PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] The Amazing Spider-Man: Powrót do domu

[RECENZJA] The Amazing Spider-Man: Powrót do domu

W czerwcu 1990 roku na Polski rynek trafił po raz pierwszy, w pełni spolszczony komiks przedstawiający perypetie pewnego Amerykania – Petera Parkera. Młodzieńca wiodącego podwójne życie. Z jednej strony fotoreporter „Dnia” (tak w owych czasach tłumaczono nazwę gazety Dialy Bugle), z drugiej samozwańczy stróż prawa, zamaskowany superbohater – Spider-Man.

Do dziś nie wiem jaki cel postawiło sobie wydawnictwo TM-Semic, decydując się na taki krok (wprowadzenie Marvela do Polski od zaprezentowania Człowieka-Pająka), ale to co zrobili przyjęło się w naszym nadwiślańskim kraju. Spider-Man bardzo szybko zyskał fanów wśród Polaków, również – wbrew ogólnemu przekonaniu – tych mocno dorosłych (i to nie tylko za sprawą owych komiksów, ale również dzięki emitowanym w polskich telewizorach kreskówek). Regularnie, co miesiąc trafiał na półki kiosków i innych saloników prasowych, aby stamtąd trafić w ręce czekających na niego potomków Słowian.

I tak przez kilka lat. Jednak co dobre, szybko się kończy. Spider-Man przestał się ukazywać (wraz z innymi komiksami), co powoli powodowało wymieranie pajęczego fandomu, pozostawiając tylko niedobitki fanów. Z biegiem czasu ponownie próbowano zawojować rynek komiksowy wykorzystując postać Człowieka-Pająka. Niestety, próby te okazywały się nieudane i po jakimś czasie wydawnictwa przestawały drukować regularne serie. Wszystko wskazywało na to, że komiksy wydawnictwa Marvel nie mają prawa bytu w kraju warszawskiej syrenki i smoka wawelskiego.

Wszystko jednak zmieniło się, gdy pierwszego stycznia, 2012 roku, do kiosków w całej Polsce trafił pierwszy komiks z serii Wielka Kolekcja Komiksów Marvela, dzięki której komiksy owego wydawnictwa po dziś dzień wypełniają Empiki i inne, podobne im sklepy. Wydawnictwo Hachette rozpoczęło nową kolekcję, tak jak to miało miejsce z TM-Semic,  od ukazania przygód Spider-Mana. Padło na, napisaną przez J. Michaela Straczynskiego, historię, zatytułowaną Powrót do domu. Po tym wydarzeniu w sieci pojawiło się nagle wielu speców komiksowych, którzy zabrali się za recenzowanie owego produktu. Dziś, niespełna trzy lata od tego wydarzenia zajmę się tym ja. Jednak mój tekst będzie czymś więcej niż tylko zwykła recenzja. Właściwie nie wiem czy w ogóle mogę to nazwać recenzją. Ale mniejsza z tym, skończmy ten przydługi już wstęp, przejdźmy do omówienia komiksu. A zatem, drodzy czytelnicy; przed Wami The Amazing Spider-Man: Coming Home.

Historia, która została skompletowana w tym tomie, pierwotnie ukazała się na łamach komiksu The Amazing Spider-Man vol 2, numery 30-35, została napisana przez J. Michaela Straczynski’ego, scenarzystę znanego z serialu Babilon 5, który okazał się ogromnym przebojem (ja osobiście nie miałem jeszcze okazji zapoznania się z tą produkcją, ale jeśli nadarzy się ku temu okazja chętnie po nią sięgnę). Jak Straczynski sprawdził się w roli scenarzysty przygód Człowieka-Pająka? Osobiście uważam, że świetnie. Idealnie oddał charakter postaci, którą wielu autorów tworzyło przez dziesięciolecia. Kwestie, które włożył w usta JMS są rewelacyjne i każdy stary czytelnik będzie niezmiennie przekonany, że Peter Parker to Peter Parker, zaś ciocia May wciąż jest tą samą poczciwą ciocią May.

Poza wstrzeleniem się w wykreowane wcześniej standardy, Straczynski wprowadził do swojej historii pewną nowość. zastosował motyw, o którym zapewne nikt nie pomyślał wcześniej, nawet sam Peter Parker (do czego sam się w komiksie przyznaje!). Wprowadza pewien fabularny pierwiastek, pierwiastek mistycyzmu. W kluczowym dla tej historii momencie, a właściwie jednnym z kluczowych, cała geneza Spider-Mana zostaje obrócona o 180 stopni. Wielki wstrząs, zmieszanie i zaciekawienie. Fanów ogarnęły ogromne emocje. Ja jednak z tej opowieści wyniosłem również coś innego. I to temu właśnie pragnę poświęcić dalszą część tekstu. Czytając ów komiks zastanawiało mnie ile osób dzisiaj zostałoby Spider-Manem. Ilu czerwono-niebieskich ludzików szybowałoby na pajęczynie nad Pałacem Kultury, Wawelem, czy innym wysokim budynkiem?

Wielu z Nas, geeków, czytając swój ulubiony komiks, nie raz i nie dwa pragnęło, choć na chwilę, zostać uwielbianym przez siebie trykociarzem, chociażby tylko we śnie. Móc przywdziać podziwiany przez lata kostium i stanąć w obronie sprawiedliwości. Ilu bowiem mogąc zostać tym, kim jest Peter Parker, zostałoby nim? Ja na pewno. Przynajmniej tak myślałem dotychczas.  Ale dzięki Straczynskiemu zacząłem się zastanawiać; co by się stało, gdyby Spider-Man nie istniał? Gdybym nigdy nie poznał Petera Parkera, a sam został ukąszony przez pająka, który przekazałby mi swe niezwykłe zdolności? Ciężkie pytanie, nieprawdaż? Jest jednak ktoś, kto odpowiedziałby na nie bez zastanowienia. Właściwie nie musiałby odpowiadać, bo jeśli sięgniesz po ten komiks sam poznasz odpowiedź.

Straczynski w swej historii na drodze Petera Parkera stawia Ezekiela; staruszka, który jak się okazuje posiada te same zdolności co Spider-Man. Potrafi tak samo jak Parker przyklejać się do ścian, tak samo jak on skacze ponad wielkimi budynkami. Są niemal identczyczni, jednak nie tacy sami. Ezekiel, w przeciwieństwie do Petera, nie nosi kostiumu, a swoich mocy nigdy nie używał do pomagania innym. Jak się okazuje, poczciwy staruszek, wykorzystał swoje nadludzkie zdolności do zbudowania biznesowego imperium, i to ogromnego, finansowego imperium.

Miałeś problem z odpowiedzią na wcześniej zdane pytanie? Może teraz masz trochę łatwiej? Wciąż wątpliwości? To posłuchaj co mówi Ezekiel: sam Peter próbował tego samego. Kto wie, może gdyby nie pewien, znany każdemu szanującemu się miłośnikowi przygód „Weebheada” wypadek, młody Parker wciąż pracowałby jako zapaśnik, wykorzystując swe zdolności do zdobywania przyziemnych przyjemności? Czy teraz trochę łatwiej, czy może jednak jeszcze bardziej utrudniłem podjęcie decyzji? Nie wiem, czy scenarzysta zrobił to celowo, ale mnie postać Ezekiela skłoniła do tej refleksji.

Wiele razy prosiłem siły wyższe o obdarzenie mnie supermocami, z których korzystałbym by pomagać innym. Ale czy rzeczywiście, posiadając je, nie pomagałbym przede wszystkim sobie? Znam uczucie braku gotówki – i to dosyć dobrze – więc kto wie, może faktycznie zamiast Super-Gądzia, byłby jakiś słynny, gadzi zapaśnik? Heh, Panie Straczyński, namieszał Pan w głowie geeka, oj namieszał… Jest Pan z siebie zadowolony?

Zapewne tak, bo przecież o to we wszelkich historiach chodzić powinno. Komiksy, filmy, książki, gry video – to wszystko ma wywołać u widza pewne emocje. Straczynskiemu się to udało, zapewnił nam nie tylko nowy, fascynujący motyw odnoszący się do wspomnianego już mistycyzmu (o którym pisać nie chcę, gdyż zapewne są osoby, które tej historii nie poznały, a nie chcę psuć im tej niespodzianki) oraz zadumę nad sensem i szczerością naszego pragnienia zyskania „super zdolności”, ale także sporą dozę dobrze napisanej rozrywki. Komiks, mimo faktu, iż poświęcony jest przede wszystkim rozmyślaniom, sprawom zwykłym, ludzkim, pełen jest akacji, i to porządnej akcji.

Spider-Man to także widowiskowe pojedynki z superłotrami, które podziwiać możemy dzięki rewelacyjnej kresce Johna Romity Jr., która jest doprawdy spektakularna. Pająk bujający się na pajęczynie nad wieżowcami NY wygląda fantastycznie, a zniszczenia jakie powodują pojedynki Spider-Mana z Morlunem (tak, Pan Straczynski wprowadza kolejną rzecz – nowego superłotra!) są po prostu imponujące. Dużą robotę odstawili tu także Dan Kemp i Avalon Studios, odpowiedzialni za kolory oraz Scott Hanna, który pokrył tuszem szkice młodego Romity.

Podsumowując; The Amazing Spider-Man: Powrót do domu to historia warta poznania (i Krakowa, ot taki żarcik kosmonaucik). Jeżeli macie możliwość zapoznania się z nią, naprawdę warto z niej skorzystać. Osobiście gorąco polecam. Może i Ciebie, drogi czytelniku, komiks ten skłoni do wielu refleksji, dostarczając przy tym sporej ilości rozrywki? Życzę Ci tego z całego serca!

AUTOR Łukasz Gądek

W czasach, gdym jeszcze dziecięciem był, kiedy światło dzienne ujrzała moja pierwsza kreskówka, jeden z moich kolegów nazwał mnie "polskim Stanem Lee". Dziś, po latach, pragnę naprawdę zasłużyć na ten przydomek.

PRZECZYTAJ TAKŻE

Top 100 najlepszych komiksów o Daredevilu – miejsca 10-1

Niezamierzenie ostatnia dziesiątka rankingu stała się sceną pojedynku dwóch znakomitych scenarzystów. Pojedynku, który okazał się wyrównany, …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *