PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Rachel Rising Tom 1: Cień Śmierci

[RECENZJA] Rachel Rising Tom 1: Cień Śmierci

Niedawno miałem okazję recenzować komiks Hrabstwo Harrow, wydawnictwa Dark Horse (u nas Mucha Comics), projekt Cullena Bunna i Tylera Crooka. Choć domyślałem się, że kolejny tom, który trafi na moją listę w tym samym celu również będzie horrorem, to zupełnie umknęła mi potencjalna możliwość, iż miedzy tytułami wybranymi przez polskich wydawców znajdę tyle podobieństw. Pewnie powinienem był się tego spodziewać, bo motywów zemsty zza grobu, nawiedzonych dzieci z małych, amerykańskich miejscowości, historycznych linczów na czarownicach, czy legend o ich mściwej naturze, w popkulturze nie brakuje.

Te właśnie tematy wykorzystuje Terry Moore na stronach pierwszego tomu komiksu Rachel Rising (Abstract Studios), serii, która trafiła do naszego kraju dzięki staraniom nowego wydawnictwa Fantasmagorie. Cykl powszechnie doceniony w szerokim świecie, dotarł nawet do poziomu planowania aktorskiej ekranizacji, jednak dotychczas jej realizacja nie doszła do skutku.

Młoda dziewczyna budzi się w nieoznaczonym, leśnym grobie. Panicznymi ruchami odtrąca grudy ziemi, by ostatecznie wyłonić się z płytkiego dołu. Nie pamięta okoliczności, które doprowadziły do dramatu, ale jest świadoma swej tożsamości. Postanawia krok po kroku wyjaśnić sprawę koszmaru, jaki ją spotkał. Nie wie, że jej kolejne ruchy obserwuje tajemnicza, złowieszcza postać i wciąga w incydent ciotkę Johnny oraz przyjaciółkę Jet.
Tymczasem miasteczko nawiedza seria gwałtownych zbrodni, ludzie giną tragicznie, a ich ciała zaciągane są w ten sam leśny zakątek, z którego „powstała” Rachel. Wydarzenia postępują zgodnie z makabrycznym planem, ukrytym przed czytelnikiem aż do końca komiksu.

Choć porównania ze wstępu są absolutnie prawdziwe i podtrzymuję je z pełnym przekonaniem, to przyznać trzeba, że tyle ile tematycznych zbieżności wypunktować można między Hrabstwem a Rachel, tyle znajdziemy między nimi różnic. Protagonistką w obu historiach jest młoda dziewczyna, na której złowieszczy wzrok skupiły nieczyste siły powiązane z przeszłością niedużego miasteczka. Sytuacja Rachel rożni się jednak od problemów Emmy. Terry Moore obdarzył swą bohaterkę zdolnościami przybliżającymi ją bardziej do amerykańskich superbohaterów, niż duchów z prowincjonalnych legend. Jak większość postaci o podobnym profilu, Rachel nie czuje bólu i jest odporna na obrażenia, które byłyby śmiertelne dla normalnych ludzi. Doznaje również wizji ukazujących los osób powiązanych z intrygą. Początkowo fabuła przypomina klimatem kryminały Davida Lyncha. Reakcje napotykanych ludzi nie są do końca uzasadnione logicznie, lecz ma się wrażenie, że posiadają jakiś ukryty sens. Przez moment czytelnik ma prawo myśleć, iż jedynie Rachel podejmuje decyzje podążając zgodnie z jakąś rozsądną analizą wydarzeń. Stopniowo komiks wpada jednak na coraz bardziej znajome, narracyjne tory.

Wielką zaletą Cienia Śmierci jest wstrzemięźliwość autora. Żadna z tajemnic nie zostaje do końca wyjaśniona, chociaż rozwiązanie części z nich bywa mocno zasugerowane na kadrach. Większość wydarzeń nie ma wielkiej skali, skupione są wokół najbliższego otoczenia głównej bohaterki, ale w pewnym momencie ich wpływ na losy całego miasta staje się oczywisty, przez co oczekiwania wobec – oddalonego o wiele zeszytów – finału zaczynają proporcjonalnie rosnąć. Zagadek wprowadzonych wątkami równoległymi do motywu głównego nie brakuje. Wiąże się to niestety z koniecznością oczekiwania na polską premierę kolejnych części komiksu, złożonego oryginalnie aż z 42 zeszytów, czyli 7 tomów zbiorczych. Pozostaje nam kibicować gorąco polskiemu wydawcy.

Komiks jest narysowany dość starannie, w niektórych fragmentach gęsta sieć czarno-białych kadrów ilustruje po kolei wszystkie etapy czynności wykonywanych przez bohaterów. Szersze rzuty na tło pojawiają się rzadko i – szczęśliwie dla czytelnika – autor traktuje je jako okazję do dowiedzenia swych artystycznych możliwości. Większość historii składa się z ciasnych ujęć skupionych na twarzach postaci oraz innych detalach 1 planu. Moore kładzie na nie akcent nie bez przyczyny, jego zdolność do przekazywania emocji bez dymków narracyjnych, a miejscami nawet bez dialogów jest znakomita.
Polskie wydanie bardzo mi się podoba, twarda okładka z obwolutą, dobrej jakości papier, plansze dzielące rozdziały. Ciężko zrobić tu cokolwiek lepiej.

Teraz najważniejsze, czy warto inwestować w ten biznes czas i pieniądze. Tak, warto. To dobrze poprowadzona, autorska opowieść. Raz skojarzy się Wam z Lynchem, raz z Krukiem O’Barra i choć nie jest napisana wybitną „literą”, nigdy nie schodzi do poziomu absolutnego banału. Autor wie w jakich ramach tematycznych utrzymać wszystkie wątki, więc fani literatury grozy nie poczują się zaniedbani. Polecam.

AUTOR RWilczur

Alkohol i tytoń spływa po mnie gładko, ale komiks ściska za gardło tym mocniej, im dłużej od niego stronię. A konsekwencje zażywania wspomnianego cholerstwa są straszne, okulary na długim nosie oraz siwiejąca w zastraszającym tempie broda. Jak żyć, powiedzcie sami? Otóż jest z sytuacji pewne - całkiem przyjemne - wyjście. Ukojenie daje klepnięcie na wygodnym leżaku i zamoczenie jednej kończyny w wartkiej rzeczce polskiego fandomu komiksowego.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[NEWS] Nowość od Wydawnictwa Fantasmagorie – „Quantum and Woody” od Valiant Comics!

Dzięki Wydawnictwu Fantasmagorie na naszym rodzimym rynku zadebiutuje Valiant Comics z pierwszym tomem Quantum and Woody. …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *