PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Jonah Hex: Tylko zacni umierają młodo

[RECENZJA] Jonah Hex: Tylko zacni umierają młodo

To już czwarte spotkanie ze szpetnym rewolwerowcem spod znaku DC Comics. Pomijając świetny tom pierwszy, poprzednie części cyklu nie zachwycały, i pomimo ogólnej sympatii do pana Hexa, miałem wielką nadzieję, że Tylko zacni umierają młodo skoczy w końcu na wyższy poziom. Czy tak się stało? No, niestety nie.

Tom czwarty kontynuuje tradycję serii jako kompilacji krótkich opowieści, powiązanych ze sobą bardzo luźno, tudzież wcale. Uzupełniając swoją wiedzę na temat Dzikiego Zachodu odkryłem, iż jest to zabieg mający na celu upodobnić strukturę serii do tzw. „opowieści groszowych„, zbiorów nowelek o rewolwerowcach, bardzo popularnych w XIX-wiecznych Stanach Zjednoczonych.

Tym razem będziemy świadkami porachunków Hexa z lokalnym biznesmenem, którego bratankowie zginęli z ręki łowcy. W innym epizodzie, Jonah miesza się w konflikt Thomasa Edisona i Nikoli Tesli. Czy wreszcie historia, w której nasz eks-konfederat z Bat-Lashem i El Diablo u boku, stanie twarzą w twarz siłami nadprzyrodzonymi.

Choć za każdą historią stał naprawdę ciekawy pomysł, to niestety muszę przyznać, że niektóre epizody w tym tomie zaliczyły znaczny spadek jakościowy. Tyczy się to szczególnie pierwszych dwóch historii. Obie wydają się niezdarnym zlepkiem przynajmniej dwóch pomysłów, które na kilkunastu stronach układają się w dezorientujące skakanie po scenach. Czytelnik będzie łapał się za głowę próbując poskładać sobie wydarzenia w logiczną całość. Zahaczamy nawet o spore dziury fabularne, sugerujące na przykład, że Jonah posiada healing factor niczym Wolverine – w jednej ze scen, napastnicy łamią łowcy palce, zaś na kolejnych kadrach, dłonie naszego wojaka są już w pełni sprawne.

Epizody zdają się być pisane na szybko. Zupełnie jakby twórcy zdawali sobie sprawę z objętej konwencji krótkich fabuł, a mimo to nie mogli się powstrzymać przed upychaniem w nich każdego pomysłu, jaki przyszedł im do głowy. A szkoda, bo niektóre wątki w tym tomie są naprawdę ciekawe i część z nich, jak na przykład epizod z Edisonem, to materiał na cały tom. Na szczęście, ostatnie dwie opowieści bardzo przypadły mi do gustu i przywołały miłe skojarzenia ze świetnym Obliczem pełnym gniewu.

Czy w warstwie graficznej czekają nas jakieś atrakcje? No, cóż… ponownie zobaczymy tu dość słabe rysunki Phila Noto, przypominające ilustracje Fiony Staples… tylko pozbawionej talentu. Powraca także Jordi Benet ze swoim krzaczastym, kreskówkowym, ale mimo wszystko, bardzo klimatycznym stylem. Nową postacią w poczcie rysowników przygód Hexa jest David Michael Beck, odpowiedzialny za ostatnią opowieść. Beck serwuje nam bardzo atmosferyczną, widowiskową, okraszoną malarskim sznytem ucztę dla oka. Prawdziwy rodzynek w tym tomie.

Reasumując, Tylko zacni umierają młodo być może zadowoli osoby, którym seria Palmiottiego i Graya przypadła do gustu i każdy poprzedni tom dał satysfakcję z lektury. Aczkolwiek, nie zdziwiłbym się gdyby po odłożeniu tego tomu ktoś poczuł zmęczenie serią i postanowił zakończyć swoją przygodę z Hexem. Bądź, co bądź, to już trzeci tom, który trzyma równy, choć niewysoki poziom. Ja osobiście na tyle zaprzyjaźniłem się z posępnym kowbojem, że wciąż daję tej serii szansę.

AUTOR Rafał "Kujaw" Olejko

Lubi pisać o różnych rzeczach, ale o sobie akurat niespecjalnie. Uważa, że Man of Steel to dobry film i nienawidzi humoru w filmach Marvela, więc to wystarczający powód by go nie lubić.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[NEWS] Frank Miller w końcu napisze komiks o Supermanie

Jedną z ostatnich nowinek, jakie dotarły do nas z obozu DC na tegorocznym Comic-Conie w …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *