PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / [RECENZJA] Negalyod

[RECENZJA] Negalyod

Jest kilka prawd, które nie tracą na aktualności od wieków, czy choćby od dekad. Jedna z nich brzmi: wszystko jest lepsze, jak dorzucisz dinozaury. Nieważne czy robisz dzieło z nurtu postapo, czy kręcisz film o jakimś księdzu. Dinozaury sprzedają wszystko niezmiennie od 1993 roku. Bez względu na setting, gatunek czy sam kierunek fabularny.

Akcja rozgrywa się w fikcyjnym, postapokaliptycznym świecie, gdzie zgodnie z gatunkową kliszą, woda jest towarem luksusowym. Jedynym dostępnym źródłem są olbrzymie rurociągi biegnące przez rubieże. Przez owe pustkowia, na swoim stygimolochu wędruje młody pasterz, Jarri Tchapald wraz ze swoim stadem chasmozaurów, które odziedziczył w spadku. Pewnej nocy, Jarri jest świadkiem pościgu za tajemniczą ciężarówką, która emituje wyładowania elektryczne. Energia z pojazdu wybija całe stado Tchapalda. Młody nomada rusza do pobliskiej metropolii, tzw. ‘miasta na górze’ w celu odnalezienia sprawcy rzezi. Nie jest to zadanie łatwe, gdyż unosząca się nad powierzchnią pustyni aglomeracja jest brutalnie strzeżona przez siły Sieci, sztucznej inteligencji, która sprawuje w mieście despotyczne rządy. Podczas misji, drogi Jarriego krzyżują się z lokalnym ruchem oporu, a zadaniem pasterza staje się nie tylko pomszczenie podopiecznych, ale i obalenie ciemiężyciela.

Negalyod to autorskie dzieło francuskiego scenarzysty i rysownika, Vincenta Pierrota. Jest to komiks bez wątpienia wart uwagi. Powiem więcej, to pozycja bardzo dobra, ale pod warunkiem, że nie będziemy czepialscy. Jeżeli odrzucimy wszystkie nasuwające się skojarzenia z innymi dziełami popkultury to stoi przed nami naprawdę ciekawa wizja surowego, dystopijnego świata. Główny bohater to postać, z którą łatwo się zaprzyjaźnić. To dobre, odpowiedzialne chłopisko, które kocha swoje jaszczury, dba o nie należycie i czuje za nie ogromną odpowiedzialność, traktując to jak sprawę najwyższego honoru.

Z drugiej strony widać, że marzy mu się ‘zwyczajne’ życie, z dala od piachu, który jest irytujący i wszędzie się dostaje. Wieczory spędza na ichniejszym Tinderze i bajeruje użytkowniczki w nieco naiwny i zawiewający desperacją sposób, co tylko dodaje mu wiarygodności. Gdy traci swoje stado, zamienia się w tego niepoprawnego mściciela, który nie mierzy sił na zamiary tylko leci na wroga z gromkim ‘urraa’. Młodzian przechodzi oczywiście solidną próbę charakteru i z pasterza fantastycznie ewoluuje w dziarskiego wojownika. Jest to bardzo wyraziście ukształtowany bohater, z którym łatwo jest przybić metaforyczną piątkę. Reszta postaci drugoplanowych niestety słabo zapada w pamięć i wspominam je bardziej jako klisze niż pełnoprawnych uczestników fabuły: był stary mentor, jego zbuntowana córka, która ma początkowo mieć większe cojones niż główny bohater, no i zły typ oraz jego tajemniczy, bezcielesny zwierzchnik. Z jednej strony szkoda, z drugiej, lepszy jeden świetnie zarysowany bohater, niż drużyna wydmuszek.

A jak sprawa ma się z naszym światem przedstawionym? Myślę, że wspomniany na początku amalgamat Dinotopii i przygód Maksa Rockatansky’ego to trafne porównanie. Jednak do tej mieszanki dochodzi też sporo innych unikatowych elementów. Przede wszystkim podoba mi się, ile inspiracji kulturowych widać w projektach mieszkańców świata Negalyod. Postać Jarriego momentalnie skojarzyła mi się ze współczesnymi mongolskimi koczownikami. Mamy nawiązania do ludów bliskiego wschodu, czy północnej Afryki, zaś elementy rynsztunku wojsk Sieci przypominają dziwaczne hybrydy nieokreślonych elementów tubylczych z umundurowaniem z I Wojny Światowej. Szukanie nawiązań i skojarzeń to dodatkowa frajda z lektury. Mamy też unikatowe projekty pojazdów, które starają się łączyć elementy futurystyczne z antycznymi machinami, zwłaszcza maszyny latające, które przypominały greckie galery połączone z samolotem braci Wright.
Projekt głównego miasta, które unosi się na powierzchnią planety to kwintesencja frankofońskiej szkoły science fiction. Motyw znajomy, ale i tak zachwyca, zwłaszcza na dużych planszach.

A jak motyw dinozaurów? Nie oszukujmy się, na pewno nie jedna osoba (w tym ja) sięgnęła po Negalyod właśnie z tego powodu. Tu jestem trochę zawiedziony, gdyż pomijając aspekt wizualny, element ten nie został według mnie w pełni wykorzystany. Mamy tu znany z Dinotopii motyw porozumiewania się z gadami. Konkretnie sztukę rozumienia języka gadów, którą włada m.in. główny bohater. Dzięki temu posiada silną więź ze swoim bystrym stygimolochem. Niestety, zwierzak znika na lwią część fabuły i niewiele z tej relacji dostajemy. Jest tez inny kluczowy moment, w którym wspomniana umiejętność jest deus ex machiną dla opowieści, ale tutaj wchodzimy w spoilery. Towarzyszy mi jednak to nieprzyjemne uczucie, że dinozaury mogłyby być zastąpione innymi, choćby fikcyjnymi stworzeniami, a w wielu momentach w ogóle nie musiałoby ich być. W jednej z większych bitew, bohaterowie ruszają do walki na zwykłych koniach, co było dla mnie okrutnym zmarnowaniem potencjału. Wyobraźcie sobie armię jeźdźców na gallimimach!

Ogółem, fabuła Negalyod jest tworem bardzo przyjemnym. Lekkim, choć nieinfantylnym, z bardzo dobrym balansem akcji i ekspozycji, oraz intrygą, która pomimo ciekawego zawiązania, nie zaskakuje plot twistem. Widać też lekki pęd autora w ostatnim akcie i finał wydaje się być dość opieszały.

Pogadaliśmy o fabule, czas przejść do ilustracji i zdjąć czapki z głów. Oprawa wizualna Negalyod to uczta z dokładką na koszt gospodarza. Kreska pana Pierrota może kojarzyć się z takimi tuzami jak chociażby Moebius. Kreska jest wyśmienicie klarowna, nie przeciążona topornym cieniowaniem, czy niepotrzebnymi detalami. A jeśli o detalach mowa, to i tak jest ich niesamowicie dużo, jednak wyczucie artysty do ich rysowania mogłoby być lekcja dla niejednego giganta mainstreamu. Świat przedstawiony po prostu zachwyca. Od pustyń upstrzonych wrakami maszyn wojennych, po wioski, gdzie wielkie zauropody dźwigają ładunki na grzbietach, na wspomnianym mieście i jego olbrzymich instalacjach, kończąc. Same dinozaury są również narysowane bardzo wiarygodnie i efektownie. Jednym słowem, tym światem można się zauroczyć. Vincent Pierrot jest już artystą z nagrodami na koncie, jednak myślę, że jego kariera dopiero się rozkręca.   

Podsumowując, Negalyod to komiks naprawdę dobry. Jest to idealna lektura na ciche popołudnie. Choć nieco za krótka i lekko przewidywalna, to mimo wszystko, satysfakcjonująca. Jeżeli odrzucimy popkulturowy snobizm, który sprawia, że przejawy wtórności psują nam odbiór, to zapewniam, że każda minuta spędzona z Jarrim Tchapaldem będzie zadowalająca. Poza tym, hej… są dinozaury.  

AUTOR Rafał "Kujaw" Olejko

Lubi pisać o różnych rzeczach, ale o sobie akurat niespecjalnie. Uważa, że Man of Steel to dobry film i nienawidzi humoru w filmach Marvela, więc to wystarczający powód by go nie lubić.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Suicide Squad: Zła krew

Niesławny – zarówno ze względu na fabularne założenia, jak i na skojarzenia z nieudaną adaptacją …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *