PANTEON / CYKLICZNE / ARTBOOKI / [RECENZJA] Marvel Zombies: The Covers

[RECENZJA] Marvel Zombies: The Covers

Piękny i zacny jest świat superbohaterów. Uniwersum pełne dzielnych kobiet i mężczyzn nieustannie stojących na straży sprawiedliwości. Olbrzymia moc, którą zostali obdarzeni, kierowana szlachetnymi intencjami, służy ziemskiej społeczności. Promienie wschodzącego słońca widowiskowo ogniskują na stalowych zbrojach i porcelanowo białym uzębieniu naszych zamaskowanych zbawców. Szelest peleryny, to najcudowniejszy dźwięk jaki dotrzeć może do uszu będącego w tarapatach obywatela…

Aż ciężko uwierzyć, że pożrą oni łapczywie całą populację planety i siebie nawzajem…

Jednak takie są fakty. Setki herosów, zamieszkujących tysiące komiksów Marvela, zacisnęło niecierpliwe szczęki na czaszkach ludzi, których obiecywali bronić. Klątwa żywej śmierci zaludniła wszechświat wynaturzonymi bestiami, doprowadzając w końcu do makabrycznej apokalipsy. Czy jest coś bardziej przerażającego niż spotkanie z łakomym zombie? Jasne że tak –  spotkanie z wygłodniałym SuperZombie…

Nie, to nie będzie recenzja serii komiksów Marvel Zombies. Jakiś czas temu, będąc pod wrażeniem pierwszego cyklu MZ, postanowiłem kupić artbooka kompletującego okładki zeszytowych wydań. Mam oczywiście obowiązek poinformować Was, czy był to zakup dobry.

Robert Kirkman, autor najpopularniejszej komiksowej serii dotyczącej żywych trupów The Walking Dead, postanowił w 2006 roku powtórzyć swój największy sukces, tym razem na łamach wydawnictwa Marvel. Była to myśl ambitna i ryzykowna, bo chociaż wejść dwa razy do tej samej rzeki jest łatwo, to by wyłowić z niej garniec literackiego złota, potrzeba nie lada talentu. Cóż, choć zdania na temat scenariusza serii Marvel Zombies są podzielone, to jednak okładki Arthura Suydama, które ozdabiały wydania zeszytowe, unoszą się na artystycznych obłokach wysoko ponad wszelką kontrowersją. Zombiaki Marvela były komercyjnym sukcesem. Seria doczekała się wielu kontynuacji i suplementów. Jednym z nich był wydany w 2007 roku art-book Marvel Zombies: The Covers.

Do rzeczy. Jaka jest jakość wydania? Posiadam edycję HC i muszę stwierdzić, że na „Hard Coverach” Marvela jeszcze nigdy się nie zawiodłem. Tomik wydrukowany jest na solidnym, lśniącym papierze. Grubą, czarną okładkę pokryto kolorową obwolutą, przedstawiającą Spider-Mana w „nieżyciowej” kondycji. Grzbiet nie trzeszczy, jest elastyczny i wytrzymały. Technicznie art-book jest tchnieniem doskonałości. Cóż, można nie przepadać za uniwersum super-bohaterów Marvela, ale trzeba docenić profesjonalizm z jakim firma podchodzi do publikacji markowanych swym logiem materiałów.

Zanim zobaczymy pierwsze grafiki, przywita nas krótki wstęp, autorstwa scenarzysty serii fabularnej – Roberta Kirkmana. Tekst dotyczy przemyśleń pisarza na temat popkulturowego fenomenu Zombie. Jest dość ciekawy, napisany „na luzie”. Polecam lekturę.
Główną atrakcją zbioru są oczywiście rysunki Arthura Suydama. Tworząc okładki serii, artysta wzorował się na archiwalnych numerach przygód herosów Marvela. Fakt ten został wyraźnie zaakcentowany w kompozycji artów. Lewą stronę tomu ozdabiają duże grafiki Suydama (oraz innych, epizodycznych twórców publikowanych w ramach projektu), które porównać możemy z – umieszczonymi po prawej stronie – mniejszymi, historycznymi pierwowzorami. Pośród rysowników, których prace „zombifikowano”, znajdziecie takie sławy jak Todd McFarlane, Frank Miller, John Romita, Jr., Jack Kirby, Stephen Ditko i John Buscema.

Jednak Marvel Zombies: The Covers to nie tylko seria Kirkmana. Truposze już od dawna węszyły w marvelowskich kazamatach a tom ten był idealnym pretekstem, by przypomnieć kilka zakurzonych tytułów. Tak więc kolejną sekcją art-booka jest kolekcja okładek Tales of the Zombie, których autorami są fantastyczni Boris Vallejo i Earl Norem. Znalazło się również miejsce dla coverów serii Zombie, stworzonych przez tandem grafików Kylea Hotza i Dana Browna.

Jeśli istnieje na tym świecie komiksowy artbook wart najwyższej oceny, to zdecydowanie jest nim MZ:C. Rysunki, którymi jest przepełniony – mimo pozornej odtwórczości – są ciekawe i przede wszystkim niezwykle klimatyczne. Moim zdaniem wydawnictwo powinno częściej tworzyć tego typu publikacje, fani komiksu to przecież w dużej części miłośnicy rysunku, na tę formę sztuki wyjątkowo wrażliwi. Z niecierpliwością czekam na kolejne kolekcje artów, które (miejmy nadzieję) pojawią się w harmonogramie wydawniczym Marvela.

AUTOR RWilczur

Alkohol i tytoń spływa po mnie gładko, ale komiks ściska za gardło tym mocniej, im dłużej od niego stronię. A konsekwencje zażywania wspomnianego cholerstwa są straszne, okulary na długim nosie oraz siwiejąca w zastraszającym tempie broda. Jak żyć, powiedzcie sami? Otóż jest z sytuacji pewne - całkiem przyjemne - wyjście. Ukojenie daje klepnięcie na wygodnym leżaku i zamoczenie jednej kończyny w wartkiej rzeczce polskiego fandomu komiksowego.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Outcast: Opętanie

Robert Kirkman zaskarbił sobie zaufanie czytelników komiksów na całym świecie. Jego Żywe Trupy cieszą się …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *