PANTEON / OTCHŁAŃ / [RECENZJA] Scream Queens/Królowe krzyku – sezon 2

[RECENZJA] Scream Queens/Królowe krzyku – sezon 2

Nie byłam zachwycona pierwszym sezonem Scream Queens. Ot, odmóżdżający i niewymagający większego zaangażowania serial do oglądania w jesienne wieczory z kubkiem herbaty w ręku. Do drugiego sezonu byłam nastawiona raczej negatywnie. Kiczowato zapowiadający się złoczyńca, powtarzalne wątki i te same rozwiązania problemów. Jednak coś się zmieniło, bo Scream Queens już nie próbuje być komedią ze szczyptą horroru. Teraz jest w stu procentach komedią – i to genialną!

Screamqueens1

20 lat przed rozpoczęciem akcji serialu w skutek niekompetencji lekarzy ginie mężczyzna, pozostawiając samotnie ciężarną żonę. Czy to nie brzmi znajomo? Fakt, Ryan Murphy skorzystał z tego samego rdzenia fabularnego, co w sezonie pierwszym i byłam tym odrobinę zawiedziona. Tu nie ma zagadki. Od początku łatwo się domyślić kto jest Zielonym Złośliwcem (Green Meanie), zresztą twórcy nawet nie udają, że ma to jakieś znaczenie, bo tożsamość zielonego jegomościa poznajemy już kilka odcinków przed finałem. W pierwszym epizodzie do kadry tego samego szpitala, prowadzonego pod przewodnictwem świeżo upieczonej milionerki Dean Munsch, dołączają znane nie-kochane „Chanelki” z Chanel Oberlin na czele. Oprócz nich wróciła też Zayday, Agentka Densie Hemphill, Hester, Chad i Wes. Nie zabrakło również nowych twarzy. Przystojni lekarze Brock i Cassidy, pielęgniarka Hoffel i pocieszający pacjentów Chamberlain znakomicie zastępują postacie poboczne z poprzedniego sezonu.

screamqueens4

Ryan Murphy jest fantastycznym obserwatorem rzeczywistości i znakomicie wyłapał to co śmieszy nas w otaczającym świecie i umieścił to w serialu. Nie brakuje w nim rzecz jasna licznych nawiązań do popkultury. Szczególnie zapadła mi w pamięć prześmiewcza kopia hitowego dokumentu Netflixa Making a Murderer, ale jest tego naprawdę dużo. SQ to jeden wielki mem i to dosłownie, bo… Po pewnej części składa się z memów. Osoby nieobeznane „w Internetach” mogą ich nie zauważyć, ale od czasu do czasu w serialu odnajdziemy tekst mocno zainspirowany czymś znalezionym przez Murphy’ego w sieci, ale to nic złego, ba, to tylko wzbogaca serial. Jeżeli interesujecie się polityką lub chociaż śledziliście sondaże wyborcze podczas ostatnich wyborów w USA nie zawiedziecie się. Serial aż kipi od bezczelnej satyry politycznej, dlatego też polecam go obejrzeć już teraz. Z czasem na pewno straci na aktualności. Nawet śmiałabym napisać, że już stracił. Produkcję najlepiej ogląda się tygodnia na tydzień, bo wtedy odcinki są najświeższe i łatwo zorientować się do czego odnosi się reżyser.

SCREAMQUEENS3

Ryan Murphy umie się się bawić konwencją i to doskonale widać po tym, co zrobił z postaciami. Zayday w serialu wystartowała poważnym wątkiem, ale w drugim sezonie zostały z niego strzępy. Chanelki mimo „uwłaczającej” pracy pozostały Chanelkami, a dzięki przerysowanej grze aktorskiej Emmy Roberts, Abigail Breslin i Billie Lourd widz nie czuje, że zmieniły się choć o jotę – i tak ma być. Przejaskrawione snobki były jedną z największych atrakcji serialu. Mimo wszystkiego, co je spotkało wciąż pozostały takimi samymi, rozpieszczonymi i zepsutymi dziewczynami. Na szczególną pochwałę zasługuje Abigail i Bille, bo choć serial był reklamowany twarzą Emmy to ta wypada na ich tle dość blado i nie jest to wina aktorki. Bardzo cieszę się z tego, że dziewczyny wypadły tak dobrze w swoich rolach i liczę, że ich kariera dopiero się zaczyna – w przypadku Abigail to pewne, bo już w przyszłym roku zobaczymy ją w reboocie Dirty Dancing.

Mam nadzieję, że i Billie przypadnie jakaś ciekawa rola, w końcu spoczywa na niej wielki ciężar. Młoda aktorka jest wnuczką legendarnej już Debbie Reynolds (Deszczowa Piosenka) i córką… Carrie Fisher! Billie miała nawet cameo w Przebudzeniu Mocy, a nauszniki noszone przez jej postać są hołdem dla kultowego uczesania księżniczki Lei. Nie sposób nie wspomnieć też o uwielbianej przez fanów Denise Hemphill (Niecy Nash) czy o Hester Ulrich (Lea Michele), żałuję tylko, że w tym sezonie dostały tak mało czasu ekranowego. W serialu pojawiło się też dwóch, znanych i lubianych aktorów – Jaime Lee Curtis i Taylor Launter (no dobra, w drugim przypadku nie wiem, czy tak lubianych). Przyznaję, że Jaime nie ustępuje swoim młodszym koleżankom, ale Launter gra jakoś tak bez ikry. Jest nijaki i nudny. Po dużej roli wciąż wielu osobom będzie się kojarzył tylko jako „ten aktor ze Zmierzchu”.

SCREAMQUEENS5

Drugi sezon Scream Queens bardzo przypadł mi do gustu, ale wiem, że nie każdemu się spodoba. Żeby wyłapać niektóre żarty trzeba orientować się w tym, co jest modne w sieci. Jeżeli odpuściliście sobie nadążanie za trendami, możecie odpuścić sobie serial. Jeżeli jednak z wypiekami na twarzy obserwowaliście karierę Trumpa, a na swojej facebookowej tablicy ciągle natrafialiście na memy, to jest coś dla was. Przemęczenie się z sezonem pierwszym zaowocuje niekontrolowanymi napadami śmiechu podczas przekomicznego sezonu drugiego, gwarantuję.

AUTOR Maja Głogowska

Nastoletnia fanka popkultury. Mieszka gdzieś na granicy Twin Peaks i Riverdale. Od najmłodszych lat kocha najnowsze technologie, gry komputerowe (a raczej konsolowe, bo PC'towcem nigdy nie była), dobrą lekturę i kino, w którym prawie mieszka. W tym momencie zawieszona gdzieś między nauką, zwiedzaniem Hyrule i męczeniem się z horrorami w wersji VR.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[NEWS] Agony – Nowe Materiały z Polskiej Gry Grozy

Bądźcie pełni nadziei, Wy, którzy grać lubicie. Polskie studio Madmind, z każdym miesiącem zdradza coraz więcej materiałów …

KOMENTARZ

  1. Obejrzałam 2 czy 3 odcinki pierwszego sezonu i stwierdziłam, że to nie dla mnie. Mimo świetnie napisanej recenzji nie wrócę do tego. Wolę spędzić czas w jakiś bardziej produktywny sposób, np. wycinając postacie do teatrzyku „Trzy małe świnki” ^^

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *