PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Kingsman Tom 1

[RECENZJA] Kingsman Tom 1

Niewiele jest twórców w obecnym mainstreamie, których darzę tak ogromnym zaufaniem jak Matthew Vaughna. Choć żadnego z jego dzieł nie nazwę arcydziełem, nie zdarzyło się abym wychodził z kina niezadowolony. Nawet słabsze produkcje oferują  dość rozrywki, by zapomnieć o szarym świecie, istniejącym poza salą kinową. Skąd ten wstęp? Ponieważ nasz wirtuoz zabawy działa również na polu komiksu, gdzie bardzo często ma w swoim pobliżu Marka Millara, scenarzystę omawianego dzisiaj tomu. Ci dwaj panowie usiedli pewnego dnia w dogodnej lokacji i po dłuższej rozmowie stworzyli zarys nowej historii, dotyczącej tajnej organizacji zrzeszającej najlepszych agentów specjalnych oraz szkolącej ich następców. Ale każdy z nich postanowił pchnąć historię w nieco inny rejon i wykorzystać odrębne wątki fabuły, elementy designu. I choć będę się starał nie sięgać po film Vaughna omawiając dzieło Millara, nie obiecuję, że nie zdarzy się to raz, czy dwa.

Eggsy jest everymanem, mieszkającym w jednej z biedniejszych dzielnic gdzieś w Wielkiej Brytanii. Ma kochającą, ale niezbyt umiejętnie to okazującą matkę, niezwykle szemranego ojczyma i młodszego brata. Rutyna, szarość i brak perspektyw, doskonale to znamy. Ale ni stąd, ni zowąd pojawia się jego stryj – Jack London, który mimo pozorów okazuje się nie być nudnym i bogatym bankowcem. Światu zagraża tajemniczy szaleniec, a organizacja, dla której pracuje London zdaje się być jedynym co może go powstrzymać. To też widzieliśmy nieraz. Oczywiście nasz protagonista zdaje się być idealnym kandydatem na nowe stanowisko.

Jak sami widzicie schematów mamy tutaj co niemiara. Zatem w intencji scenarzysty jest nadać całej opowieści odpowiedni spin. Przyprawić ją nieco, aby nie wydawała się nam wtórna, czy nużąca. Jednakże Millarowi chyba zabroniono w tym duecie porywać się na coś takiego. Jego wersja Kingsman to zaskakująco powtarzalna publikacja, która nie zaskakuje czytelnika w żadnym akcie. Konstrukcja fabularna, zachowanie bohaterów, czy śmierć odpowiedniej postaci w odpowiedniej chwili. Całość co prawda jest w stanie zatrzymać czytelnika przy lekturze od początku do końca, jednakże od pierwszych stron wiemy co się stanie, kiedy się stanie i dlaczego się stanie. Dlatego ciężko mi wyobrazić sobie sytuację, w której ponownie sięgnę po pierwszy tom komiksu Millara. Pozostawię go w kolekcji, jednakże zginie pod lawiną innych, o wiele ciekawszych publikacji.

Zaskakująco nijakie w komiksie są też postacie. Nie tylko te najważniejsze. Żaden z dalszych planów nie potrafi przyciągnąć ciekawym profilem, czy pojedynczym zwrotem fabularnym. Mógłbym ponownie mówić o schematach, z którymi zapoznał się każdy z nas we wszelakich mediach, ale tutaj sprawa stanowi jeszcze większy problem. Bo teoretycznie rzecz biorąc, to co znane zawsze się sprzeda, ludzie oczekują pewnej powtarzalności. Jednakże tam gdzie na przykład seria filmów o Jamesie Bondzie próbuje rozbić rutynę pewnymi nowinkami, Kingsman zupełnie to olewa. Nie pozwala sobie na absolutnie żadną swobodę, czy choćby mrugnięcie okiem. Panowie, macie robić pastisz historii szpiegowskich! A nie syntezę tego, co w nich najgorsze.

Nasi bohaterowie wydawaliby się nijacy nawet gdyby mieli być statystami. Ba, nawet gdyby mieli dosłownie robić za tarcze strzelnicze dla młodych rekrutów. Jeśli jednak bylibyście w stanie wyciągnąć z nich jakieś istotne elementy charakteru, czy bawiłby was jakiś żart padający z ich ust? dajcie mi znać. Możliwe że wiele mnie omija.

Wiecie co… Jednak nie dam rady. Nie sposób trafnie ująć moje rozczarowanie, bez wzmianki o tym jak powinno się ten materiał ugryźć. Zamieszany w komiks Matthew Vaugh postanowił zrealizować swoją własną wizję tego, jak Eggsy powoli stawał się wytrenowanym agentem. W wybitnie angażującym filmie świadomym gatunku w jakim się porusza, wszelakich klisz jakie kino zdążyło już wykreować  i potrafiącym gustownie je wyśmiać. Pamiętajmy że pastisz, czy ogólnie pojęta parodia wywodzi się z sympatii lub przynajmniej szacunku do materiału źródłowego. W komiksie Millara nie dość, że nie ma żadnego z powyższych, to wydaje się jakby nie było tam nawet zainteresowania tematem. Dodatkowo, dzieło Vaughna wykreowało o wiele więcej godnych zapamiętania postaci, które i bez talentu aktorskiego Stronga, Firtha, czy Egertona miałyby ogrom potencjału. Plus, o wiele ciekawszy i dający wielką frajdę z podziwiania jego działań złoczyńca. A kto stał za tym wszystkim w komiksowej wersji zapomniałem zaraz po lekturze.

Ale żeby nie pluć czystym jadem, pozwolę sobie docenić oprawę graficzną. Prace Dave’a Gibbonsa cenię sobie od momentu, kiedy po raz pierwszy w moje ręce wpadli Strażnicy. Nie inaczej jest tutaj. Chociaż nieco bardziej współczesny sposób kolorowania miejscami nadawał kadrom pewnej sztuczności, w skali całej opowieści jest to minimalny zarzut.  Całość jest szczegółowa, dobrze rozplanowana i z poświęca odpowiednią porcję uwagi mimice postaci i ich ekspresji.  Niestety sceny akcji jakoś zlały mi się w bezkształtną masę, z której nie pamiętam ani jednej bitki. Ale nie można mieć wszystkiego.

Oczywiste wnioski, Kingsman Marka Millara to istna symfonia zmarnowanego potencjału. Brakuje tutaj świeżości i bezpretensjonalności znanej między innymi z jego poprzedniego tworu, czyli komiksu Kick-Ass. Martwi mnie, że po niemałym sukcesie historii o Dave’ie Lizewskim autor nie potrafi już wziąć swojej opowieści w żaden nawias. Nie pozwalając sobie na wolność, ogranicza się nie tylko samego siebie, ale i czytelnika. A czy to nie dla nich pisze się te fabuły?

AUTOR Chester

Ten koleś, który póki co niczego nie osiągnął, ale ma parę planów i lubi dzielić się swoją opinią.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Bękarty z Południa Tom 1

Nie ukrywam, że po Bękartów z Południa sięgnąłem bez wahania. Za serię odpowiada w końcu Jason …

3 komentarze

  1. Jak można się z kimś skontaktować na tej stronie?

  2. Bo już chyba z miesiąc czekać na odpowiedź

  3. Prosimy o kontakt (tak jak w zakładce „O Stronie i Redakcji”):
    – na nasz adres e-mail: [email protected]
    – przez nasz profil na Facebooku: https://www.facebook.com/panteon.hm/

    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *