PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Pan Higgins wraca do domu

[RECENZJA] Pan Higgins wraca do domu

Twórczość Mike’a Mignoli przeżywa ostatnio nad Wisłą renesans popularności. Kultowy Hellboy oraz jego spin-off pt. B.B.P.O. (w oryginale: B.P.R.D.) doczekały się ostatnio ekskluzywnych wznowień nakładem wydawnictwa Egmont. Zdaje się, że kolejne tomy tych serii odrobinę przyćmiły jedno z nowszych dzieł tego wszechstronnego artysty, które niedługo po amerykańskiej premierze zawitało także do Polski. Mowa naturalnie o Pan Higgins wraca do domu wydanym w drugiej połowie maja przez Non Stop Comics; kameralnym tytule, który powinien szczególnie zaciekawić miłośników kina grozy sprzed pięciu, sześciu dekad.

Jako że ja sam należę do tego grona, na Pana Higginsa… zwróciłem swoją uwagę natychmiast. Komiks trafił zatem na listę obowiązkowych lektur, a informacja o tym, że pojawi się na polskim rynku była dla mnie bardzo miłą niespodzianką. Moje zainteresowanie podsyciło tylko zapoznanie się z krótkim wstępem autorstwa Mignoli, który miałem okazję przeczytać jakiś czas temu. Otóż nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się, żeby oszczędna dedykacja zachęciła mnie do jakiegoś dzieła bardziej niż wszelkie materiały promocyjne albo przykładowe plansze.

Scenarzysta wymienił w niej filmy, które stanowiły dla niego największą inspirację do stworzenia Pana Higginsa… Znalazły się wśród nich takie pozycje jak Nieustraszeni Pogromcy Wampirów Romana Polańskiego oraz klasyczne horrory Hammera (Kapitan Kronos, Dracula, Twins of Evil). Nic nie mogłoby wzbudzić mojej większej ekscytacji – wszystkie ze wskazanych przez Mignolę pozycji po prostu uwielbiam! Dla mnie to był oczywisty znak, że jego komiks to coś idealnie skrojonego pod mój gust.

Już na pierwszy rzut oka widać zresztą z jakich wzorców czerpał Mignola. Główni bohaterowie, czyli oczytany profesor i jego młody asystent, nieprzypadkowo budzą więc skojarzenia z duetem protagonistów komedii Polańskiego. Na tym naturalnie nie koniec podobieństw. Nawet ogólny, lekki ton komiksu, jak i sama fabuła wydają się żywcem wyjęte z Nieustraszonych Pogromców… W obu historiach dwójka poszukiwaczy wampirów trafia do niedużej wioski terroryzowanej przez upiornych krwiopijców. Zarówno w jednej, jak i drugiej, sceną ich ostatecznego starcia z siłami zła ma być uroczysty bal wystawiany w ponurym zamczysku należącym do lokalnego hrabiego.

Za pozostałe zabiegi, które mają na celu upodobnić przedstawioną opowieść do niezwykle charakterystycznych produkcji studia Hammer, odpowiada już rysownik, dysponujący bardzo specyficzną kreską. Proste, ale zarazem fantazyjne prace Warwicka Johnsona-Cadwella ocierają się wręcz o karykaturę. Są przy tym na tyle klimatyczne, a ich twórca na tyle świadomy konwencji, że świetnie współgrają ze scenariuszowym hołdem pióra Mignoli. Jestem pod wrażeniem jak trafnie projekty postaci oddają pewne cechy wyglądu znamienne dla bohaterów tamtych filmów. Znajdziemy tu sumiaste, eleganckie wąsy, pokraczne, niepozorne sylwetki, ostre rysy twarzy czy też czerwone nosy, przywodzące na myśl pociesznego profesora Abronsiusa. Johnson-Cadwell przywiązuje również uwagę do detali, a rysowane przez niego wnętrza komnat oraz barwne, wytworne stroje pomagają zanurzyć się w tej sennej, baśniowej historii.

Warto także zaznaczyć, że dzieło Mignoli, pomimo bogatej bazy inspiracji, pozostaje jedynie skromną nowelką, niezwykle oszczędną w środki wyrazu. Mówimy w końcu o komiksie, który jest wyjątkowo krótki jak na twardookładowy format, w jakim go wydano. Pięknie prezentujący się na półce tomik ma zaledwie pięćdziesiąt sześć stron! Całość pochłania się zatem bardzo szybko. Gdy tylko historia nabiera tempa, zaraz potem się kończy. Autor zdecydował się stworzyć jednowątkową, zdawkową opowieść, w której zabrakło miejsca na zawile skonstruowaną intrygę i złożone portrety postaci.

Ze wszystkich bohaterów, którzy przewijają się na łamach tego dreszczowca, w zasadzie tylko tytułowy pan Higgins posiada wyraźniej zakreśloną motywację i przeszłość. Duet łowców, z perspektywy którego śledzimy wydarzenia, jest owiany zupełną tajemnicą. Nie wiemy czemu tak właściwie Meinhardt oraz Knox podróżują po Europie szlakiem wampirów. Skąd w ogóle o nich wiedzą? Jakie mają z nimi doświadczenia? Nie poznajemy żadnych odpowiedzi.

Dla wszelkich zapaleńców trącącego już myszką kina grozy z dawnych lat i ogólnie pasjonatów gotyckiego horroru Pan Higgins wraca do domu może być prawdziwie stylową perełką. Komiksem, w którym odnajdą swoje ulubione motywy i do którego pewnego razu poczują potrzebę wrócić. Najlepiej jakiegoś jesiennego, deszczowego wieczoru w okolicach Halloween. Istnieje spore ryzyko, że dla pozostałych czytelników dziecko Mignoli i Johnsona-Cadwella okaże się dziełem zbyt hermetycznym. Pozbawione szerszego kontekstu wyda się prawdopodobnie dość… błahe. Jedno jest pewne – spróbować i tak nie zaszkodzi.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Wydawnictwu Non Stop Comics!

AUTOR Maurycy Janota

Wsiąknął w komiksy za sprawą legendarnego runu Franka Millera w serii o Daredevilu. Odkąd przeczytał wszystkie historie z udziałem Matta Murdocka i Elektry, zabija czas na różne sposoby. Pisze opowiadania, po raz setny wraca do oryginalnej trylogii Star Wars lub ogląda horrory studia Hammer.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Giant Days: Bycie Miłą Nic nie Kosztuje

Minęło trochę czasu odkąd zajmowałem się jakimś komiksem. Nie tylko na łamach tego portalu, ale …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *