PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Oblivion Song

[RECENZJA] Oblivion Song

Gdybym był bardzo leniwy, napisałbym, że Oblivion Song to typowy Kirkman. I czytelnikom zaznajomionym z twórczością tego scenarzysty powiedziałoby to wiele, jeśli nie wszystko. Pytanie tylko – to dobrze czy źle?

Dobrze więc, może wyjaśnię najpierw co ja rozumiem przez „klasyczny Kirkman”. Charakterystycznym dla tego twórcy jest branie klasycznych toposów (zombie, superhero czy jak w recenzowanym komiksie postapo) i uciekanie z nimi od sztampy, jednocześnie bez popadania w szaloną oryginalność. Nie inaczej jest w przypadku Oblivion Song. Głównym bohaterem jest Nathan Cole. Nathan podróżuje między wymiarami (?), przenosząc się ze znanego nam świata do Oblivionu, gdzie w tajemniczy sposób przeniósł się kawałek Filadelfii wraz z kilkudziesięcioma tysiącami mieszkańców. W tym groźnym, zamieszkałym przez potwory świecie, mężczyzna odszukuje zaginionych i sprowadza ich bezpiecznie do naszego świata. Jednak to czego samozwańczy bohater wydaje się nie rozumieć to fakt, że ludzie oswoili się z obecnym status quo. I nie mam tutaj tylko na myśli ludzi, którzy żyją bezpiecznie poza Otchłanią.

Właśnie na tym motywie pogodzenia się ze stratą Olbivion Song wyróżnia się na tle konkurencji. Bo w każdej innej warstwie to jest do bólu zwyczajna historia, upleciona z klisz – choć trzeba przyznać, że działających całkiem nieźle. Akcja przeplata się z osobistymi dramatami bohaterów, a głębia bohaterów zbudowana jest na traumach, miłościach czy żalu. Niestety żadna postać nie wyróżnia się z tła, a po przeczytaniu tych 144 stron niemal od razu wyrzuciłem z głowy ich imiona, motywacje czy twarze. Kirkman wyraźnie stara się zainteresować czytelnika, ale chyba nie do końca potrafi znaleźć balans między rozwojem wykreowanych person, akcją i tajemnicą. Ta ostatnia, nie do końca potrafię wyjaśnić dlaczego, wydaje mi się zupełnie nieciekawa. Moja początkowe zainteresowanie szybko się ulotniło. Lekturę pierwszego tomu kończyłem raczej z poczucia obowiązku, niż ze względu na żywe zainteresowanie.

Od strony rysunkowej, za którą odpowiada Lorenzo De Felici, jest naprawdę dobrze. To prosta, ale dynamiczna kreska, która jest bardzo czytelna i płynna. Kolory Annalisy Leoni bardzo dobrze uzupełniają wykreowany świat, szczególnie ten zamieszkały przez monstra. Również od strony wydania nie ma się do czego przyczepić. Non Stop Comics wypuściło na rynek produkt wysokiej jakości – na dobrym papierze i z dobrym tuszem. Co prawda, nie obyło się bez małej gafy w druku, przez co początkowo otrzymałem wadliwy egzemplarz (pomieszane końcowe strony). Jeszcze zanim przesyłka do mnie dotarła wydawca dał znać o takiej możliwości, a następnie błyskawicznie odesłał poprawnie zadrukowany komiks. Natomiast tym co zasługuje na największe uznanie jest sam fakt wypuszczenia tego komiksu na rynek polski… na długo przez ukazaniem się pierwszego tomu Oblivion Song w oryginale! Tak, nad Wisłą otrzymaliśmy cały pierwszy tom, kiedy w Stanach (czyli na pierwotnym rynku) czytelnicy dostali do rąk dopiero pierwszy zeszyt.

Reasumując, jeśli lubicie styl Kirkmana, na pewno spodoba Wam się recenzowany tytuł. To solidna historia, która jednak nie wyróżnia się aż tak bardzo na tle wielu lepszych tytułów.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Wydawnictwu Non Stop Comics!

AUTOR Paweł Kicman

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Przeklęty tom 1: Przed powodzią

Skrzyżowanie scenariopisarskich zdolności Jasona Aarona z charakterystyczną, brudną kreską R.M. Guery zaowocowało niegdyś niezwykle cenionym …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *