PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / GRY / [RECENZJA] Life is Strange

[RECENZJA] Life is Strange

Uwielbiam to uczucie, gdy popkultura daje się „czuć”. Lektura książki i następujące po niej dziwne wrażenie, że wszystko opowiada nam przyjaciel siedzący tuż obok. Seans filmu i kuriozalna pustka, nadchodząca po napisach końcowych, niedosyt, pragnienie doświadczenia „czegoś więcej”. Trudność pożegnania się z ukochanym, dziesięciosezonowym serialem. To domeny popkultury XXI w., bo mam wrażenie, że ambicje twórców z czasem rosną. Gry komputerowe od zawsze odrywały się od tego kanonu dostarczając w dużych dozach rozrywkę opartą na mechanice, a rzadziej chlubne historie. Poprzednia generacja konsol zmieniła wszystko raz na zawsze. Na półkach sklepowych zaczęło się pojawiać coraz więcej gier stawiających przede wszystkim na fabułę, odsuwając na dalszy plan grywalność. Właśnie dlatego Life is Strange to tytuł, w którego powinien zagrać nawet niedzielny gracz.

 Life is StrangeŻycie jest dziwne. W szczególności życie nastolatków.

Wcielamy się w postać osiemnastoletniej Maxine „Max” Caufield (tak, Caufield, bo przecież żadna historia o nastolatkach nie może obyć się bez nawiązań do Buszującego w zbożu), uczennicę naukowo-artystycznej Blackwell Academy, która każdą wolną chwilę poświęca fotografii. Po nieudanej lekcji ze swoim ulubionym nauczycielem i mentorem Markiem Jeffersonem, zakłada słuchawki na głowę i w pośpiechu rusza do toalety. Tam, nadarza jej się okazja do zrobienia perfekcyjnego zdjęcia, do pomieszczenia wlatuje niebieski motyl. Chwilę po udanej sesji do toalety wpada Nathan i Chloe, przyjaciółka Max z dzieciństwa. W gniewie chłopak zabija niebieskowłosą dziewczynę, a spanikowana Maxine odkrywa, że ma niezwykłą moc – potrafi cofać czas. Chwilę po całym zajściu bohaterka budzi się w klasie i staje się dla niej jasne, że ma za zadanie uratować Chloe.

Największym atutem i zarazem  największym faux pax Life is Strange są bohaterowie. Z jednej strony dają się lubić, potrafią wywołać współczucie u gracza, ale także żal i złość, wrażenie niesprawiedliwości. Z drugiej są trywialni aż do bólu i przypominają postacie z KAŻDEGO filmu, czy serialu o nastolatkach. Główna bohaterka jest rozbitkiem życiowym, który nie zrobił niczego złego w ciągu swej dotychczasowej egzystencji. Jest po prostu nieco „dziwna”, nie ugina się przed pociskami ciosanymi przez rówieśników, a przyjmuje je na pierś z lekko zmieszaną miną. Max nienawidzi swojego imienia i bogatych snobów przechadzających się z lekkością po korytarzach szkoły, podczas gdy osoby, którym dokuczają siedzą zamknięte w łazience i leją łzy.

Max powinna być niezwykła, ale jest taka, jak każda inna postać z gatunku teen-drama – nudna i banalna. Nie liczcie na to, że każdy może zagrać tą postacią inaczej. Nieważne co wyleci z jej ust, wszystko i tak jest do siebie bliźniaczo podobne. Zapałanie nienawiścią do bohaterki jest równie ciężkie, co czucie do niej sympatii, szkoda, że Dontnod Entertainment nie pokusiło się o coś ambitniejszego.

Dziwny jest ten swiat – jak śpiewał Czesław Niemen

Stworzenie reszty postaci musiało być naprawdę łatwe. Na spotkaniu twórców ktoś wyciągnął notes i na szybko spisał przestarzałe toposy i archetypy, które koniecznie muszą znajdować się w KAŻDEJ młodzieżowej produkcji. Snob niedoceniany przez rodzinę, wredna dziewczyna, która w środku jest dobra, stereotypowy do granic możliwości geek, pretensjonalny fotograf, wredny ojczym, oprych który nie jest „aż taki zły” jakim się wydaje na pierwszy rzut oka… Mogłabym wymieniać tak bez końca. Szkoda, że mimo dbałości o kwestie fabuły postacie zostały potraktowane po macoszemu. Przecież kluczem do stworzenia idealnej opowieści są realistyczni bohaterowie! Jak mam wczuć się w coś tak stereotypowego i ogranego?

Wielkim plusem gry jest to, że nawet mimo szablonowych postaci, dialogi są bardzo wyraziste i autentyczne. Nie brak żartów, fantastycznych nawiązań do popkultury i gier słownych. Cała otoczka Blackwell High, robienie zdjęć, możliwość zaczepienia kogokolwiek, odczytywanie smsów i przeglądanie kartek pamiętnika nadaje całości wyrazu. Chciałabym, żeby w każdej grze tak dbano o szczegóły. Nie można powiedzieć tego samego o wyglądzie postaci. Akcja rozgrywa się w tydzień, więc wydawałoby się, że będą się przebierać. No i w sumie to robią, zmieniając kolor koszuli czy swetra. Wiem, że to tylko igła w stogu świetnych motywów, ale bardzo mnie to gryzło.

Tuż po mignięciu ekranu początkowego, Life is Strange ostrzega gracza przed nieostrożnymi wyborami – tutaj każda decyzja ma mieć znaczenie. Ukończyłam już wiele gier obiecujących „efekt motyla”, ale słowa większości twórców trzeba potraktować jak wybieg marketingowy. Tak samo jest w tym przypadku. Jeden na kilka wyborów ma swoje odbicie w rzeczywistości wykreowanego świata, a i tak najczęściej nie wnoszą one zbyt dużo do fabuły. Oczywiście jest kilka wyborów głównych, które charakteryzują się tym, że podczas ich podejmowania ekran jest zamazany. Mimo to nie łudźcie się, że można tę grę wywrócić to góry nogami.

Nie wszystko w tym świecie jest tak piękne, jakim się wydaje pierwszy rzut oka.

Life is Strange, gra której nie tworzy gameplay, a zręcznie napisana, niepowtarzalna fabuła, dlatego polecam za bardzo nie przykładać do niego uwagi i cieszyć się przekazem. Mimo wielu wad, zastosowanych klisz, LiS to jedna z najlepiej napisanych historii o nastolatkach poruszających problemy rodem z dramatu. Gra błyskotliwie dotyka wielu poważnych tematów takich jak homoseksualizm, niepełnosprawność, gwałt i samobójstwo podrzucając graczom pod nos nauki, które można wprowadzić w życie. Ba, choć pewnie narażam się na niemały lincz uważam, że Donwod zrobiło to o wiele lepiej niż Netflix i ich Trzynaście Powodów. Z roku na roku Life is Strange będzie starzeć się coraz bardziej, dlatego jeśli lubicie seriale, małomiasteczkowy klimat oraz suspens i jesteście gotowi przymknąć oko na parę głupotek – nie czekajcie!

AUTOR Maja Głogowska

Osiemnastolatka bezgranicznie zakochana w popkulturze. Marzy o tym, żeby więcej osób czytało Archie Comics, poczuło o co chodzi Lynchowi i Koreedzie i choć trochę doceniło Nintendo.

PRZECZYTAJ TAKŻE

Komiksy i Groza w Grach – Aktualności, Zwiastuny, Ciekawostki.

Jestem wiernym widzem targów E3, odkąd skończyłam dziesięć lat. Co roku z pełną ekscytacją siadam …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *