PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Odrodzenie tom 2: Życie ma sens

[RECENZJA] Odrodzenie tom 2: Życie ma sens

Miałem problem z jednoznaczną oceną pierwszego tomu Odrodzenia. Mówimy tu w końcu o komiksie, który stanowił dopiero wprowadzenie do długiej, rozwijanej na przestrzeni blisko pięćdziesięciu zeszytów, historii. Z jednej strony spełniał on swoje założenia, wykorzystując dający spore pole do popisu pomysł wyjściowy do tego, żeby zaintrygować czytelnika i zachęcić go do sięgnięcia po kontynuacje. Z drugiej zaś brakowało w nim czegoś, co przyjęło się nazywać… „tym czymś”. Ot, dostaliśmy do ręki tytuł solidny, ale jednocześnie dość zachowawczy.

Nie oznacza to oczywiście, że scenarzysta Tim Seeley nie próbował nadać tej serii autorskiego sznytu. Wręcz przeciwnie. Już na pierwszy rzut oka widać było, że stara się wywrócić pewne motywy do góry nogami i w świadomy sposób zabawić z konwencją małomiasteczkowych dreszczowców. Sęk jednak w tym, że w ostatecznym rozrachunku, zamiast zapamiętać Odrodzenie jako autonomiczne dzieło, i tak kojarzyłem je raczej jako amalgamat paru innych pozycji, reprezentujących podobny gatunek. Swoją drogą, lepszych i bardziej wyrazistych.

Tak, jakby pomimo godnych pochwały prób, autor nie znalazł własnego sposobu na to jak straszyć i budować napięcie. W trakcie lektury odnosiłem wrażenie, że koniec końców wszystkie jego starania sprowadzały się do dość prostych chwytów. Nie czyniło to Jesteś wśród przyjaciół złym komiksem, ale wpływało na odbiór historii, nie pozwalając na pełne zanurzenie się w świecie przedstawionym przez Seeley’ego.

Dlaczego tak wiele uwagi poświęcam pierwszemu tomowi? Otóż, wszystko o czym wspomniałem w powyższych akapitach dotyczy także Życie ma sens. Po cichu liczyłem, że kontynuacja zmieni choć trochę moją dotychczasową, wczesną opinię na temat serii. Ciążyła na niej przecież znacznie mniejsza odpowiedzialność. Autor mógł już na tym etapie zacząć pozwalać sobie na więcej, jednocześnie pokazując otwarcie w jakim kierunku pójdzie ten tytuł. Ostatecznie część druga okazała się jednak bardzo podobna pod względem konstrukcji do pierwszej. Zagadki zdają się nawarstwiać bez końca, a odpowiedzi nadal brak. Ba, brak ciągle jakichkolwiek tropów i poszlak, które mogłyby pomóc czytelnikowi snuć teorie na temat „Odrodzonych”.

Miasteczko Wausau wciąż zmaga się z problemem powracających do życia ludzi. Objęty kwarantanną teren staje się łakomym kąskiem dla mediów, polityków czy też lokalnych cwaniaczków, chcących wykorzystać rozgłos, żeby w nielegalny sposób zbić zysk. Seeley musiał zdawać sobie sprawę z tego, że społeczne nastroje będą w takiej sytuacji równie ciekawe, co tajemnice stojące za zmartwychwstaniami. Poświęcił bowiem sporo miejsca na przedstawienie zwykłych ludzkich reakcji na te wydarzenia.

Niektórzy starają się znaleźć sensowne wytłumaczenie dla wskrzeszeń. Inni natomiast uważają, że to znak od Boga, a „Odrodzeni” to następcy Jezusa. Z jeszcze innych zaczyna z kolei wylewać się rasizm. Seeley nie podchodzi do tego w pełni na poważnie. Czuć, że woli trzymać się lekkiej satyry, przez co wiele zachowań i wiele postaci nabiera groteskowego charakteru. Nie jest to jednak zbyt trafna, błyskotliwa szydera; finalnie sprawia, że cały ten komentarz społeczny ulega rozmyciu i nie wypada tak wiarygodnie jak powinien. Mamy tu do czynienia z mało subtelnym krzywym zwierciadłem, które naturalnie ma swoje przełożenie na rzeczywistość, ale zdaje się przy tym trywializować poruszane w fabule problemy.

Ponadto Seeley rzuca czytelnika na dość głęboką wodę. Życie ma sens potwierdza, że autor nie przykładał większej wagi do tego jak podzielone zostaną wydania zbiorcze. Nie dzielił serii na pomniejsze story arki. To dość jasno sugeruje, że Odrodzenie kierowane było raczej dla odbiorców gotowych co miesiąc sięgać po kolejny zeszyt. Drugi tom pozbawiony jest wstępu lub innej formy przypomnienia, co działo się wcześniej. Dlatego jeśli niewiele pamiętacie z poprzedniej części, lepiej odświeżcie ją sobie przed lekturą kontynuacji. Inaczej przez mniej więcej połowę będziecie głowić się o kim mówią bohaterowie.

Możliwe, że nie byłoby takiej potrzeby, gdyby postacie miały trochę więcej cech charakterystycznych. Na łamach Odrodzenia spotkamy ich bowiem naprawdę mnóstwo; niestety tylko niewiele z nich jest na tyle barwnych, żeby na dłużej zapaść w pamięć. Stanowi to niewątpliwie pewien kłopot, bo skoro już autor decyduje się na taki zabieg, musi mieć pewność, że powołani do życia bohaterowie będą potrafili się wybronić. Tutejsi są jeszcze za mało rozpoznawalni, żeby można było o nich tak powiedzieć. Znajdą się naturalnie wyjątki – wybijające się na pierwszy plan siostry, Dana i Em, pozostają jasnym punktem fabuły.

Ponarzekałem na Życie ma sens, ale mimo to nie da się nie zauważyć, że drugi tom Odrodzenia jest w zasadzie dokładnie tym, czego można było się spodziewać. Scenariuszowo podąża tą samą ścieżką, co poprzedni. Graficznie również prezentuje się w gruncie rzeczy tak samo – ilustracje Mike’a Nortona nie schodzą poniżej poziomu, który rysownik wyznaczył sobie w Jesteś wśród przyjaciół. Mi zabrakło właśnie czegoś, co – może będzie to stwierdzenie na wyrost, ale jednocześnie bardzo pasujące do tematyki serii – tchnęłoby w komiks Seeley’ego nowe życie. Czegoś, czym autor już teraz udowodniłby, że ma jeszcze kilka asów w rękawie. Może winna jest zatem moja niecierpliwość? Komiksowe tasiemce mają w końcu to do siebie, że potrafią zaskoczyć w nieprzewidywalnym momencie. A czy Odrodzenie też jest w stanie to zrobić? Nie wiem, ale ciągle daleko mi do tego, żeby definitywnie je skreślić.

Recenzja pierwszego tomu Odrodzenia

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Wydawnictwu Non Stop Comics!

AUTOR Maurycy Janota

Wsiąknął w komiksy za sprawą legendarnego runu Franka Millera w serii o Daredevilu. Odkąd przeczytał wszystkie historie z udziałem Matta Murdocka i Elektry, zabija czas na różne sposoby. Pisze opowiadania, po raz setny wraca do oryginalnej trylogii Star Wars lub ogląda horrory studia Hammer.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Nienawidzę Baśniowa t.1: I żyli długo i burzliwie

Tak się jakoś ciekawie złożyło, że moja przygoda z publikacjami od Non Stop Comics zaczęła …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *