PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Oblężenie

[RECENZJA] Oblężenie

Jakże oddanych czytelników ma Wielka Kolekcja Komiksów Marvela… Gdyby nie ich zaangażowanie, z dniem 11 marca cała seria dobiegłaby końca, a przedmiot dzisiejszej recenzji – Siege, byłby ostatnim numerem kolekcji. Na szczęście Hattchette nie musi martwić się o brak zainteresowania z naszej strony, a my o niedobór komiksów spod bandery Domu Pomysłów. Ale do rzeczy. Jak dobrym komiksem jest tytułowe Oblężenie?

O ciągłości fabularnej kolejnych tomów mówiłem nie raz, ale i tutaj wypada to zaznaczyć. Odkąd Tajna Inwazja dobiegła końca, opinia publiczna drży w posadach. SHIELD zostało oficjalnie zamknięte, a na jego miejsce powstało HAMMER – organizacja zrzeszająca „zreformowanych” złoczyńców, na czele których staje Norman Osborn, niegdysiejszy przestępca, polityk, działacz społeczny i pozorant.  To w rękach jego ludzi spoczywać ma bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych…  Można się szybko domyślić, że jakaś niebezpieczna intryga wisi w powietrzu. Eks-Green Goblin nie zamierza bowiem poprzestać na renomie, jaką już wyrobił sobie u obywateli. Za namową Lokiego postanawia pozbyć się Asgardu, który kilkadziesiąt tomów kolekcji temu (WKKM #8)  trafił na powierzchnię naszej planety. Uzbrojony w armię typów spod ciemnej gwiazdy, postanawia wypowiedzieć wojnę niepodległemu, boskiemu państwu.

Tutaj powinny zacząć się schody. No bo co? Przez całą resztę komiksu postaci będę bić się o Asgard używając supermocy, laserów, pocisków z pominięciem po czasie, konkretnego celu ich starcia? Nie, bo Brian Michael Bendis jest kapitalnym scenarzystą i ani na chwilę nie zapomina wokół czego ma się kręcić fabuła. Co więcej, główny wątek stopniowo ewoluuje i eksploatuje zakamarki, których nie spodziewałem się po pierwszym rzucie oka na opis dystrybutorski. Siege staje się nie tylko „naparzanką” w imię niezbyt górnolotnej idei, ale ogromnym, politycznym niemal konfliktem interesów.

Na szczególną uwagę zasługuje także poziom brutalności omawianej opowieści. Nie mówimy tutaj co prawda, o tak wizualnie i gęsto ścielącym się trupie jak w przypadku serii Kick-Ass, ale ilość krwi przelanej na kadrach, jest czymś zaskakującym. Wizualna bezpośredniość niektórych zgonów to coś, czego nie widuje się w marvelowym mainstreamie. Nieczęsto w uniwersum superbohaterskim, postaci są jawnie wybebeszane?

Ciekawym elementem Oblężenia, jest także jego dojrzałość. Jasne, historia obrazkowa o superherosach nie będzie aspirować do mega ciężkiego thrillera psychologicznego pokroju Wyspy Tajemnic. Jednak powaga z jaką nakreślono niektóre z postaci jest na prawdę imponująca. Nie mówię tutaj o ludziach kutych z litego kamienia, którzy z pokerową twarzą dźwigają każdą przeciwność losu. Ale wydarzenia odciskają na bohaterach spore piętno a ich konsekwencje mogą pobrzmiewać jeszcze przez długi czas. W kwestii scenariuszowej jednak, nieco boli mnie jedna rzecz. Co jakiś czas, w publikacjach, które prowadziły do Oblężenia pojawiała się pewna postać. Niezwykle potężna, ale niemal przemilczana. Pojawia się na końcu co istotniejszych eventów, jako coś na kształt deus ex machina. Rozumiem ideę trzymania go w cieniu, przez wzgląd na jego dwulicową naturę. Ale kiedy po raz kolejny, pokazuje się nam ile potrafi, wyłącznie w ostatnim akcie, można poczuć się oszukanym. Nie wymagam solowego tytułu (chociaż nie mam nic przeciwko), ale mając do dyspozycji broń o takiej skali rażenia, aż szkoda jej nie odpalić.

Czy strona wizualna dorównuje opowiadanej historii? W każdym calu. Kreską  Oliviera Coipela zachwycam się odkąd miałem okazję czytać Thor: Odrodzenie. A tutaj sprawdza się równie rewelacyjnie. Każda z postaci wygląda klasycznie, ale np. umiejętny design postaci Thora czy konsekwentne projekty reszty postaci, dają klarowny wgląd w warsztat rysownika. Mimo usilnych starań i dokładnego przeglądu rysunków, nie natrafiłem na żadną niedogodność w kwestii. Proporcje się zgadzają, anatomia na najwyższym poziomie… Kudos, Panie Coipel. Kolorystyka komiksu to także niezwykle udany element. Przykładowo, przy epickich starciach, całość nabiera odcieni czerwieni, a opustoszałe i zrujnowane wnętrza skąpano w szarościach i zieleniach. Aż przyjemnie popatrzeć na tak dobrze wykonaną robotę.

Wnioski końcowe są takie: Siege jest komiksem, który z całą stanowczością, mogę nazwać świetnym. Tak jak w przypadku podmiotu ostatniej recenzji, wypada dobrze w dwóch kategoriach. Po pierwsze, zamknięcie poprzednich wątków.  Wszystkie historii prowadzące do Oblężenia, zostały tu umiejętnie posklejane i naprawdę dostarczają masę rozrywki. I po drugie, nie są one opowieścią na tyle odrębną, aby osoba nie będąca marvelową „alfą i omegą”, była w stanie połapać się w opowieści. To komiks praktycznie dla każdego. Ma w sobie coś z odmóżdżającej rozrywki, ale i nutkę ambicji w byciu czymś poważniejszym.

AUTOR Chester

Ten koleś, który póki co niczego nie osiągnął, ale ma parę planów i lubi dzielić się swoją opinią.

PRZECZYTAJ TAKŻE

Top 100 najlepszych komiksów o Daredevilu – miejsca 10-1

Niezamierzenie ostatnia dziesiątka rankingu stała się sceną pojedynku dwóch znakomitych scenarzystów. Pojedynku, który okazał się wyrównany, …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *