PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Thor: Wikingowie

[RECENZJA] Thor: Wikingowie

Postanowiłem sięgnąć po komiks wydany przez Muchę przeszło pół dekady temu. Thor: Wikingowie jest wciąż bezproblemowo dostępny w księgarniach. Zainteresował mnie dosyć nietypowy dla wydawnictwa problem z wyprzedaniem nakładu. Co zawiniło? Czy komiks jest słaby? A może postać Thora, cieszy się u nas podobnie oszałamiającą popularnością, co Clark Kent? Nazwiska twórców zdecydowanie nie wskazywały na artystyczny blamaż.

Komiksy Gartha Ennisa cechuje szczególny rodzaj wrażliwości. Jednym z jego najbardziej rozpoznawalnych dzieł jest oczywiście Kaznodzieja, ozdobiony fantastycznymi okładkami namalowanymi przez Glenna Fabry. Irlandczyk i Brytyjczyk ponownie dali czadu właśnie przy tym, wspólnie opracowanym tomiku. Co więcej, tym razem Glenn nie poprzestał na okładkach, ale zilustrował całość scenariusza. Garth nie temperuje swych artystycznych zapędów i używa motywów fabularnych dla siebie typowych. Jak więc zaostrzył superbohaterską opowieść o marvelowskim Bogu Piorunów? Co powiecie na eskadrę Luftwaffe,  Krzyżaków, magię krwi, Manhattan odcięty od świata murem usypanym z głów cywili? Oj dzieje się w tym pięciozeszytowym tomiku. Dzieje się sporo.

Jak już wspomniałem we wstępie, Gromowładny nie cieszy się dużą popularnością wśród fanów nad Wisłą, ale nie jesteśmy w tym przypadku szczególnym wyjątkiem. Komiksy traktujące o potężnych, mitycznych herosach rzadziej trafiają do serc, niż tytuły bardziej przyziemne (vigilante, nerd obdarzony niechcianą mocą itp.). Po części jest to winą scenarzystów, którzy nie potrafią udźwignąć fabularnego wyzwania jakie stawia taka postać. Czytelnik instynktownie omija podobny tytuł, bojąc się rozczarowania. Ennis doskonale zdaje sobie z tego sprawę i już z początkiem drugiego zeszytu sprowadza Odinsona do parteru.

Większość pierwszego zeszytu dotyczy tytułowych Wikingów. Poznajemy w nim ociekający krwią i łzami wrogów origin bandy Haralda. Jego wojownicy, jeszcze za śmiertelnego życia, cechowali się poglądami zbyt radykalnymi nawet dla reszty ich pobratymców. Konsekwencje ich niegodnych czynów ściągnęły klątwę, która sprawiła, że ich drakkar przybił do brzegu po jeszcze dłuższym rejsie niż widmowy Titanic w GhostBusters 2.

Klątwa zmuszająca pogan do tułaczki zaczyna przemijać, jednak jej upiorne konsekwencje nadal dręczą wyrwanych z linii czasu żeglarzy. Oszukiwanie śmierci miało swoją cenę, niegdyś tętniące życiem ciała przemieniły się w upiorne skorupy.
Nordycka fala wylewa się na brzeg Manhattanu, pochłaniając coraz więcej cywilów. Wydaje się, że nieumarli wojacy są jeszcze bardziej żądni krwi, niż za życia. Rżną i mordują kogo popadnie, nie zawsze w tej kolejności. Chociaż z wielu gwałtownych czynów, jakich dopuszczają się wikingowie akurat ataki seksualne dzieją się poza kadrem. Jednak wszystko jest maksymalnie sugestywne i układ kadrów nie pozostawia miejsca na wątpliwości.

Niehonorowego zachowania barbarzyńskiej dziczy nie ma co tłumaczyć, w końcu klimat komiksu przypomina kino klasy B lub mocniejsze wykwity wydawnictwa Avatar Presss. Jednak gdyby szukać skali dla owych morderczych odchyłów, można zespół stresu pourazowego przemnożyć przez 1000 lat nieprzerwanej, morskiej tułaczki. Ennis opisuje wyposzczone potwory, które w końcu mogą dać upust chorym potrzebom, a Fabry bynajmniej nie pudruje ich działań na planszach komiksu.

Z całego wachlarza herosów, to właśnie Bóg Piorunów rusza jako pierwszy na spotkanie rozbójników zombie. Może czując się zobowiązany zrobić porządek ze swymi gorliwymi wyznawcami, dzielnie bierze młot w garść. Jednak ku zaskoczeniu własnemu i czytelnika, przełyka gorzką pigułkę już w kilku pierwszych kadrach starcia. Skoro fala zmiotła blond bóstwo niczym pień spróchniałego drzewa, to co można powiedzieć o ludności cywilnej i ich próbach obrony… cóż mieszkańcy Nowego Jorku zostają posiekani drobno, niczym w przepisie na idealnego tatara.

Dalsza część fabuły nie pokazuje na szczęście szybkiego montażu „wstawania z kolan”, rodem z filmów akcji sprzed trzech dekad, tylko bardziej komiksowy i uzasadniony motyw, czyli klasyczny team-up. Thor nie musi przesadnie wysilać komórek mózgowych, by zrozumieć, że samotnie nie ma szans i trzeba szukać pomocy. Na tę potrzebę odpowiada wielki mag uniwersum – Doktor Stange. Stephen ma plan obejmujący zebranie nietypowej drużyny, której szczególny skład: barbarzynka, rycerz Zakonu Najświętszej Maryi Panny oraz pilot Luftwaffe, ma stanowić skuteczny opór przeciw nieumarłym. Jak i dlaczego o tym już na kartach komiksu.

O kunszcie grafik Fabriego nie ma sensu się rozpisywać. Polscy czytelnicy znają jego talent dobrze dzięki przygodom wspominanego wcześniej Kaznodziei a także Slaine’a. Wystarczy rzec, że jego styl świetnie pasuje do fabuły pióra „szalonego Irlandczyka”.
Ennis wystawia współczesnemu społeczeństwu ponure świadectwo. O tym, że jesteśmy niegotowi na apokalipsę ożywionych zwłok przekonują nas przeróżni twórcy już od prawie wieku. Ludzkość tak kompletnie bezradna jak tutaj nie jest nawet w filmowym Powrocie żywych trupów. Mieszkańcy są tak bardzo oderwani od rzeczywistości, że w obliczu brutalnej katastrofy początkowo postrzegają krwawą rzeź jako kolejny event, czy też fragment kreatywnej kampanii reklamowej, kręcąc filmiki na smartfonach. Część z nich pada ofiarą własnej głupoty, reszta nie potrafi przezwyciężyć hipnotyzującego wpływu „dysonansu poznawczego”. To się przecież nie może dziać naprawdę. Czy chcecie doświadczyć tej komiksowej rzezi, zdecydujcie sami. Myślę, że tekst ten jest dość wyraźnym ostrzeżeniem… lub zachętą, w końcu połączenie superbohaterstwa i makabrycznego horroru nie jest wcale częste.

AUTOR LoboPrime

"There's no flesh and blood within this cloak to kill. There is only an idea. And ideas are bulletproof."

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Deadpool: Back in Black (2016)

Deadpoola i Venoma nikomu chyba przedstawiać nie trzeba. Ulubieńcy fanów, którzy na przestrzeni lat, doczekali …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *