PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / INNE / [RECENZJA] O Magazynie Brama

[RECENZJA] O Magazynie Brama

Należę do osób, którym za źródło rozrywki w sporej części wystarcza Internet. Lubię i sprzyjam wielu sieciowym inicjatywom, bawią mnie wybrane vlogi, mam zaufanych recenzentów. Nie uważam, by budżet był sprawą rozstrzygającą w procesie produkcji reportażu, a sygnał telewizyjny stanowił konieczny element wyposażenia każdego mieszkania. Jednym zdaniem: odpowiadają mi rzeczy tworzone „oddolnie”.

Oczywiście w morzu informacji złowić można i rekina i tuńczyka i mątwę, ale skórę mam grubą, więc proces poszukiwania ciekawych miejsc też sprawia mi – w większości przypadków – sporą frajdę. Przyznam, dotychczas byłem raczej przekonany, że w dobie popularności Internetu, drukowanie zinów i mniejszych kolekcji artykułów nie jest już tak silnie uzasadnione, jak za czasów mojego liceum. A jednak kilka redakcji na ten kosztowny (i zawężający grono odbiorców) ruch się zdecydowało, w tym prowadzona przez Pawła Kwietnia ekipa ze Szczecinka, która wydała niedawno 0 numer magazynu Brama.

Techniczna jakość pisma musi budzić podziw. Duży format, gruby papier i doskonała jakość druku to rzeczy, które na pewno swoje kosztowały. Magazyn wygląda bardzo solidnie. Numer, przesłany do naszej redakcji liczy 60 stron, i mimo – nie zawsze w tej branży udanego połączenia – formatA4/mała objętość, czyta się go bardzo komfortowo.
Zaskakuje za to mało staranna kompozycja samej treści oraz towarzyszących jej grafik. Dominuje połączenie albo przypadkowe, albo dla grafika najwygodniejsze. Nie ma tu podstawowej symetrii, brak konsekwencji przy obliczaniu odległości od marginesu, wielkość i rozmieszczenie grafik jest raczej koniunkturalne, niż przemyślane. Dziwi mnie to, ponieważ narzędziem pozwalającym na dopracowanie takich szczegółów jest odpowiednie oprogramowanie na średniej prędkości komputerze. Problem dość jaskrawy, z którym Brama powinna sobie poradzić do czasu wydania kolejnego numeru.

Teraz najważniejsze – treść. Ta nie przynosi autorom wstydu, większość zawartych w zbiorze opowiadań trafi w gust miłośników weird fiction. Forma antologii krótkich historii grozy jest oczywiście fantastom znana, i budzi przyjemne skojarzenia. Tu do mieszanki dodano także kilka felietonów dotyczących zjawisk historycznych oraz popkulturowych.
Streszczanie zawartości 6ciu opowiadań zbioru mijałoby się z celem (po szczegółowy spis tytułów zapraszam na stronę inicjatywy – link), więc napiszę jedynie, że miłośnicy prozy mistrza z Providence jak najbardziej mają tu czego szukać. Część tekstów nawiązuje lub dowołuje się wprost do motywów znanych z dzieł Lovecrafta. Tajemnicze, pierwotne świątynie, zew pradawnych, demonicznych istot, bramy międzywymiarowe czy szaleni artyści – tego możecie się spodziewać płacąc za omawiany kwartalnik okrągłe 5 złotówek.


Ale najpierw Krótko o felietonach. Te dzielą się na 2 kategorie. „Zagadkowe zgony średniowiecznych władców Polski” Jana Gruszki oraz „Zdjęcia ostateczne” Anny Dymnej – w bardzo udanym stylu przybliżają historyczne, związane z makabrą ciekawostki. Pierwszy z nich – jak wskazuje tytuł – wylicza sensacyjne doniesienia kronikarzy opisujących dzieje polskich królów i ich rodzin, drugi zaś jest szczegółowym, ciekawym komentarzem dotyczącym zjawiska fotografowania zmarłych oraz fotografowania się żyjących ZE zmarłymi.

Pozostałe 4 artykuły to już typowo popkulturowa frajda, skupiona przede wszystkim na popularnych grach towarzyskich Warzone, Magic: The Gathering i Pokemon (ostatnia pozycja, z racji na tematyczny kontrast była dla mnie sporym zaskoczeniem). Jeśli miałbym coś z tego zbioru wyróżnić, byłby to tekst o uniwersum Warzone, w którym autor porzucił opisywanie mechaniki (a nawet formy/rodzaju) gry i skupił się na opisie świata oraz rządzących nim frakcji. Na ostatnich stronach magazynu zamieszczono także recenzję/felieton opisujący wrażenia autora z wizyty w kinie na 3ciej części Hobbita.

Wracając do opowiadań. Ograniczę się tylko do ich polecenia. Wiem, że uskuteczniam frazes, ale dostałem dokładnie to, czego się spodziewałem. Ciekawe, zgrabnie napisane, gdzieniegdzie naprawdę wciągające, choć w kilku miejscach ozdobione artykułowaną ustami bohaterów nutą arogancji, typową dla początkujących, czy po prostu młodych autorów. Lekko zirytować może też zbytnia, powielana w ramach 1 historii dosłowność typu – „Macki! Macki!”. Korekcie umknęło kilka literówek, ale w treści nie ma niczego, co zasługiwałoby na fundamentalną krytykę.


Brama jest przedsięwzięciem dość udanym, dobrze rokującym na przyszłość. Pismo daje szansę pisarzom-amatorom na publikację ich dzieł w dość atrakcyjnej formie. Moim zdaniem do poprawienia jest szata graficzna, należałoby nawiązać kontakt z rysownikami (komiksiarzami?) by zawartość jeszcze bardziej uatrakcyjnić.

AUTOR RWilczur

Alkohol i tytoń spływa po mnie gładko, ale komiks ściska za gardło tym mocniej, im dłużej od niego stronię. A konsekwencje zażywania wspomnianego cholerstwa są straszne, okulary na długim nosie oraz siwiejąca w zastraszającym tempie broda. Jak żyć, powiedzcie sami? Otóż jest z sytuacji pewne - całkiem przyjemne - wyjście. Ukojenie daje klepnięcie na wygodnym leżaku i zamoczenie jednej kończyny w wartkiej rzeczce polskiego fandomu komiksowego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *