PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Miracleman: Złota Era

[RECENZJA] Miracleman: Złota Era

Napisany przez Alana Moore’a Miracleman zdobył moje serce i obok Sandmana: Uwertury stanowi dla mnie najlepszy album wydany w naszym kraju w zeszłym roku. Nie bez powodu wspominam o Sandmanie, ponieważ scenarzysta tej serii, Neil Gaiman, jest kontynuatorem (choć to nie jest najlepsze określenie*) dzieła Moore’a. Wespół z Markiem Buckinghamem stworzyli Złotą  Erę, którą mam niekłamaną przyjemność recenzować. Czy omawiany komiks dorównuje swojemu poprzednikowi?

*Przede wszystkim należy zaznaczyć, że Miracleman: Złota Era to nie jest kontynuacją per se. To zbiór krótkich historii, które pokazują jak zmieniło się życie zwykłych ludzi po tym jak Miracleman zaczął swój plan odbudowy świata. Choć tytułowa postać pojawia się tu i ówdzie, nie jest w centrum wydarzeń. Brakuje tutaj też konkretnej ciągłości fabularnej, ale to nie o budowanie epickiej historii tutaj chodzi. Opowieści, które snuje Gaiman mają ilustrować jak zmienił się świat i – co ważniejsze – jakie miejsce w tym świecie zajmują teraz ludzie.

Nie ma się co spodziewać wnikliwych analiz socjologicznych, wręcz przeciwnie. Pierwsze skrzypce grają tutaj portrety psychologiczne bohaterów i bohaterek. To ich oczami widzimy rzeczywistość i to z ich wątpliwości, lęków, radości czy marzeń musimy sobie ułożyć szerszą perspektywę… o ile w ogóle chcemy to robić. Tak naprawdę Gaiman ani razu nawet nie sugeruje jakie pytania powinniśmy sobie stawiać, nie mówiąc już o odpowiedziach. Gra raczej rolę dokumentalisty, który stoi gdzieś z boku przyglądając się z bliska temu co ludzkie, nie zaprzątając sobie głowy tym co boskie (choć jedno z drugim się często przeplata!).

Nie znaczy to jednak, że Miracleman: Złota Era to komiks, w którym znajdziemy jakąś szarą zwyczajność. Gaiman i Buckingham stworzyli niezwykły, oniryczny świat, w którym granice między jawą a snem się zatarły. Do tego stopnia, że niektórzy bohaterowie bez większego trudu je przekraczają. Nie ma tutaj oczywistości, bo jak to możliwe, żeby świat rządzony przez „superbohatera”, który stał się bogiem, był oczywisty? Zarówno w warstwie narracyjnej jak i wizualnej łatwo czasem się na moment zgubić, ale jak już się z kimś zgubić, to tylko z dwójką autorów odpowiedzialnych za ten album.

Rysunki Buckinghama to jest absolutne mistrzostwo. Nie znajdziecie na polskim rynku wielu komiksów, które są tak różnorodne i jednocześnie tak piękne. Artysta bez większych problemów miesza style, dopasowując je do wymogów historii. Podkreśla, ale i uzupełnia klimat, przez co każda historia jest wewnętrznie spójna. Ciężko mi wybrać najlepiej zilustrowany rozdział, choć posępną Historię o szpiegach i kreskówkowe Trendy zapamiętam pewnie najdłużej. Bezdyskusyjnymi arcydziełami są natomiast okładki, również autorstwa Buckinghama. Za kolory odpowiadał natomiast D’Isreaeli i tutaj również należy oddać honory, całość wygląda fantastycznie. Samo wydanie od Mucha Comics również prezentuje się świetnie. Twarda okładka, bardzo dobre papier oraz tusz. Mnogość dodatków na końcu albumu, w tym szkice, okładki i projekty.

Nie ma co strzępić klawiszy, Miracleman: Złota Era to komiks wyjątkowy. Dzieło, które zadowoli fanów Gaimana, ale też wielbicieli poprzedniej odsłony Miraclemana. Sprawi przyjemność zarówno estetom jak i tym, którzy kochają dobrą, postmodernistyczną lekturę. Trzymajmy wszyscy kciuki, żeby Marvel porozumiał się z Gaimanem w sprawie Srebrnej oraz Mrocznej Ery. Jeśli miałyby być tak samo dobre jak Złota, już odkładam swoje pieniądze. Bo będzie warto. Tymczasem sprawcie sobie tą przyjemność i przeczytajcie recenzowany przeze mnie album. Nie pożałujecie.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Wydawnictwu Mucha Comics!

AUTOR Paweł Kicman

Miłośnik deszczu i lenistwa. Gracz i komiksiarz. Na co dzień narzeka na brak czasu i ostre zęby swojej chomiczki - Ofelii. Co drugi dzień narzeka na wszystko inne.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[NEWS] Plansze Wrześniowej Oferty Muchy

Mucha również nie próżnuje i na MFKiG przygotowała konkretny pakiet premier. Głośne tytuły i niemniej …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *