PANTEON / OTCHŁAŃ / [RECENZJA] Supernatural Sezon 12: Odcinki 1-8

[RECENZJA] Supernatural Sezon 12: Odcinki 1-8

Za nami już osiem odcinków nowego sezonu serialu Supernatural, tasiemca opowiadającego o przygodach dwóch braci trudzących się w niewdzięcznym fachu łowców potworów. Poprzedni sezon wielokrotnie zaskakiwał odważnymi krokami, które stawiały serial w jaśniejszym świetle niż poprzednie serie, prezentujące dość „dyskusyjną” jakość. Po bardzo dobrej, 11 odsłonie cyklu obawiałem się, że „Nie z tego świata” ponownie obniży loty. Nic z tych rzeczy. Choć ciężko przebić emocje, jakie towarzyszyły ukazaniu w serialu postaci samego Boga, 12 sezon oferuje widzom nowy, interesujący wątek.

maxresdefault

W ostatnim odcinku 11 sezonu poznaliśmy członkinię brytyjskiego oddziału Men of Letters, czyli organizacji, do której należał przodek głównych bohaterów. Jak mogliśmy się spodziewać Ludzie Pisma wcale nie odwiedzili Winchesterów w towarzyskich celach. I uważam, że jest to pomysł bardzo dobry. Stanowisko przedstawione przez Men of Letters jest bardzo trafnym komentarzem podsumowującym dotychczasowe działania serialowych braci. Widzowie wierni produkcji od początku doskonale wiedzą, że Sam i Dean ratowali świat tyle samo razy, co nieumyślnie powodowali katastrofy. Samowolka się jednak skończyła, na szachownicy pojawił się nowy gracz, który ewidentnie zna się na swoim fachu. Pytanie, czy nawet nie lepiej niż nasi protagoniści.

Men of Letters stanowią nie tylko powiew świeżości, wprowadzają także wątek, który rozwija uniwersum Supernatural. Niech podniesie z Was rękę ten, który nie zastanawiał się jak wyglądają sprawy z potworami w innych krajach. Żyją tylko w USA? Dlaczego diabeł podróżuje po Ameryce? Pewnych scenariuszowych absurdów nie ominiemy, gdy mamy do czynienia z serialem produkowanym w Ameryce, dodatkowo przez niewielką kanadyjską stację z niedużym budżetem. Można jednak owe absurdy choć trochę ograniczyć i jako takie swoiste odkupienie postrzegam wprowadzenie brytyjskich Men of Letters. Ludzie Pisma są czymś nowym, jednocześnie spuszczającym delikatnie kurtynę na dotychczasowy zabawny stereotyp, jakoby wampiry, demony i reszta okropności zamieszkiwała tylko Stany Zjednoczone. Wystarczy, że USA jest zawsze obiektem nienawiści wszelakich kosmicznych najeźdźców.

Najważniejszym wydarzeniem pierwszych odcinków jest jednak zmartwychwstanie. Ot, w Supernatural nie jest to żadna rewelacja. Bracia Winchesterowie mieli już okazję wielokrotnie umierać i wracać do życia, do tego stopnia, że jakakolwiek próba budowania napięcia zagrożeniem ich życia wywołuje u mnie ironiczny uśmiech. Tym razem jednak chodzi o postać, która martwa była już podczas premiery serialu 7 lat temu. Chodzi o matkę głównych bohaterów. Mary Winchester do fabuły nie wnosi niestety nic. Zauważyłem to nie tylko ja, ale i sama Mary, która szybko usunęła się z pierwszego planu i wyruszyła „poszukiwać sensu”. Trochę to samolubne, zważywszy na fakt, że jej dzieci dopiero ją odzyskały, po latach samotności i patrzenia na śmierć wielu bliskich. Wydaje mi się, że bliskość matki im się należy. W Nie z tego świata rodzinne dramaty to jednak norma, więc zdążyłem się już na to uodpornić. Warto powiedzieć również kilka słów o dotychczasowym czarnym charakterze nowych odcinków, jest nim ponownie Lucyfer, tym razem w ciele gwiazdy rocka Vinca Vincete.

supernatural-season-12-photos-41Rock nigdy nie umrze. Diabeł również.

Lucyfer ma szczęście w ostatnich latach, bo kto by się w niego nie wcielał, odstawia popis (jak na warunki telewizyjne oczywiście) przyjemnej i naturalnej gry aktorskiej. Uwielbiałem w tej roli Marka Pellegrino, który zawsze będzie dla mnie uosobieniem diabła. Grający w serialu Castiela, aktor Misha Collins w 11 sezonie również musiał trudzić się rolą króla piekieł i był w niej moim zdaniem jeszcze bardziej wiarygodny, aniżeli w roli anioła. Później na arenę wkroczył Tom Ellis, jako bardziej dobroduszny i uwodzicielski diabeł z serialu Lucifer, który choć nie mający wiele wspólnego z kultowym, komiksowym pierwowzorem, cieszy się niemałą popularnością w ramówce stacji Fox.

Wreszcie, gwiazda pierwszej połowy 12 serii SupernaturalRick Springfield, który wydawał się najbardziej niepokojącym wcieleniem Szatana. Choć jego obecność na planie nie trwała długo, zapewniam, iż Springfield odcisnął swoje piętno na tej postaci. Muszę przyznać, że podejście do Lucyfera w stylu Doctora Who, angażując do roli tej samej postaci różnych aktorów, naprawdę działa. Liczę, że władca piekieł wróci, tym razem z jeszcze innym obliczem. Może jako kobieta? Vince nie był jednak jedyną ważną twarzą Diabła w tym sezonie, nie będę psuł Wam niespodzianki, dowiecie się podczas seansu.

Poza wątkiem głównym, czyli starciem z Men of Letters i pościgiem za Lucyferem, tradycyjnie dla tego serialu pojawiły się „proceduralne” epizody z zamkniętą fabułą. Moje zdanie na ich temat jest niezmienne, choć zdaję sobie sprawę z tego, że są one częścią natury tego serialu i czasami można trafić na prawdziwe perełki, są one po 12 latach emisji serialu męczące. Dla SN lepiej by było, by twórcy ich unikali. Z sezonu na sezon stawka bywa coraz wyższa, a dziś dotarliśmy do momentu, w którym polowanie na nieznaczącego demona, czy wilkołaka nie sprawia już tyle przyjemności, co w pierwszych seriach.

Keep Calm and Carry On-recka

Przed 12 sezonem stało ciężkie zadanie, podtrzymanie dobrego poziomu poprzedniej serii oraz unikanie powrotu monotonii sezonów 8 czy 7. Stacja The CW, emitująca serial, ma w ofercie kilka interesujących nas produkcji, poza Supernatural są to tytuły traktujące o superbohaterach (Arrow, Flash, Supergirl, Legends Of Tomorrow) i jak na ten moment uważam, że przygody Winchesterów prezentują się najciekawiej. Oby tylko fakt ten nie zmienił się wraz z powrotem braci po świątecznej przerwie. Jak nauczyło nas Supernatural, tutaj poziom artystyczny to istna sinusoida. Może być przeciętnie, dobrze, bardzo dobrze lub tragicznie. Pierwsze osiem odcinków 12 sezonu oceniam jako dobre i liczę, że tak pozostanie.

PS: Z kim tym razem musiał się zmierzyć nasz samiec alfa Dean Winchester? Diabeł to za mało, w tym sezonie stanął do walki z Adolfem Hitlerem. Powstrzymywałem się przez całą recenzję, bo zależało mi aby zostawić tę „perełkę” na sam koniec.

AUTOR Błażej Deja

Zamiast zająć się czymś pożytecznym, woli pisać o komiksach.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[NEWS] Trailery Nowych Odcinków Seriali

Czas przyjrzeć się nowym zapowiedziom nadchodzących odcinków seriali. Dziś na tapecie nowe epizody takich seriali …

7 komentarzy

  1. O tak z Hitlerem był chyba najlepszy odcinek w sezonie! <3 A co do drugiej połowy to już nie mogę się doczekać żeby zobaczyć co dalej się stało :O

  2. A ja jestem ogólnie zawiedziony. Poza kilkoma fajnymi smaczkami niestety ten sezon ogólnie jest słaby. Przypomina mi to upadek jak w sezonie 7. Nie oszukujmy się ten serial raczej ma już lata świetności za sobą (the best 1-5 sezony). Ostatnie nie rozpieszczają, aczkolwiek 11 sezon był naprawdę dobry. Ten zdecydowanie obniżył loty 🙁 mam tylko nadzieję, że producenci zdołają wrzucić coś, co zaskoczy widza i spowoduje że będzie się znowu oglądało z zapartym tchem 🙂

    • Nie spodziewałem się że pojawią się aż takie krytyczne głosy. Men of Letters naprawdę z „nowości” są najlepszym wątkiem od lat – na pewno lepszym od Leviathanów, i innych głupot z „matkami potworów” wyjętymi nie wiadomo skąd.

  3. Dobry tekst 🙂 Ale mi i tak najbardziej kopara opadła jak Lucyfer opętał prezydenta. Ale całkiem fajnie poprowadzili historię jak nie liczyć tego, że Cas dał się tak łatwo wykiwać przez nałożnicę szatana 😉 kocham go, ale czasami robią z niego taką pierdołę, że aż serce boli. A duma Deana z zabicia Hitlera… niech ma coś od życia 🙂 co do Mary to scenarzyści lubią deptać po ludzkich uczuciach. Oj tam deptać. Oni tańczą kankana. I chociaż płakałam rzewnymi łzami jak Deanowi kolejny raz wyrwano z piersi serce i rzucono w błoto to w końcu zaakceptowałam działania Mary. Rozumiem je.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *