PANTEON / CYKLICZNE / [RECENZJA] Nieustraszony Szpak

[RECENZJA] Nieustraszony Szpak

Mieszkowi I się nie śniło, że Polska ponad tysiąc lat później doczeka się własnej elity klasycznych superbohaterów. Początkowo na rodzimej scenie zadebiutował Biały Orzeł, gdzie odniósł branżowy sukces i zdobył uznanie czytelników. W konsekwencji na rynek zaczęły wypływać różne – często planowane od lat – projekty, mające na celu powiązać naszą dumę narodową z amerykańskim archetypem herosa. I tu na prominentnego przedstawiciela rodzimej branży wyrasta komiks Nieustraszony Szpak. Czytając pilota (nie wiem czy takiego zwrotu można użyć w stosunku do komiksów – za dużo seriali) zeszytu z nowym, pierzastym superbohaterem, pierwsze moje skojarzenia padły na historie wydawnictwa Marvel. Głębsza analiza ujawnia całkiem dużo wspólnych cech. Powiedzmy, że pewne elementy to kanon gatunkowy, a podobieństwa – zwłaszcza postaci, to luźna inspiracja. Powiedziałbym, że nawet oddanie hołdu. A taki bezpośredni zabieg właśnie otwiera komiks, co jest bardzo miłym smaczkiem, szczególnie dla ludzi szanujących, czasem nieco wyśmiewaną, polską klasykę.


Najbardziej w zeszycie czuć ducha Spider-Mana, co nawet nie jest zaskoczeniem biorąc pod uwagę fakt, że wypracowane przez Pająka schematy cieszą się dużą popularnością i różni twórcy często po nie sięgają (jak np. w Superhero Movie, czy Czarnej Błyskawicy). Nie dziwi więc, że Szpak jest nastolatkiem z problemami. Biednym studentem – tak żeby było bardziej swojsko. A trapiące go bolączki tak już działają, że przeważnie dla nas są bardziej powodem do szyderczego uśmiechu niż współczucia. I takie coś pokochali fani w filmowej trylogii Sama Raimiego. Modelowo udręczonego życiem chłopaczka, którego wręcz kocha pech. Czy taki młodziak czymś się wybija? Chyba tylko tym, że jest niesamowicie sprawnym parkourowcem.

Zwinny niczym asasyni z serii gier Ubisoftu, woli przemieszczać się po dachach, a znajomym „wchodzić na chatę” przez uchylone okno. Bez wątpienia sprawia wrażenie niezależnego samotnika. Wydaje mi się to trochę dziwnym rozwiązaniem, bo historia stara się uderzyć w realne problemy, a tu przychodzi nam się zastanowić, czy na porządku dziennym jest poruszanie się po polskich dachach. Cóż, mieszkam w mniejszym, konserwatywnym mieście, może Warszawa rządzi się innymi prawami. Pamiętam zdarzenie z życia, gdy grupka studentów z Azerbejdżanu z niedowierzaniem oglądała wyczyny nastolatków jeżdżących na deskorolce. Dla mnie to normalne, ale dla nich było to coś, co widzieli dotychczas tylko w filmach.

Równolegle rozwijana jest też historia arcy-wroga. Bo przecież czym byłby bohater bez nękającego go nemesis. Ten trochę przypomina mi Brocka, taki nieszczęśliwy cwaniaczek, który w przeciwieństwie do głównego bohatera, nie narzeka na swoje życie erotyczne, ale i tak znajduje powody, by się nad sobą użalać. Obie postacie połączyło to, że niczym w serialu o Flashu, tajemnicze BOOOM na niebie wpłynęło na bohaterów. Chociaż u Szpaka, równie dobrze mógł być to upadek do śmietnika (toksyczne odpady nie raz zrobiły swoje w komiksowych uniwersach) – trochę za dużo tu jednak było niedopowiedzeń w tej kwestii, której wytłumaczenie jak się domyślam zostawiono na następne numery.

A jak sobie poradzono z warstwą wizualną? Oprawa jest bardzo kreskówkowa. Bez zastrzeżeń zaprojektowano sylwetki postaci, co może cieszyć szczególnie męskie grono. Kobiety są zilustrowane w sposób jaki na swój promocyjny atut wybrało wydawnictwo Top Cow, czyli krótko mówiąc – mają wywołać nagły przypływ śliny. Jednak patrząc pod kątem całościowym, to przyznam się szczerze, że w przedstawionej kresce prędzej odnalazłby się fan zakazanych kreskówek z 4FUN.

Z jednej strony historia ma odważniejsze elementy, ale z drugiej wydaje mi się, że targetem docelowym są fani w wieku nastoletnim, lub nawet tacy, którzy nie mają problemu z oglądaniem seriali z CW czy MTV. W każdym razie start tej opowieści należy zaliczyć do udanych, a co ciekawe jest ona rozwijana na kilku frontach. Okładka karmi nas hasłem „Polskie Uniwersum Komiksowe”, co sugeruje że mamy do czynienia z większą reprezentacją postaci. Znajdziemy tam m.in. Szpaka, Gecko, organizacji KOPS, czy  Wilczura. Ten odpowiednik Rosomaka, ukrywający się w serii pod tytułem Wilczur – Człowiek, który powstał z torów, zadebiutował właśnie razem ze Szpakiem, jako dodatkowa historia.

Reasumując, sięgając po zeszyt z tym nieustraszonym człeko-ptakiem, już po zerknięciu na okładkę wiemy, czego się spodziewać. Wszystko mogliśmy gdzieś już zobaczyć, ale i tak będziemy się świetnie bawić. Lubię oglądać horrory i choć od lat niewiele w gatunku się zmieniło, to wciąż potrafię czerpać z nich radość. Podobnie jest z fanami gatunku superhero, którzy doświadczą tu wszystkiego co pokochali w amerykańskich, komiksowych odpowiednikach. Bardzo się cieszę, że kolejna postać uzupełnia panteon polskich superherosów.

Autor: Adolf

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Bler Tom 6: Psie Imperium

Szósty tom Blera, to jednocześnie bezpośrednia kontynuacja wątków z poprzedniej części, jak i powrót do …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *