PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / FILMY / [RECENZJA] To (2017)

[RECENZJA] To (2017)

Moda na lata 80 trwa w popkulturze w najlepsze. Jedni twórcy opierają na klimacie tamtych czasów cały ciężar swojego dzieła. Inni traktują ten setting jako okazję do wykorzystania nostalgii widzów. Pozostali, tacy jak Andres Muschietti, reżyser  To, po prostu wstrzelili się w modę i wykorzystują ósmą dekadę poprzedniego wieku jako tło do budowania niezależnej historii. Oczywiście w przypadku recenzowanego filmu nie ma mowy o całkowitej niezależności, ponieważ produkcja jest ekranizacją powieści Stephena Kinga. Osobiście nie znam oryginału, więc mogłem bez oczekiwań, uprzedzeń i spoilerów sprawdzić na własnej (gęsiej) skórze, co też Muschietti przygotował. A przygotował trochę grozy, szczyptę komedii ale przede wszystkim bardzo zgrabnie zrealizowaną opowieść o dojrzewaniu i stawianiu czoła swoim lękom.

Śledzimy przygody grupki przyjaciół, którzy formują tak zwany „Klub Frajerów”. To grupa na pozór typowych dzieciaków. Ot, przerzucają się wyzwiskami, np. podkreślając swoje seksualne podboje z matką kolegi. Przeżywają miłostki małe i miłości duże. W szkole uciekają od gnębiących ich starszaków. Mają też swoje pragnienia i lęki – i to te ostatnie są kluczowe dla fabuły i rozwoju postaci. To nie papierowe ludziki, które scenarzyści skleili z największych klisz, ale nastolatki (dzieci?) z krwi i kości, co jest jedną z największych zalet filmu. Choć w pewnym stopniu opierają się na stereotypach, ich skrajne cechy tylko pomagają zbudować wyraziste tożsamości. Spora w tym zasługa obsady – właściwie wszyscy zagrali bez zarzutu. Największe brawa należą się jednak Sophii Lillis. Nieznana szerszej widowni aktorka prawdopodobnie trafiła na trampolinę do przyszłej kariery. Jeśli ją wykorzysta, na pewno zobaczymy ją jeszcze w dużych hollywoodzkich produkcjach, zdecydowanie na to zasługuje.

Oczywiście To nie jest tylko filmem o dzieciach, ale przede wszystkim o ich lękach. Lęki te manifestują się w formie klauna Pennywise’a. Wcielający się w tą rolę Bill Skarsgård odgrywa ciekawą postać. Z jednej strony jest przerażający, z drugiej nieco autystyczny. Ta mieszanka jest niezwykle intrygująca. Przyjmując również inne formy, odpowiadające temu czego najbardziej boją się członkowie Klubu Frajerów, Pennywise stanowi zarówno fizyczne zagrożenie, jak i bardziej metaforyczne. Nie tylko potrafi w kilka sekund odgryźć komuś głowę, ale też wymyślnie manipuluje psychiką bohaterów. Nie jest on jednak jedynym antagonistą w tej produkcji. Często największe lęki wzbudzają w bohaterach bardzo realne rzeczy, a Pennywise staje się wtedy katalizatorem. Tym samym obok klasycznego horroru z potworem na pierwszym planie, dostajemy też wiele momentów, w których to ludzie stają się monstrami. Często nawet bardziej przerażającymi niż krwiożerczy klaun, bo bardzo realnymi.

Sama groza jest odpowiednio zbalansowana. Mamy zarówno proste, ale skuteczne „jump scares”, jest budowanie napięcia muzyką i gra z oczekiwaniami widzów. Dostajemy także sporo krwi i przemocy. Momenty te są umiejętnie rozładowywane to zwrotem akcji, to nienachalnym żartem czy scenką obyczajową. Tym samym nie jest to horror w stanie czystym, ale dzięki temu To powinno przemówić zarówno do fanów gatunku, jak i widzów, którzy nie lubią czuć nieustającego napięcia podczas seansu. W żadnym wypadku jednak nie jest to dobry film dla młodszych widzów, choć sugerowana kategoria +15 wydaje się odpowiednia.

Wizualnie i dźwiękowo nie mam nic do zarzucenia. Efekty specjalne działają na wyobraźnie wyśmienicie, a kamera pracuje tak, żeby z każdej sceny wyciągnąć maksimum emocji. Choć ścieżka dźwiękowa nie zapada w pamięć, miks oryginalnych kompozycji Benjamina Wallfischa i utworów zespołów takich jak New Kids on the Block czy The Cure świetnie pasuje do klimatu. W odpowiedni sposób go potęguje, jednocześnie nie wpycha się bezczelnie na pierwszy plan.

Do kalendarzowej jesieni zostało jeszcze trochę czasu, więc śmiało można stwierdzić, że To jest jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym hollywoodzkim filmem tego lata. Choć nie jestem fanem ani twórczości Kinga, ani filmowych horrorów, będę niecierpliwie wyczekiwał drugiej części. Choć recenzowana przeze mnie produkcja nie jest w żadnej mierze wybitna, nie ma też zbyt wielu wad. Przede wszystkim dostarcza ciekawej, satysfakcjonującej rozrywki, będąc dziełem przemyślanym i dopracowanym. I Was powinno porwać!

AUTOR Paweł Kicman

Miłośnik deszczu i lenistwa. Gracz i komiksiarz. Na co dzień narzeka na brak czasu i ostre zęby swojej chomiczki - Ofelii. Co drugi dzień narzeka na wszystko inne.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[NEWS] „TO” Jest Coraz Bliżej

Premiera kolejnej adaptacji książki TO, autorstwa kultowego pisarza Stephena Kinga, nastąpi we wrześniu tego roku. …

KOMENTARZ

  1. Dla mnie absolutny strzał w dziesiątkę, w szczególności po obejrzeniu tylu horrorów podobnych do siebie. Czytałem sporo książek Kinga i faktycznie trudno oddać klimat jego powieści w filmie, ale tutaj coś zaskoczyło. Dawno nie siedziałem tak „spięty” w kinie przez cały seans 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *