PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Jughead #1-11

[RECENZJA] Jughead #1-11

Każdy miłośnik serii od AC lubi Archiego, ale nie ma co ukrywać, jednocześnie UWIELBIA Jugheada. Twórcy komiksów zdali sobie z tego sprawę mniej więcej osiem lat po debiucie owych bohaterów i właśnie wtedy najlepszy przyjaciel „ryżego” chłopaka dostał swoją solową serię. Ta, przetrwała do dziś i jest jednym z najdłużej wydawanych komiksów o drugoplanowym bohaterze. Tuż po reebocie głównej serii, zaszczyt napisania i narysowania Jugheada przypadł Chipowi Zdarsky’emu i Erice Henderson. Później pałeczkę przejęli Ryan North i Derek Charm. Kto poradził sobie z tym brzemieniem lepiej? Czy Jughead po 76 latach potrafi rozbawić czytelnika?

Pierwsze sześć zeszytów obejmuje historie przejęcia liceum Riverdale przez nowego, totalitarnego wręcz dyrektora – Stangera. Lekcje latania dronami, bardzo ciężki „wuef” i nowa kadra nauczycielska, może i Jughead przymknąłby na to wszystko oko, gdyby nie reforma rzeczy bardzo bliskiej jego sercu – stołówki. Zamiast przepysznych burgerów, spaghetti, lasagne, czy pizzy bohaterowie muszą siłować się z szarą breją pełną „składników odżywczych”. Juggy ogłasza wielką wendettę i snuje teorie, że Stanger zamienił szkołę w ośrodek szkoleniowy agentów.

Przez sześć zeszytów odwiedzamy różne zakamarki umysłu bohatera. Raz śni o tym, że jest bohaterem Gry o Tron, innym zaś wyobraża sobie siebie jako pirata, agenta spod kryptonimu R.I.V.E.R.D.A.L.E, policjanta podróżującego w czasie i przez finalne, dwa zeszyty – superbohatera. Fabuła Jugheada wygląda tak jakby Chrip Zdarsky pociął komiks o Archiem na małe kawałeczki i zabrał z niego tylko to, co mu się podoba, a do kosza wrzucił całą resztę. W zeszytach 1-6 nie znajdziemy ani trochę prawdziwych, młodzieżowych problemów (no chyba, że coś takiego dzieje się w waszej szkole/miejscu pracy, w takim wypadku koniecznie dajcie znać!), a luźną komedię. Ta, choć mnie nie rozbawia do łez, uśmiech na twarzy wywołuje. To co przykuło moją uwagę to dialogi, które podobnie jak w innych, nowych komiksach z tego wydawnictwa są napisane bardzo zgrabnie. To one są największym walorem serii.

Erica Henderson ma bardzo charakterystyczny styl, do którego trzeba się przyzwyczaić. Rysowniczka wpada w skrajności, jej bohaterowie mają albo bardzo małe oczy albo zbyt wyłupiaste. Bardzo szerokie twarze, albo przesadnie wąskie. Nie ma tu żadnego „środka”, dążenia do normalizowania kreski. Jeżeli czytaliście serię The Unbeatable Squirrel Girl nie powinniście mieć z tym problemów, ale jeśli nie, ostrzegam, czerpanie z rysunków pełnej przyjemności wymaga pewnego przyzwyczajenia. Na początku jej grafiki bardzo mnie odrzucały, ale im dalej w las, tym bardziej byłam do nich przekonana. Zanim się obejrzałam, serię przejął Derek Charm i – wierzcie lub nie – zatęskniłam za jej „brzydkimi” kadrami!

Zeszyty 7-8 to pożegnanie Chipa Zdarsky’ego i przejęcie rysowniczych sterów przez Dereka Charma. Archie i Jughead wybierają się na krótkie wakacje do domku letniskowego Diltona, ale i tam bohaterów nie opuszczają kłopoty. Okazuje się, że tuż obok domku trwa wielki zjazd rodziny Mantle. Seria nie spuszcza z tonu ani na minutę i nawet ta, bardzo prosta (i przypominająca klasyczne komiksy o Jugheadzie/Archiem) historia potrafi rozśmieszyć.

Rozdziały 9-11 to kolejna mini-historia. W niej poznajemy Sabrinę Nastoletnią Czarnownicę (jakbyście nie byli pewni – tak TĘ Sabrinę, którą mogliśmy oglądać lata wstecz na Polsacie. Bohaterka jest częścią Archie Comics) i paradoksalnie, to te zeszyty spodobały mi się najbardziej, mimo tego, że służyły jedynie przypomnieniu czytelnikom o postaci. Jughead to wciąż niemalże stuprocentowa komedia, ale Sabrina wprowadziła wątek paranormalny i obyczajowy, który zgrabnie wpisuje się w fabułę.

Nieważne, czy szukacie lekkiej, niezobowiązującej serii, czy czegoś do czego będziecie wracać z wypiekami na twarzy co miesiąc. Jughead spełnia obydwa warunki. To jedna z najlepszych komediowych serii na rynku. Jedyną rzeczą, która może Was zniechęcić są rysunki, ale zarówno do Erici Henderson jak i do Dereka Charma można się przyzwyczaić. Ba, można ich nawet polubić, ale na to potrzeba czasu!

* Jughead już wcześniej podróżował czasie. Zeszyt drugi to nawiązanie do serii Jughead’s Time Police. Archie był agentem spod kryptonimu R.I.V.E.R.D.A.L.E.

AUTOR Maja Głogowska

Nastolatka wychowana przez Hollywood. Uwielbia szeroko pojętą popkulturę i sztukę. Jeżeli spotkalibyście się na ulicy pewnie gloryfikowałaby Nintendo i gry ekskluzywne Playstation, a jakbyś poprosił ją o polecenie filmu to zasugerowałaby seans "The Florida Project". Wierny żołnierz batalionu Archie Comics.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Ciemność Nad Miastem

Chyba wszyscy, bez względu na dzielące nas różnice światopoglądowe, religijne czy moralne, powinniśmy się zgodzić …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *