PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / [RECENZJA] „Legion”, odcinek 1

[RECENZJA] „Legion”, odcinek 1

Legion był wyczekiwany z niemałym zaciekawieniem i można nawet zaryzykować stwierdzenie, ekscytacją. Od lat dostajemy filmy w Uniwersum X-Men, które może i opowiadają ciekawe historie, ale czasami też rozczarowują fanów. Przyszła jednak pora na serial telewizyjny i wszyscy zastanawiali się, czy będzie on inny? Tak samo rozczarowujący? Czy może będzie to cokolwiek innego? Już teraz mogę Wam powiedzieć, że czegoś takiego w ekranowym świecie Marvelowych mutantów jeszcze nie było.

Pierwszy odcinek zaczynamy szybciutką, bo kilkuminutową podróżą przez czasy dziecięce i nastoletnie głównego bohatera. David Haller był zwykłym dzieckiem – niczym się nie wybijał, nie miał ponadprzeciętnych zdolności. Szybko jednak okazało się, iż chłopak ma problemy. Jako nastolatek zaczął sprawiać kłopoty, wydalono go z college’u. Podczas jednego z buntowniczych wyskoków został złapany przez policję. To, co zrobił z radiowozem (spoiler: wysadził szyby od środka) zadecydowało o jego hospitalizacji. Przepisane leki, pobyty w szpitalach…

Po tych przebłyskach mamy już do czynienia z Davidem, kiedy ten znajduje się w szpitalu psychiatrycznym Clockworks. Nie trzeba długo czekać, aby poznać źródło całego zamieszania w życiu naszego bohatera. Syd pojawia się znienacka, jest dziwna, nie pozwala się nikomu dotknąć. Podczas jej pierwszej sesji grupowej zostaje dziewczyną Davida. Para spędza ze sobą każdą wolną chwilę, ani razu się nie dotykając. Dopiero kiedy Sydney zostaje wypisana, Haller decyduje się ją pocałować i… tu zaczyna się cała akcja, której zdradzać Wam nie będę.

Oglądając ten pierwszy epizod miałam wrażenie, że jestem na narkotykowym haju. Migające sceny, pomieszanie przebłysków przeszłości z teraźniejszością i przyszłością, która szybko przechodzi w nową teraźniejszość. Miałam wrażenie, że cała historia jest nam pokazywana, jakbyśmy sami byli Davidem. Davidem, który sam czasami nie wie, co jest prawdziwe a co nie. Po tylu latach hospitalizacji, gdzie na co dzień lekarze wpajali mu, że jego problemy są wynikiem choroby psychicznej, biedak nie wie, co ze sobą zrobić. Wie tylko, że jest znudzony.

Pomimo tego, gdzieś w środku, Haller wie, że tak naprawdę nic mu nie jest. Wie, że leki tylko tłumią głosy w jego głowie i wizje. Wie, że bez nich mógłby również poruszać obiektami wokół siebie, jednak wie już też, co powinien mówić, a czego nie. I wie też, że może spędzić w szpitalach psychiatrycznych resztę życia. Dopiero kiedy pojawia się Syd, kiedy dochodzi do pocałunku i kiedy okazuje się, że ma ona moce… Dopiero wtedy David powoli zaczyna rozumieć, co się z nim dzieje.

Realizacja pierwszego odcinka, pokazania nam wstępu do tak, pokuszę się o użycie tego słowa, psychodelicznej historii wypadła całkiem dobrze. Bardzo zgrabnie wkomponowano retrospekcje, przy ujęciach też nie miałam się do czego przyczepić. Scena w kuchni, kiedy David ma jeden z incydentów i całe wyposażenie wylatuje z szaf i kręci się wokół niego… majstersztyk. Tak dobrze nakręconej sceny nie było nawet w X-Men 3, kiedy Jean/Phoenix pozbyła się Profesora Xaviera w swoim rodzinnym domu. Naprawdę, jest na czym zawiesić oko, moi drodzy.

Mamy tu również dwie organizacje: rządową – na pierwszy rzut oka tą złą, oraz taką, która składa się z innych mutantów. Mam tu jednak dziwne wrażenie, ze w przypadku tej drugiej możemy mieć do czynienia ze skrajnym poglądami, jak to było w przypadku Magneto; albo ludzie są po naszej stronie albo nie.

Dan Stevens nie zawiódł w głównej roli. Bardzo dobrze przedstawił rozdarcie Davida i jak bardzo jest on zdezorientowany tym, co się wokół niego dzieje. Nie trudno mu jednak było przyzwyczaić się do mocy innej mutantki, co tylko potwierdza to, co napisałam wcześniej – że nasz główny bohater zdaje sobie sprawę, że to nie choroba. Jest jeszcze moja kochana Aubrey Plaza, która gra przyjaciółkę Hallera w Clockworks. Jej przedstawienie Lenny pokazuje, jakie skutki mogą mieć narkotyki, jednak zarazem wprowadza dosyć lekką atmosferę, ponieważ czuć od niej optymizm.

Jako widz nie jestem osobą wymagającą, dopiero po czasie dostrzegam minusy, słabe punkty. Legion jak na razie jest niezwykle zagmatwany, ale czego możemy oczekiwać od serialu, który oglądamy w pewnym sensie z punktu widzenia głównego bohatera, który ma tak niepoukładane w głowie? Przyznam się, że czekam z niecierpliwością na drugi odcinek, bo to co obejrzałam w pierwszym było naprawdę ciekawym przeżyciem. Czekam na więcej takich tripów.

AUTOR Maja Rybak

Duża fanka Jakuba Ćwieka, chce dołączyć do składu Zaginionych Chłopców. Kiedy tylko może zanurza się w popkulturowym oceanie filmów, seriali, komiksów oraz książek.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Daredevil: Nieustraszony tom 1

Wiele czynników złożyło się na to, że Daredevil jest dzisiaj moim faworytem wśród komiksowych herosów. Już …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *