PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Sandman: Uwertura

[RECENZJA] Sandman: Uwertura

Nie jest łatwo pisać o komiksie, który jest ostatnim spotkaniem z ukochaną serią. Jednak to czego nauczył mnie Neil Gaiman za sprawą swojej flagowej powieści graficznej to to, że historie trwają do końca istnienia. Nie chodzi tutaj o prosty fakt, że do ulubionych opowieści można wracać, ale o to, że opowiadane są za każdym razem na nowo. Ta sama – z pozoru – historia, będzie zupełnie inna kiedy przeczyta ją nastolatek, niż kiedy wróci do niej tej sam nastolatek, będąc już doświadczonym życiem starcem. Odkąd skończyłem czytać 17 tomów* Sandmana, minęło już/dopiero 8 lat. Choć teraz cenię sobie w komiksach inne rzeczy niż kiedyś, magia Uwertury sprawiła, że moja perspektywa straciła znaczenie – niezależnie od tego jak patrzę na ten album, nie mogę odmówić mu tego, że jest arcydziełem sztuki sekwencyjnej.

sandman uwertura 3

Uwertura to prequel serii, którą w Polsce znajdziemy obecnie w 10 tomach wydanych przez Egmont*. Wiele osób pewnie zastanawia się, czy w takim razie traktować recenzowany przeze mnie tom jak zerowy – i od niego rozpocząć lekturę, czy jednak powinno się czytać Sandmana według chronologii wydawniczej. O ile uważam, że druga opcja jest lepsza, to nie znaczy to, że nie zrozumiemy Uwertury bez poprzednich doświadczeń z przygodami Władcy Snów. Choć rzeczywiście znajdziemy w prequelu wiele nawiązań do tego, co ma się dopiero zdarzyć, nie sądzę, żeby zepsuło to przyjemność z lektury komukolwiek – po prostu niektóre wydarzenia zrozumiemy wcześniej lub później.

Fabuła Uwertury przedstawia wydarzenia, które doprowadziły finalnie do uwięzienia osłabionego Snu** w szklanym więzieniu, od czego zaczyna się pierwszy tom regularnej serii, czyli Preludia i Nokturny. Jeśli zastanawiacie się co mogło aż tak wycieńczyć jeden z najpotężniejszych bytów we wszechświecie… cóż, to nic innego jak Koniec Świata. Kiedy umiera jeden z aspektów Snu, Morfeusz** wyrusza wraz ze swoją Kocią wersją w surrealistyczną podróż, podczas której spotyka swoich rodziców, Gwiazdy (bynajmniej hollywoodzkie), oraz małą dziewczynkę, która kiedyś zaważy na jego życiu (po jednym fragmencie z jej udziałem, który nawiązywał do wydarzeń z Preludiów, siedziałem kilka minut wpatrzony w ścianę, nie mogąc wykrztusić ani słowa…). Nie zdradzę ani słowa więcej, ale nie dlatego, że nie chcę robić Wam spoilerów. To dlatego, że nie czuję się na siłach, żeby streścić coś tak dobrze napisanego. Może gdybym miał choć skromny ułamek talentu Gaimana, podjąłbym próbę – zostawiam Wam więc całą historię do odkrycia.

sandman uwertura 2

Warstwy wizualnej nie da się opisać słowami. To jeden z najpiękniejszych komiksów jakie w życiu widziałem. Sami zobaczcie przykładowe kadry. To co J. H. Williams III stworzył, przekracza ludzkie pojęcie, ba, przekracza chyba pojęcie samego scenarzysty. Gaiman sam zauważył, że dał Williamsowi do wykonania niemożliwą pracę. Chyba artysta nie wiedział, że jest niemożliwa, bo ją wykonał. Wykonał ją naprawdę genialnie. Od pięknych rozkładówek (!), przez niesamowite sekwencje w świecie Czasu, Miasto Gwiazd czy charakterystyczne ujęcie Nieskończonych (ta Maligna!). Nałożone kolory są absolutnym mistrzostwem świata. Nie chcę Was zanudzać tymi pochwałami, ale jest przecież jeszcze okładka, która będzie mi się teraz śnić w najpiękniejszych snach. Cudo!

Nie gorzej jest też z wydaniem. Egmont zwyczajowo odwalił kawał solidnej roboty. Szczególnie cieszą obszerne dodatki. Wywiady z twórcami, spojrzenie za kulisy powstawania komiksu oraz galeria okładek. Na bogato!

sandman uwertura 4

Nie chcę strzępić sobie języka, bo i tak nie napiszę o Uwerturze tyle i w taki sposób, żeby moje słowa miały jakiekolwiek szanse w konfrontacji z samym dziełem. To wspaniała, oniryczna historia, przepięknie zilustrowana, dojrzała i przejmująca. Może nie tak mądra jak rozwijana przez 10 tomów oryginalna opowieść o Sandmanie, ale to wciąż poziom wyżej niż wiele „ambitnych”, współczesnych komiksów. Bo prawdziwie dobry komiks poznacie po tym, że chcecie o nim krzyczeć ile macie sił w płucach, ale brakuje Wam słów. Magia Uwertury nie musi być zwerbalizowana, ona po prostu kryje się gdzieś tam w panelach i między nimi, czekając, aż sami ją odkryjecie.

Miłej lektury.

* W Polsce wydano pierwotnie 17 tomów Sandmana, jednak na przestrzeni ostatnich kilku lat wznowiona seria pojawiła się z twardej oprawie w 10 częściach.

** Sandman (Piaskun), Oneiros, Władca Snów, Morfeusz… Tytułowy bohater ma wiele, wiele imion.

AUTOR Paweł Kicman

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Miracleman: Złota Era

Napisany przez Alana Moore’a Miracleman zdobył moje serce i obok Sandmana: Uwertury stanowi dla mnie najlepszy album wydany w …

KOMENTARZ

  1. Uwertura kupiona, ale jeszcze nie odpakowana. BTW – czuje pasję już od pierwszego zdania „który jest ostatnim spotkaniem z ukochaną serią.” Haj Fajf fanów Sandmana.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *