PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Liga Sprawiedliwości, tom 8: Wojna Darkseida cz.2

[RECENZJA] Liga Sprawiedliwości, tom 8: Wojna Darkseida cz.2

W poprzednim odcinku Ligi Sprawiedliwości

Darkseid i Anty-Monitor spotykają się na udeptanej, amerykańskiej ziemi. Władca Apokolips pada martwy od śmiertelnego ciosu rywala. Tymczasem, Liga Sprawiedliwości nabywa nowe, potężne moce i przeistacza się w Nowych Bogów. Wonder Woman gromadzi sojuszników i organizuje ostateczne uderzenie na córkę Darkseida, Grail, będącą odpowiedzialną za rozpętane piekło.

 No i dotarliśmy do finału ostatniego boju Ligi spod szyldu New 52. Akcja od pierwszej strony toczy się szaleńczym tempie i na złapanie oddechu musimy poczekać przynajmniej do połowy tomu. Starcie z odrodzonym Mobiusem oraz ostateczna batalia z Grail to prawdziwa uczta dla miłośników trykociarskiej młocki z gatunku ‘mniej myślenia, więcej zabawy’. Do akcji wkraczają nie tylko nasi starzy dobrzy Ligowcy, uzbrojeni w nowe moce, ale także zastępy Apokolips, zjednoczone z bohaterami w celu pokonania wspólnego wroga. Deus ex machiną historii okazuje się być przymierze z nieco nadużywanym przez Geoffa Johnsa Syndykatem Zbrodni, który na łamach tej serii potężnie napsocił. Choć mam już po uszy Owlmana i jego ferajny, tak widząc ich walczących ramię w ramię z Ligą było niewątpliwie miłym doświadczeniem. Na bój z latoroślą Darkseida przybywa nawet cały Green Lantern Corps. Jednym słowem, z ósmego tomu Ligi Sprawiedliwości aż wylewa się nadmiar postaci i akcji.

Musze jednak przyznać, że nie do końca wychodzi to historii na dobre. Takie upchnięcie atrakcji w mało obszernym tomie sprawia, że zanim zdążymy się zachwycić jednym zwrotem akcji, to 2 strony dalej obrywamy kolejnym plot twistem, przez co większość zabiegów mających na celu podnieść dramatyzm i epickość historii dość szybko się rozmywa. Rozumiem, że finał runu Johnsa przed nadejściem Odrodzenia musiał być wyjątkowym epizodem, aczkolwiek moim zdaniem historii przydałby się jeszcze jeden tomik, ewentualnie trochę umiaru w faszerowaniu czytelnika nadmiarem wydarzeń. Przez to czuję niedosyt. Brak mi szerszego wykorzystania nowych mocy Ligowców. Superman dość szybko zostaje uwolniony od swoich ‘negatywnych’ zdolności. Green Lantern popisywał się mocami ‘poza kadrem’, o czym dowiadujemy się mimochodem. Ciągle nie wiem, na czym polegać miały umiejętności Shazama. Jedynie Flash, jako Bóg Śmierci i Batman na Tronie Mobiusa zostali w jakiś ciekawy sposób wykorzystani. No i Lex będzie mógł się nieco dłużej pobawić nowymi zabawkami.

Celem historii było jednak ustanowienie nowych status quo dla pewnych postaci. Jeżeli zdążyliście się zaznajomić już z zeszłorocznym one-shotem DC Universe: Rebirth, to niespodzianek tu nie uświadczycie. Jeżeli wkroczycie w Odrodzenie dopiero z polskimi wydaniami, zakończenie Wojny Darkseida będzie naprawdę intrygujące.

Wizualnie tom trzyma poziom poprzednika. Powraca Jason Fabok ze swoimi efektownymi i szczegółowymi ilustracjami, pokrytymi świetnymi kolorami Brada Andersona. Jednak w dwóch pierwszych zeszytach grafiką zajął się Francis Manapul. Choć jego praca nad przygodami Flasha z N52 nie powaliła mnie na kolana, tak ilustracje w Lidze uważam za największy plus omawianego tomu. W przypadku tych grafik bez wątpienia możemy zacząć mówić bardziej o artyzmiem aniżeli rzemiośle. Manapul pokazał tu kawał naprawdę fantastycznej, unikatowej kreski. Przede wszystkim bardzo delikatnej i prowadzonej z wyczuciem, w przeciwieństwie do grubych krech z Flasha. Ilustracje są bardzo dynamiczne.

W kilku miejscach styl Manapula bardzo dziwnie romansuje z kreską Darwyna Cooke’a, ale może to być tylko moje luźne skojarzenie. Atrakcyjność tych rysunków tkwi także w rewelacyjnych kolorach, które Manapul nałożył do spółki z Brianem Buccellato. Barwy mają malarski sznyt. Utrzymane są w raczej chłodnych, ale wyważonych paletach nieco wyblakłych barw. Dodaje to historii nieco zimnego, surowego klimatu. Szkoda, że ilustracje te mocno kontrastują z bardziej mainstreamowym stylem Faboka. Gdyby cała saga była narysowana w ten sposób, z pewnością znacznie wyżej oceniałbym Wojnę Darkseida.

Musze przyznać, że jak na wielkie zwieńczenie ośmiotomowej serii Wojna Darkseida nie rozczarowuje, pomimo niezbyt dobrego wprowadzenia. Nie jest to jednak coś, co nazwałbym godnym pożegnaniem Justice League, której losy śledziliśmy od 2011 roku. Jest to epizod, który raczej trzyma poziom poprzedników, aczkolwiek są tomy, które osobiście wspominam lepiej. Jednak finał historii i rzeczy, jakich dowiadujemy się z ostatnich kart komiksu to ciekawe wprowadzenie do nowej epoki uniwersum DC.
I w ten sposób żegnam się z moją ulubioną obok Wonder Woman serią Nowego DC Comics. Przygody Ligi spod pióra Geoffa Johnsa nie zapiszą się w historii komiksu superbohaterskiego, jako ponadczasowe dzieła, ale spędziłem przyjemnie z tymi komiksami naprawdę mnóstwo czasu i na pewno za jakiś czas wrócę do poszczególnych epizodów. Teraz pozostaje nam czekać na Odrodzenie.

AUTOR Rafał "Kujaw" Olejko

Lubi pisać o różnych rzeczach, ale o sobie akurat niespecjalnie. Uważa, że Man of Steel to dobry film i nienawidzi humoru w filmach Marvela, więc to wystarczający powód by go nie lubić.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Jonah Hex: Garbate szczęście

Nareszcie, doczekałem się! Nie mówię tu po prostu o kolejnym tomie bardzo lubianej przeze mnie …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *