PANTEON / CYKLICZNE / [RECENZJA] Lis #4: Obława

[RECENZJA] Lis #4: Obława

W życiu każdego z nas przychodzi dzień, w którym musimy stawić czoła wszelkiej maści przeciwnościom losu. Trudny egzamin, rozmowa o pracę i tak dalej. Przed każdym tego typu wydarzeniem wiele osób ogarnia zapewne wewnętrzny strach, z którego rodzi się myśl o ucieczce. Odwrót jednak nie rozwiąże naszych kłopotów, przynajmniej nie wszystkich. Prędzej czy później będziemy zmuszeni stawić im czoła. Dokładnie tak, jak uczynił to Gabriel na łamach czwartego zeszytu polskiej serii komiksowej zatytułowanej – Lis.

Historia opisana w części czwartej, czyli Obławie, stanowi kulminację dotychczasowych wydarzeń  serii.  Policja, dostaje cynk o potencjalnej kryjówce niebezpiecznego Strażnika i rusza, aby raz na zawsze zakończyć jego krwawe akcje. Tropem podąża również nasz tytułowy superheros – Lis. Kiedy w końcu wszyscy spotykają się w jednym miejscu, dochodzi do ostatecznego starcia, w którym każda ze stron odegra ważną rolę.

Niejednokrotnie przylepiałem Gabrielowi łatkę polskiego Spider-Mana, najnowszy zeszyt, traktujący o jego przodach, udawania, że porównanie to pasuje bardzo dobrze. Sposób poruszania się, a także sama walka, od razu przywodzi na myśl postać Petera Parkera. Nawet jego przeciwnik wygląda w tym wydaniu niczym marvelowski Rhino, czy Venom. Nie znaczy to jednak, że autorom można zarzucić brak oryginalności. Najświeższe wydanie Lisa sprawia, że mimo ogromnej sympatii do innych polskich herosów, to właśnie ten bohater, zajmuje pierwsze miejsce w mym osobistym rankingu nadwiślańskich trykociarzy.


Ogromnie wyczekiwany przeze mnie, nowy twór tercetu – Dariusz Stańczyk (scenariusz), Dorota Papierska (rysunki), Jakub Oleksów (kolory), w głównej mierze poświęcony został ukazaniu konfrontacji pomiędzy Lisem, a jego – jak dotąd – największym nemezis. Starciu, będącym prawdziwą kwintesencją gatunku superhero. Autorzy w doskonały sposób ukazują pojedynek dwóch, nafaszerowanych sterydami nadludzi. Zabieg ten udał się tak dobrze nie tylko dzięki pewnemu, fenomenalnemu, zwrotowi fabularnemu, ale także poprzez doskonałą warstwę graficzną, która w stu procentach oddała cały dynamizm historii. Wszystko to sprawia, że Lisa #4 pochłania się niestety piorunująco szybko. Nawet za szybko, przez co lektura komiksu trwa zdecydowanie za krótko. Scenarzysta jednak nie daje nam powodu do odpoczynku po tej niedługiej przygodzie, ponieważ zakończenie zwiastuje kolejną intrygę. Cykl będzie kontynuowany.

Czwarty numer Lisa, to kolejny kawałek porządnego, polskiego komiksu superbohaterskiego. Choć jego lektura nie należy do najdłuższych, to przyjemność jest naprawdę ogromna. Zatem, jeśli wciąż jeszcze nie sięgnąłeś po tenże tytuł – znalazłeś doskonałe rozwiązanie na rewelacyjnie spędzony wieczór w zaciszu własnego domu. Naprawdę, całym swym geekowskim sercem, mocno polecam.

Chcecie wiedzieć więcej o Lisie i innych polskich bohaterach zapraszamy na stronę wydawnictwa Sol Invictus.

AUTOR Łukasz Gądek

W czasach, gdym jeszcze dziecięciem był, kiedy światło dzienne ujrzała moja pierwsza kreskówka, jeden z moich kolegów nazwał mnie "polskim Stanem Lee". Dziś, po latach, pragnę naprawdę zasłużyć na ten przydomek.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] X-MEN: Mordercza Geneza

Zróbcie coś dla mnie. Wyobraźcie sobie, że za każdą obietnicę rewolucji w uniwersum superbohaterskim dostajecie jedną …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *