsze skrzypce gra teraz Logan. Do głosu dochodzi jego nieposkromiona natura i z każdą kolejną kartką, daje nam to więcej radości.

Weapon X

Na szczęście pozytywnych aspektów jest więcej. Kreska niezwykle cieszy oko. Kompozycja konkretnych kadrów potęguje uczucie strachu i klaustrofobii. Gdy Logan wkracza do akcji, widać dynamikę jego interakcji z ochroniarzami oraz otoczeniem. Pozy jakie przybiera w połączeniu z umiejętnie komponowaną przestrzenią, nadają odpowiednie tempo całej akcji. Na uwagę zasługuje też jakość druku najnowszej wersji. Kolorystyka została poprawiona względem starszych edycji, co podwyższa jakoś całego wydania.

Podsumowując, Weapon X to niewątpliwie konieczny przystanek dla wszystkich fanów formacji X-Men, ale również dla tych miłośników Marvela, którzy nieustannie poszukują godnej lektury w olbrzymiej – i wciąż powiększającej się – bibliotece wydawnictwa. Nie jestem jednak pewny, czy dorasta do legendy, jaką stworzyły wokół niego praktycznie bezkrytyczne opinie polskich czytelników.

AUTOR Chester

Ten koleś, który póki co niczego nie osiągnął, ale ma parę planów i lubi dzielić się swoją opinią.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Fantastyczna Czwórka tom 1

Scenarzysta Jonathan Hickman stał się w ostatnich latach jednym z głównych architektów uniwersum Marvela, przez co już nawet …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *