PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Odrodzenie tom 3: Odległe miejsce

[RECENZJA] Odrodzenie tom 3: Odległe miejsce

Miałem naprawdę spore oczekiwania wobec Odrodzenia (oryg. Revival) z oferty wydawnictwa Non Stop Comics. Nastawiałem się na to, że seria natychmiast w pełni mnie do siebie przekona i z niecierpliwością będę wypatrywał kolejnych tomów, aż do ósmego, który ostatecznie zwieńczy tę komiksową telenowelę. Stało się jednak inaczej – dwie pierwsze części podobały mi się co najwyżej umiarkowanie. Gdy zacząłem już myśleć, że może po prostu nie jest mi z tym komiksem po drodze, w księgarniach wylądowało Odległe miejsce.

Widniejąca na okładce mała Jordan potrafi przyprawić o ciarki…

Kończąc recenzję poprzedniego tomu, zatytułowanego Życie ma sens, wyraziłem nadzieję, że scenarzysta Tim Seeley ma jeszcze jakieś asy w rękawie i w końcu je wykorzysta. Jak się okazało, wcale nie musiałem długo czekać. Trzeci segment dreszczowca o powracających zza grobu mieszkańcach miasteczka Wausau wynosi bowiem cykl na wyższy poziom i trafia idealnie w te struny, w które nie potrafił trafić dotychczas. Odkąd śledzę Odrodzenie, po raz pierwszy faktycznie nie mogę doczekać się kontynuacji i gdyby tylko była taka możliwość, najchętniej przeczytałbym ją natychmiast po zamknięciu Odległego miejsca.

Co zatem sprawiło, że omawiany komiks cenię sobie znacznie bardziej niż wcześniejsze? Powodów jest kilka, ale jako kluczowy wskazałbym to, że w zeszytach od #12 do #17, które znalazły się w tym wydaniu zbiorczym, Seeley położył większy nacisk na pogłębienie relacji między postaciami. Wątki obyczajowo-dramatyczne od samego początku aspirowały zresztą do tego, żeby być mocnym atutem Revival, ale czasem zdawały się trochę niknąć w natłoku zagadek. Bohaterom brakowało miejsca, żeby rzeczywiście oddychać. Pomimo starań scenarzysty ciągle widziałem w nich pewne szablony: surowego ojca, nieodpowiedzialnego byłego męża, zbuntowaną nastolatkę itd.

Zmartwychwstający krewni zdecydowanie nie ułatwiają życia codziennego.

Dopiero w tym tomie, gdy Seeley pokazał ich w bardziej ekstremalnych okolicznościach i wymusił na nich podejmowanie trudniejszych decyzji, dostrzegłem, że mają potencjał. Wreszcie interakcje wypadały na tyle wiarygodnie, żeby zaangażować mnie w tę historię. Niektóre postacie zyskały w moich oczach, dzięki czemu mam już jakiś punkt zaczepienia – coś, co sprawi, że jeszcze chętniej będę sięgał po kolejne części Odrodzenia. W Odległym miejscu autor nadał chociażby więcej charakteru Derrickowi, czyli dawnej miłości Dany Cypress. Ostatnie wydarzenia, których konsekwencjami było zgotowanie traumy ich synkowi, Coopowi, oraz poznanie prawdy o Em (siostrze Dany) na nowo zbliżyły parę eks. Wymiany zdań między tą dwójką wypadają bardzo sprawnie i po prostu życiowo, co pozwala zrozumieć czemu niegdyś się w sobie zakochali.

Kosztem tych rodzinnych wątków, Seeley ograniczył swój komentarz społeczny, zabarwiony lekką satyrą na małe miasteczka. Wyszło to komiksowi na plus, bo chociaż doceniam sam zamysł i oczywiście zgadzam się ze scenarzystą w tym, że Revival aż się prosiło o takie wzbogacenie, to nie uważam, żeby wcześniej było to wykonane odpowiednio dobrze. Życie ma sens, w którym autor nawiązywał do tematu religii czy też rasizmu, stanowiło tego dobitny przykład. W trakcie lektury tamtego tomu można było odnieść wręcz wrażenie, że Seeley bardzo chciał poruszyć pewne kwestie, przedstawić niektóre zachowania w krzywym zwierciadle, ale nawet nie starał się ich zgłębić. Wrzucał je do scenariusza, ale tylko po to, żeby się po nich prześlizgnąć. Dlatego też ich zniwelowanie przysłużyło się Odległemu miejscu. Wszak zamiast dość zachowawczej groteski, otrzymaliśmy więcej cennych informacji o głównych bohaterach.

Wciąż nierozwiązany wątek Em napędza fabułę tej serii.

Ponadto cała ta intryga, związana z powrotami zmarłych i tajemniczymi istotami, które zamieszkują lasy wokół Wausau, zaczęła się w końcu zagęszczać. Seeley powolutku odpowiada na dręczące czytelnika pytania i odkrywa przed nim kolejne elementy układanki. Dokłada co prawda porcję następnych sekretów, ale te tym razem nie przytłaczają i jawią się po prostu jako poboczne gałęzie wyrastające z pnia tego samego drzewa, jakim zdaje się być zagadka, stojąca za „Odrodzonymi”. Znajdująca się w jej centrum i wspomniana już przeze mnie w tejże recenzji, postać Em coraz mocniej intryguje. Scenarzysta znalazł dla niej tutaj ciekawe zajęcie. Otóż, wzięła ona pod skrzydła zmartwychwstałą dziewczynkę imieniem Jordan, która nie potrafi oswoić się z nową sytuacją. Niewinne dziecko budzi początkowo wyłącznie współczucie, ale z czasem coraz bardziej przeraża i budzi w swoim otoczeniu, i w czytelniku także, prawdziwy niepokój. Wyśmienity wątek, który faktycznie może przestraszyć.

Odrodzenie potrzebowało najwidoczniej trochę czasu, żeby się rozkręcić. Kiedy już to zrobiło, nie sposób się do tej serii poważniej przyczepić. Po trzech tomach jesteśmy w miejscu, w którym dzieło Tima Seeley’ego i rysownika Mike’a Nortona działa zarówno jako rasowy dramat, przyprawiający o ciarki horror i trzymający w napięciu kryminał. Oby tendencja zwyżkowa utrzymywała się dalej – część czwarta zapewne już niedługo. Czekamy na szczegóły.

Recenzja pierwszego tomu Odrodzenia

Recenzja drugiego tomu Odrodzenia

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Wydawnictwu Non Stop Comics!

AUTOR Maurycy Janota

Wsiąknął w komiksy za sprawą legendarnego runu Franka Millera w serii o Daredevilu. Odkąd przeczytał wszystkie historie z udziałem Matta Murdocka i Elektry, zabija czas na różne sposoby. Pisze opowiadania, po raz setny wraca do oryginalnej trylogii Star Wars lub ogląda horrory studia Hammer.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Przeklęty tom 1: Przed powodzią

Skrzyżowanie scenariopisarskich zdolności Jasona Aarona z charakterystyczną, brudną kreską R.M. Guery zaowocowało niegdyś niezwykle cenionym …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *