PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Naucz mnie niszczyć – „Anihilacja” Tom 1  

[RECENZJA] Naucz mnie niszczyć – „Anihilacja” Tom 1  

Wybór wśród opowieści Marvela w Polsce rozrasta się z każdym kolejnym miesiącem. Pod koniec stycznia w księgarniach pojawił się pierwszy tom Anihilacji – serii komiksów wydanych oryginalnie w 2006 roku, opowiadających o wielkiej wojnie w kosmosie. Kto walczy z kim? O co?

Całość rozpoczyna się cztero-zeszytowym prologiem Drax The Destroyer. Tytułowy bohater znajduje się na transportowcu więziennym w drodze do Kyln – kosmicznego więzienia dla najgorszych kryminalistów. Statek rozbija się na Ziemi, w miejscowości Coot’s Bluff na Alasce; prawie wszyscy tracą życie. Ci, którzy przeżyli, chcą jak najszybciej opuścić naszą planetę. Wśród nich jest Drax, jednak w wyniku walki pomiędzy ocalałymi, umiera. Wtedy jego ciało przywłaszcza sobie Cammi – dziesięcioletnia dziewczynka. Niszczyciel powraca do życia odmieniony, a chwilę później wraz z Cammi zostaje zabrany na nowy statek transportowy.

To tyle, jeśli chodzi o wprowadzenie. Anihilacja: Prolog to początek wojny. Annihilus i jego armia ze Strefy Negatywnej przemierzają wszechświat i niszczą światy na swojej drodze. Udaje im się zniszczyć Kyln i Xandar, zabijając niemal wszystkich jego mieszkańców. Jedynymi ocalałymi są Richard Rider, Drax, Cammi oraz… Xandarski Wszechumysł. W Anihilacji: Nova Rider staje się nosicielem tego ostatniego, z całą jego wiedzą oraz mocą, która niejednego doprowadziła już do szaleństwa. W utrzymaniu jej w ryzach pomaga mu nie kto inny jak sam Drax. Nie chcę zdradzać całej fabuły tomu, ale jak się domyślacie, to dopiero początek.

Nie jest to pierwszy i ostatni raz, kiedy Marvel używa motywu całkowitego zniszczenia do odnowy uniwersum czy poszczególnych światów. Wydaje mi się, że i tym razem mamy do czynienia z takim zabiegiem. Nie chcę sobie niszczyć przyjemności czytania kolejnych tomów i wyczytać w internecie, jak cały event się kończy. Na ten moment wygląda na to, że Anihilacja robiła miejsce na coś nowego w kosmicznym uniwersum Domu Pomysłów. Szkoda tylko, że nie wpadli na inny sposób odświeżenia tej części komiksów.

Pomimo tego, scenariusze za które odpowiadają Keith Giffen, Dan Abnett oraz Andy Lanning, są całkiem dobre. Oczywiście, powielane są znane nam wszystkim (nie tylko fanom komiksów) motywy, ale skoro są one sprawdzone… to czemu by ich nie używać? Co mi się bardzo spodobało to fakt, że zwrócono uwagę na problem ludzi posiadających przerastające ich moce. Nova boi się użyć całej mocy Wszechumysłu, nawet żeby uratować innych. Co jeśli Rider straci nad sobą kontrolę i spowoduje śmierć wszystkich wokół?

Ciekawym dodatkiem do pierwszego tomu są fragmenty bazy danych Wszechumysłu. Pomogły mi sporo w zrozumieniu niektórych wątków, np. skąd wziął się Annihilus, czy kim są członkowie Korpusu Nova. Oprócz tego opisane są występujące w tym tomie postacie jak i te mające się pojawić w kolejnych. Mogę śmiało powiedzieć, że nie potrzeba być oddanym i sporo-więdzącym fanem, żeby sięgnąć po ten komiks, bo w trakcie lektury powiększamy swoją wiedzę.

Oprawa graficzna nie przypadła mi ona do gustu. Oczywiście, mamy do czynienia z trzema różnymi stylami w związku z połączeniem trzech serii w jeden tom. Jeśli miałabym wybierać to Anihilacja: Nova jest najlepszą. Odpowiedzialni są za nią Kev Walker (kolory), Rick Magyar (tusz) i Brian Reber (kolory). To właśnie barwy najbardziej mnie przekonały do tego wyboru – wybrane przez Rebera odcienie najlepiej wpasowały się w klimat całego eventu oraz miejsca, w którym się odbywają. Są ciemne, zimne. Nawet wiązki energii Novy, czy innych uczestników wydarzeń, nie należą do najcieplejszych.

Kolory June Chunga w Prologu są zdecydowanie zbyt ciemne, a rysunki duetu Scott Kollins/Ariel Olivetti przypominają mi bardziej kolorowanki dla dzieci niż komiks. Z kolei panele w Draxie Niszczycielu wyglądają, jakby ktoś przesadził z wygładzaniem w Photoshopie. Brak mi tu również jako takiej równowagi w cieniowaniu, bo miejscami jest go zdecydowanie za dużo. Za to postacie są tu zdecydowanie najlepiej przedstawione – widać, że Mitch Breitweiser (kreska) i Brian Reber (kolory) postawili tutaj na coś bliskiego realizmowi. Może to stąd ta przesada w wygładzaniu?

Pomimo kilku elementów, które nie należą do moich ulubionych czy po prostu lubianych, twórcy zdołali zainteresować mnie kontynuacją całej historii. Czy Rider nauczy się korzystać z mocy Nova, czy jest wystarczająco silny, żeby ją kontrolować? Jakie miejsce w tym wszystkim mają Drax i Cammi? I czy uda im się powstrzymać Annihilusa zanim dokona więcej zniszczenia? Pozostaje mi i Wam czekać na drugi tom od wydawnictwa Egmont.

AUTOR Maja Rybak

Chce dołączyć do składu Zaginionych Chłopców. Kiedy tylko może zanurza się w popkulturowym oceanie filmów, seriali, komiksów oraz książek. Kocha swojego syna, Tony'ego Starka, i będzie go bronić do końca życia.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Czarodziejki W.I.T.C.H. Księga 3

Trzeci tom kolekcji W.I.T.C.H. wydawanej przez Egmont Polska już na pierwszy rzut oka różni się …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *