PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / [RECENZJA] Prószyński: Odwieczne pieśni

[RECENZJA] Prószyński: Odwieczne pieśni

Na pewno każdy z nas spotkał się kiedyś z postacią historyczną, o której nie miał wcześniej pojęcia, a której życiorys aż krzyczy: “Jak mogłeś o mnie nie słyszeć?”. Wstyd z takiego odkrycia bywa podwójny, gdy ową postacią okazuje się wybitny rodak. W moim przypadku taką postacią jest właśnie bohater omawianego tytułu.

Kazimierz Prószyński, zwany przez niektórych trzecim bratem Lumière, konstruktor pleografu, twórca pierwszego polskiego dzieła filmowego i wybitny wynalazca, który wraz ze wspomnianymi braćmi, czy też Teslą i Edisonem, był jednym z najważniejszych geniuszy przełomu XIX i XX wieku. A jak to z takimi postaciami bywa, jest to świetny materiał na historię z pogranicza kryminału, SF i opowieści awanturniczej, Taką pozycją są właśnie Odwieczne Pieśni.

W tym miejscu zawsze omawiam zalążek fabuły. Nie tym razem, gdyż w moim odczuciu cały komiks jest zalążkiem większej fabuły i streszczenie nie będzie tu potrzebne. Autor scenariusza, Piotr Komorowski odpuszcza nam origin story czy jakiekolwiek pełniejsze wprowadzenie do genezy postaci. Z jednej strony to całkiem dobrze. Wszystkiego, co potrzebujemy wiedzieć o Kazimierzu Prószyńskim dowiadujemy się z bardzo ciekawego wstępu, zaś sama historia rozpoczyna się w 1908 roku, kiedy Prószyński jest już konstruktorem światowej sławy, co daje pełne pole do zabaw fikcją literacką. Zachowujemy także edukacyjny charakter tego tytułu. Jeżeli jednak pozycja trafi w ręce lenia, który nie czyta wstępów, to o postaci pana Kazimierza nie dowie się niczego poza tym, że jest znany, konstruuje wystrzeliwane haki, kopie prądem włamywaczy, ma rodzinne tajemnice i jakieś powiązania z wydarzeniami w Tungusce.

Kłopotem fabuły jest właśnie mało czytelne skakanie po wydarzeniach i miejscach. Historia jest według mnie kompletnie niepłynna i dopiero ostatnie strony pozwalają poczuć, że mamy tu jakąś intrygę, oraz wariację na temat autentycznych postaci. Jeżeli chodzi o samego bohatera, to w ramach samej fabuły jest to postać zbudowana bardzo nieskładnie. Teksty pana Piotra w pełni uzupełniają braki scenariuszowe, ale jednak wolę gdy wstępy i posłowia są ciekawym uzupełnieniem treści komiksu, a nie niezbędnym elementem, wymaganym do wychwycenia kontekstu. Ale w przypadku krótkiej treści, która otwiera nowy cykl ciekawym cliffhangerem, jestem w stanie przymknąć na to oko.

Oprawa graficzna w pełni wynagradza nie najlepszy scenariusz. Z resztą, każdy kto choć trochę interesuje się współczesnym polskim komiksem, wie, że po nazwisku Rafała Szłapy możemy spodziewać się co najmniej bardzo dobrej warstwy wizualnej. Duże, czytelne kadry, klarowna kreska i świetne wyczucie w dozowaniu detali. Dodajmy do tego także dbałość o wierność o odwzorowaniu przedstawianej epoki. W komiksie mamy miejsce na akcję i ta również zilustrowana jest pierwszorzędnie. Za kolory odpowiada Joanna Holeksa-Szłapa i całość różni się znacznie od tego co znamy chociażby z Blera, aczkolwiek te ilustracje, zarówno kreska jak i kolory, miejscami przywodziły mi na myśl prace Francesca Francavilli.

Zamykając to krótkie omówienie krótkiej pozycji, polecam lekturę Prószyńskiego dla samego faktu poznania sylwetki tego wybitnego Polaka. Geniusz, który nie zasłużył na zapomnienie, a z którego dorobkiem historia obeszła się bez litości. W tym przypadku powiedzenie ‘cudze chwalicie…’ ciśnie się samo na usta, gdyż kiedy Chorwaci i Serbowie do dziś kłócą się o prawdziwe pochodzenie Nikoli Tesli, my możemy być dumni z własnego genialnego konstruktora, jakim był Kazimierz Prószyński. Zwłaszcza w czasie, gdy duma z tego co nasze próbuje być wyśmiewana i pokazywana jako powód do wstydu i tzw. ‘kompleksy polaczków’. Cieszę, że ten komiks, pomimo wad, pozwolił mi uświadomić sobie ten fakt.

AUTOR Rafał "Kujaw" Olejko

Lubi pisać o różnych rzeczach, ale o sobie akurat niespecjalnie. Uważa, że Man of Steel to dobry film i nienawidzi humoru w filmach Marvela, więc to wystarczający powód by go nie lubić.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Suicide Squad: Zła krew

Niesławny – zarówno ze względu na fabularne założenia, jak i na skojarzenia z nieudaną adaptacją …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *