PANTEON / CYKLICZNE / [RECENZJA] Lis

[RECENZJA] Lis

XXI wiek, świat pogrążony w kryzysie, beznadzieja, wszechogarniający smutek, powszechna patologia. Są to czasy, w których łatwo o spisek, o drugie dno. Doszukujemy się więc złoczyńców, debatujących w ukryciu jak zniewolić ludzkość i przy okazji solidnie się obłowić. Jeśli uwierzymy w spisek Żydów, czy  Iluminatów, to musimy się zastanowić, czy przewidzieli oni nietypowe konsekwencje swoich decyzji. Nie mówię tu o charyzmatycznych liderach, żerujących na pracy i nieszczęściu innych, ale o bezpośredniej odpowiedzi na głos ulicy. Pojawienie się osoby ukrywającej twarz (i nie mam tu na myśli kiboli). Kogoś, kto nie stroni od brutalności, do tego swymi działaniami daje popalić kilku złym gościom, przez co daje nadzieję przeciętnym ludziom. Vigillante. Superbohater.

Stop. W dzisiejszym, zdemoralizowanym, przesiąkniętym kompleksami i obłudą świecie, narażanie się dla dobra innych byłoby czystym frajerstwem. Nic dziwnego, że Christopher Nolan jest przez niektórych wyśmiewany. Superbohaterowie istnieją jedynie w bajkach. To logiczne, bo przecież gdybyśmy się zastanowili jak sami wykorzystamy ewentualne supermoce – prawie na pewno – nie byłoby to związane z ubraniem stroju i ruszeniem w miasto. Nawet największy lewak lub anarchista, dobrze by przemyślał sprawę. Już w Kronikach Josh Trank odszedł od klasycznego schematu mocy i odpowiedzialności. Również Dariusz Stańczyk (scenariusz) i Jakub Oleksów (rysunek), czyli twórcy komiksowego Lisa lepiej zrozumieli to zagadnienie.

Przeciętny chłopak, który całe życie jest tak zwanym „looserem”, pełen zawiści. Ktoś taki nie może być idiotą, bezinteresownie, dla dobra innych poświęcającym swój czas i życie. Pracować trzeba, rachunki same się nie zapłacą, a pracodawca zasłania się wysokimi podatkami i nie chce podwyższyć pensji do godziwego poziomu. Dlaczego więc nie wykorzystać supermocy dla własnych korzyści? Gabryś tak zrobił. I na tym dobrze wyszedł. Jego koledzy się dorobili, zakładają rodziny. A on bez studiów, bez perspektyw, za to z wrodzonym sprytem, żyje poza systemem, gdzie też wyładowuje swoje frustracje.

Nie znaczy to, że mieszkańcy miasta pozostawieni są bez opieki. Brutalna rzeczywistość jest miejscem idealnym dla działającego poza prawem antybohatera. Czy ktoś się skarży? Tacy ludzie wykonują za innych – głównie bojaźliwych policjantów – najczarniejszą robotę. Dlatego np. taki Punisher jest potrzebny w uniwersum Marvela, a Anarky w Gotham. W zapuszczonej Warszawie z komiksu o polskim herosie podobny typ, to niemal konieczność. Bo któż ma o nas zadbać? Straż miejska? Policja? Ha! Toż to hipokryci. A na dodatek, amerykańskie komiksy maglują nam umysły wizją miliarderów, rzekomo wykorzystujących swoją fortunę, by ofiarnie odziać się w kostium/zbroję. Oni również są w tej kwestii bezużyteczni.

Dlatego właśnie tak dobrze się można odnaleźć w historii Lisa. Nie jest ona kolorowa, ale brutalnie prawdziwa, bardziej nawet niż paradokumenty Polsatu. Perfekcyjne jest oddanie patologii, o których słyszymy na co dzień: korupcji, „ciemnogrodu”, ludzkiej obojętności. Obserwujemy jak bogaci stają się jeszcze bogatsi, a biedniejsi są zmuszeni emigrować za chlebem.
Przewijające się postacie – także te ulokowane na dalszym planie – są zróżnicowane, każda ma jakiś precyzyjnie określony zestaw cech charakteru. Jednak dwójka głównych bohaterów interesuje nas najbardziej. Tytułowy Lis – który w cywilu jest klasycznym szarakiem – ma drugie oblicze. Jest złodziejem, spryciarzem wyposażonym w najlepsze gadgety. Oczywiście wcześniej skradzione.

Drugą ważną postacią scenarzysta uczynił żądnego twardej sprawiedliwości, militarnie odzianego, tajemniczego vigilante. Jego przeszłości nie poznajemy w tym numerze, ale można się domyślić, że to co zmieniło Gabrysia w Lisia, nie było bez znaczenia także w procesie projektowania tej persony. Co wyniknie ze spotkania tej dwójki? Cliffhanger pojawia się w dobrym momencie.

Mroczny street-level podkreśla doskonała szata graficzna. Widać, że nikt tu nie słodzi i nie próbuje szukać balansu przez wprowadzenie zbędnych elementów komediowych. Tu ma być brudno, a postacie mają eksponować swe najbardziej zdegenerowanej strony. Jeśli ktoś lubi amerykańską serię Alias, to bez problemu odnajdzie się w klimatach Lisa. Podoba mi się, że właśnie w takim kierunku idzie komiks. Nie ma tu dominacji manierycznej walki ze złem, czarne wcale nie jest czarne, a zastosowane schematy nie sprawiają wrażenia kompletnie ogranych. Wierzę, że w dzisiejszych czasach tego właśnie potrzeba, by przyciągnąć fana superbohaterów. Lis zrobił to dobrze i zyskał moje zainteresowanie.

Autor: Adolf

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Bler Tom 6: Psie Imperium

Szósty tom Blera, to jednocześnie bezpośrednia kontynuacja wątków z poprzedniej części, jak i powrót do …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *