PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Paper Girls – Tom 3

[RECENZJA] Paper Girls – Tom 3

Każdy kto mianuje się nerdem, lub chociażby fanem popkultury, zapewne przytaknie, że lata 80-te były niezaprzeczalnie najlepsze. Tak jak Ty, drogi czytelniku. Ale czy lubisz odległą przyszłość? Lub prehistorię? To zupełnie nieistotne, ponieważ tak jak czytelnika, naszych głównych bohaterek nikt nie pytał o preferencje względem umiejscowienia na linii czasu. Wyciągnięto je niemal siłą z współczesności i niczym szmacianymi lalkami, miotano nimi po czwartym wymiarze. Zatem bez zbędnych pieszczot, zobaczmy gdzie zastaniemy je w tomie trzecim Paper Girls.

Ledwie uszły z życiem, odkrywając w nadchodzącej przyszłości czym jest śmiertelność, a już kolejne Spiętrzenie wysyła je kilka tysięcy lat w przeszłość. A co je tam czeka? Paradoksalnie strasznie dużo i niemal nic. Jak to możliwe? Cóż, na horyzoncie pojawiają się kolejne zagrożenia, kontekstem i wyglądem przypominające najdziwniejsze fantazje paleoastronautów. Kolejni podróżnicy w czasie, jaskiniowcy natchnieni przez ludzi z kosmosu, czy geometrycznie zadziwiające artefakty, to chleb powszedni dla fanów serii. Jednak paradoksalnie, to nie o fantastycznonaukowy miszmasz tutaj chodzi. Fabularnie bowiem przypomina to nieco ostatnią odsłonę serii o Mad Maxie. Dostajemy się z punktu A do punktu B, z nadzieją, że po drodze nic nie pozbawi nas życia. Tak jak w dziele Millera, nie chodzi o wyjaśnianie skąd się wszystko wzięło. To bohaterowie brnący przez ten kuriozalny świat są siłą napędową całej historii. Z tym Brian K Vaughan w Paper Girls radzi sobie po mistrzowsku.

Nasze bohaterki się są czwórką pozbawionych charakterów manekinów na ubrania z epoki. Każda z nich jest autonomiczną postacią, wyróżniającą się na tle pozostałych. Przede wszystkim błyszczą tutaj Mac oraz KJ, które będą zmagać się z wieloma problemami. Nie chodzi tutaj wyłącznie o nieznajomych dybiących na ich życie, ale o własną tożsamość. Obie z dziewczyn mają za sobą szereg nieprzyjemnych doświadczeń przez to kim są, a obecna sytuacja nie sprzyja pogodzeniu się ze sobą. Dodatkowo, nie są to jednowymiarowe archetypy, z którymi musimy sympatyzować wyłącznie z powodu wyrzutów sumienia. Każdy z czytelników mógłby wytknąć dziewczętom kilka wad, niemniej biorąc pod uwagę z czego wynikają niektóre z ich niestosownych zachowań, ciężko oprzeć się potrzebie poklepania ich po ramieniu. To dobre dziewczyny, dajcie im odpocząć.

Niemniej jednak, motywy fantastycznonaukowe wciąż niezmiennie intrygują. Jako że mój kreatywny rozwój upływał między innymi pod patronatem starych monster movies, Doktora Who czy kina „nowej przygody”, z radością przywitałem ten fabularny mariaż motywów. Niezmiernie cieszy mnie podejście Vaughnana go kreowania świata przedstawionego, gdzie nowe technologie nie muszą przypominać zbioru ciężkich, mechanicznych części. Mogą to być równie dobrze geometryczne bryły, których konstrukcja jest poza pojmowaniem współczesnego humanoida. Tym bardziej nie powinniśmy próbować pojąć kto umieścił je tam, gdzie odnajdują je nasze bohaterki.

Wierzę, że za kilka tomów masa pytań znajdzie swe odpowiedzi, ale niektórych z nich wręcz nie wypada zadawać. Niczym Monolit z arcydzieła Stanley’a Kubricka, pewne elementy konstrukcji Wszechświata w Paper Girls, pojawiają się by zmienić bieg historii, ale nie dawać ludzkości żadnych wskazówek. Ot tak, zobaczymy co się stanie. Moje skojarzenia z „2001” były też o tyle silniejsze, gdy przyjrzymy się umiejscowieniu tomu trzeciego w okresie historii Ziemi. Prymitywne plemię koczowników w obliczu nowego, niczym małpy, które dopiero nauczyły się czym jest broń. Zdaję sobie sprawę, że to daleko idące paralele, niemniej potencjał obu historii kładę mniej więcej na równi. Po prostu zamiast kwestionować sens ludzkiej egzystencji, scenarzysta komiksu skupia się na oddaniu ducha futurystycznej przygody, przy zachowaniu szacunku względem własnych bohaterów.

Cały klimat i wiarygodność świata przedstawionego jaki kreuje przed nami Vaughnan, mogłaby nie wybrzmieć tak klarownie, gdyby nie rysunki Cliffa Chianga. Chwaliłem już konsekwencję w kreowaniu różnic między każdą z bohaterek, ale równie ważne są też postacie tła i wszelakie rekwizyty. Wychodzi tutaj pewien dualizm, w którym dopatrywałbym się sukcesu jego twórczości w ramach Paper Girls.  Z jednej strony, prezentowane przez artystę postacie i obiekty, odnajdują swój futurystyczny sznyt w detalach. Jaskiniowi ludzie, na których natykają się dziewczyny, nie odbiegają od swojego „przeciętnego” wizerunku, przyjętego przez popkulturę i faktyczną naukę. Jednakże Chiang maluje na ich twarzach obce symbole, przywodzące na myśl kosmiczne proroctwa. Zakłada na głowę jednego z nich cudownie odnaleziony hełm kosmonauty, w usta wkłada historię o bogach ze snów i bum! Wszystko czego potrzeba. Na mutanty i cyborgi będzie jeszcze miejsce. Zwłaszcza w preludium do nachodzącej części czwartej. Drugim elementem, który stanowi składową sztuki Chianga jest nieskrępowanie, z jakim kreuje elementy jawnie futurystyczne. Same założenia estetyczne chwaliłem akapit wcześniej, ale niewiele by się z nich ostało, gdyby nie talent artysty. Widać że wielkie mechy i wykraczające poza ludzką percepcję artefakty, są mu równie bliskie co prości ludzie. Sodówka jak widać nie uderzyła do głowy.

Po raz kolejny spisując swoje zachwyty, nie przekroczyłem magicznego progu dwóch kartek A4, spisywanych 12-tką, ale są ku temu pewne powody. Trzeci tom Paper Girls jest bowiem historią napisaną tak niezwykle sprawnie, że przy niedużej skali wydarzeń, ciężko nie poczuć się jak uczestnik wielkiego eventu. Nie powinienem pisać elaboratów o kolejnych przebłyskach geniuszu Vaughana, bo i on sam tego nie robi. W małym formacie (zarówno tomu, jak i pojedynczego zeszytu) udaje mu się zawrzeć maksimum treści, którego niektórzy nie potrafią zamknąć w całej swojej bibliografii. Komiks z tomu na tom nie traci ani odrobiny swojej przewrotności i co chwilę potrafi zaskakiwać, przez co poprzeczka zostaje zawieszana coraz wyżej i wyżej. Już wiem, że Brian K Vaughan może za kilka chwil przeskoczyć ją z jeszcze większą finezją niż poprzednio. Zatem maestro, zapraszamy na linię startową…

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Wydawnictwu Non Stop Comics!

AUTOR Chester

Ten koleś, który póki co niczego nie osiągnął, ale ma parę planów i lubi dzielić się swoją opinią.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Wbrew Naturze: Polowanie

Zapewne są wśród Was osoby, które nie potrafią odnaleźć się we współcześnie funkcjonującym świecie, chcą …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *