PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Spider-Man: Władza

[RECENZJA] Spider-Man: Władza

Co by się stało, gdyby Powrót Mrocznego Rycerza opowiadał o Spider-Manie?

W szczelinę między formą a treścią banalnie łatwo wpaść scenarzyście prowadzącemu znanego, ugruntowanego w popkulturze bohatera. Szczególnie jeśli ten planuje go przedstawić w nowym, egzotycznym wydaniu. Czy można oprzeć historię tylko o status danej postaci w świecie komiksu, oraz zamiar podjęcia radykalnych decyzji fabularnych? Absolutnie nie. Spider-Man: Władza wpisuje się w kanon takich historii jak Powrót Mrocznego Rycerza, czy Staruszek Logan, choć do obu tych komiksów wiele mu brakuje. Co przy zestawieniu z Old Man Logan nie jest dla historii wybitnym komplementem, zważywszy na fakt, że ten komiks również wszystko co w nim najlepsze zawdzięcza futurystycznemu opakowaniu, w którym podaje czytnikowi prostą lecz ciekawą opowieść.

Władzę, oryginalnie wydaną jako Spider-Man: Reign, stworzył Kaare Andrews z pomocą J. Villarrubia. K. Andrews nie olśniewa swoim portfolio, a w większości wcześniejszych projektów pełnił rolę rysownika, a nie jak w przypadku Władzy, również scenarzysty. Pozwolę sobie na delikatną ignorancję i stwierdzę, że od dotychczasowego dorobku tego artysty, bardziej interesuje mnie źródło jego inspiracji. Porównania do historii z Mrocznym Rycerzem autorstwa Franka Millera są w kontekście oceniania tego komiksu oczywiste dla każdego czytelnika, choć pobieżnie orientującego się w tym medium.

Spider-Man: Władza z pewnością nie będzie najlepszym, ani nawet jednym z najlepszych komiksów o Spider-Manie. Jeżeli Andrews chciał się w jakiś szczególny sposób zapisać w mitologii tego bohatera swoją pracą, raczej mu się to nie udało. Jednak nie każdy scenarzysta musi stworzyć dzieło epokowe. Napisanie sprawnej, dobrze działającej na nas historii z prostym morałem również jest czymś, co się ceni. Tutaj… także jest różnie. Odnoszę wrażenie, że Reign mógłby być znacznie lepszym komiksem. Gdzieniegdzie widziałem ku temu potencjał, a niektóre pomysły po prostu prosiły się o więcej miejsca w kadrach.

Historia korzysta z lubianego przez fanów motywu upadłego herosa, uwielbianego również przeze mnie. Amerykański komiks superbohaterski od zawsze był dla mnie trampoliną, z której możemy wyskoczyć w przeróżne kierunki, a później bezpiecznie opaść na ziemię i wrócić do tego, co lubimy w klasycznych „ongoingach”. Domyślacie się zatem, jak szansa na zobaczenie emerytowanego Batmana, czy Wolverine’a z bioniczną ręką wydaje się dla mnie kusząca. Nawet, gdy kilka świeżych motywów podpiera przeciętną, wiele razy już opowiadaną, historię. Mniej więcej właśnie tak wygląda Władza.

Lata świetności Pajęczaka dawno minęły. Emerytowany Spider-Man jest w tym punkcie życia schorowanym staruszkiem, ledwo radzącym sobie z pracą w kwiaciarni, Prowadzącym nieustanne rozmowy ze swoją żoną. Zmarłą żoną. Niezwykle pesymistyczny obraz dawnego „marvelowskiego” dowcipnisia dodatkowo podkręca wizja tutejszego Nowego Jorku, którego dawni społeczni strażnicy – prasa i telewizja – są dziś niczym więcej jak narzędziem władzy. Władza to nie tylko tytuł tego komiksu, ale motyw przewodni historii. To tytułowa „Władza” nęka mieszkańców miasta, którego dawny obrońca, niegdyś pełen nadziei, sił i czerstwego humoru, chowa się w jednej z nowojorskich spelun, czekając tylko na śmierć i ponowne spotkanie ukochanej. Oklepane, choć sprawdzone. Reign, nie można odmówić udanego startu i pomysłu.

Szybko na wierzch wychodzą problemy z nawiązaniami do innych komiksów. Błąd, którego ciężko wybaczyć opowieści tak łatwej do odseparowania od długiej historii wydawniczej i posiadającej wielki potencjał, na bycie dziełem samodzielnym. Scenarzysta żongluje motywami z klasycznych numerów Spider-Mana, które dla kogoś, kto nie ma szerszej perspektywy, będą problematyczne. Po Powrót Mrocznego Rycerza, na którym wyraźnie inspirowany jest komiks, może sięgnąć każdy bez jakiejkolwiek znajomości innych komiksów Batmanem. Niestety, w Spider-Man: Władza nawiązania do klasycznych opowieści o Człowieku-Pająku są tylko nieczytelnym wątkiem, wciśniętym nieco na siłę. Występy klasycznych przeciwników Spider-Mana sprawiają wrażenie dopisanych na szybko, lub pod naciskiem kierownictwa.

Jako wieloletni fan Spider-Mana, muszę napisać, że Peter Parker w realiach historii Reign nie przypomina kompletnie dawnego siebie. Jego powrót do roli superbohatera nie tylko jest wymuszony przez osoby trzecie, ale i wszystkie sceny, w których bryluje odziany w klasyczny, pajęczy kostium, były dla mnie, jako fana, kompletnie obce. Spider-Man nie chce być bohaterem, nie chce ratować już ludzi, a jego działania są umotywowane jedynie chęcią zaznania spokoju. Czy jego motywacja zmieni się w toku fabuły dowiecie się z komiksu.
Niecodzienne spojrzenie na postać Petera Parkera jest jedną z rzeczy godnych pochwały. Przy całej masie elementów zapożyczonych z komiksu Franka Millera, figura głównego bohatera wydaje się być jedynym szczegółem odróżniającym tego Spider-Mana od „Millerowskiego” Batmana.

Historia utrzymywała przez większość czasu swój własny, przyziemny charakter. Dlatego też tożsamość głównego złoczyńcy, odpowiadającego za panujący w realiach świata totalitaryzm była dla mnie lekkim zawodem. Choć rzeczony antagonista jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych przeciwników Spider-Mana uważam, że ta historia kompletnie go nie potrzebowała. Jego motywacja będzie jasna i klarowna dla osób dobrze znających Niesamowitego Spider-Mana, ale kompletnie nie łączy się z morałem, którego prawdopodobnie miała ugruntować Władza. Mucha Comics wydała Reign jako tom zbiorczy, zatem odpowiedź widoczna na okładce ostatniego numeru idealnie wkomponowana jest w nurt opowieści.

Poza głównymi bohaterami, takimi jak Spider-Man, burmistrz Waters, i J. Jonah Jameson pojawiają się także postacie poboczne. A konkretniej jedna, niejaka Susie, dziecko, które niedołężny Jameson angażuje do swojego „ruchu oporu”. Jej postać nie oferuje nam ani interesującej osobowości, ani nie wpływa w żaden znaczący sposób na historię. Jedyny moment, w którym faktycznie jej znaczenie dla wydarzeń wzrasta, wypada jak tania gra na emocjach czytelnika, oraz (dość nieudana) próba projektowania „zwrotu akcji”. Niespodzianka, związana z postacią Susie jest wyjęta kompletnie znikąd, a przez całą fabułę nie dostajemy ani jednej wskazówki, do tego jaki obrót przyjęła jej historia w ostatnim akcie.

Dla kogo jest komiks Spider-Man: Władza? Czy powinniście zainwestować swoje pieniądze w ten tytuł? Z pewnością tak niecodzienne podejście do głównego bohatera będzie nie lada gratką dla starszych fanów Spider-Mana. Jednak jeżeli oczekujecie czegoś więcej, niż tylko skrzywionego odbicia pierwowzoru, myślę że nie jest to komiks dla Was. Historia we Władzy jest bardzo przeciętna, nie wyrwie Wam serca, co najwyżej delikatnie je podrapie. Dostrzegam tutaj wiele potencjału i dobrych pomysłów, konkurujących ilościowo z miejscowymi przerostami formy nad treścią oraz niezrozumiałymi dla niedzielnego czytelnika odniesieniami. Nie – jeśli nie jesteś zagorzałym wielbicielem „ścianołaza” nie jest to historia dla Ciebie. Jeżeli odwrotnie – zaryzykuj. Być może wprowadzane zmiany przypadną Ci do gustu.

AUTOR Błażej Deja

Interesuje się komiksami od kiedy nauczył się czytać, czyli już bardzo długo. Patologiczny leń który nie lubi wychodzić ze swojej strefy komfortu. Czasem jednak znajdzie chwilę czasu by spisać kilka myśli na temat który go zainteresował. Nienawidzi słońca, uwielbia deszcz.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Velvet tom 1: U kresu

Zabierając się za tę recenzję, uświadomiłem sobie, że ostatnimi czasy komiksy szpiegowskie stały się na …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *