PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Jonah Hex Tom 3: Początki

[RECENZJA] Jonah Hex Tom 3: Początki

Jonah Hex ponownie w naszych sklepach. Po dwóch tomach wypełnionych różnorakimi perypetiami byłego konfederata, w końcu dostajemy opowieść o jego początkach. Przyznam się, że bardzo czekałem na ten tom, pomimo tego, że origin szpetnego strzelca widziałem już w serii All-Star Western czy komiksie No Way Back. Jednakże wydarzenia, które zrobiły z Jonaha tego zimnego sukinkota, to jedna z ciekawszych genez postaci komiksowych i oglądanie kolejnej interpretacji tej opowieści wciąż budzi ciekawość.

jonah-hex-tom3-poczatek-01

Osią fabularną pierwszej połowy tomu jest pogoń Hexa za pułkownikiem Ackermanem i kapitanem Fulsome, żołnierzami Unii, którzy mieli bardzo istotny wpływ w „ukształtowaniu” osobowości Jonaha. Nie chcę zdradzać zbyt wiele. Wątek służy głównie temu, by tworzyć miejsce na retrospekcje ukazujące kolejne, bardzo bolesne wspomnienia bohatera – dzieciństwo, zniszczone przez odejście matki i wychowywanie przez ojca, który nauki rodzicielskie pobierał chyba od Anakina Skywalkera, poprzez epizod z Apaczami, na Wojnie Secesyjnej kończąc. Kto nie znał do tej pory historii Jonaha Hexa, temu ta część na pewno przypadnie mu do gustu.
Druga połowa tomu wprowadza postać Tallulah Black, którą mogliśmy poznać już w All-Star Western. Origin Tallulah jest może mniej rozbudowany niż ten Heksa, ale mimo wszystko to bardzo drastyczna i dość szokująca opowieść. Dowiadujemy się także w jaki sposób skrzyżowały drogi tej pokrytej bliznami dwójki. Na koniec dostajemy krótką historię, kompletnie niezwiązaną z poprzednimi rozdziałami… i tu jest pies pogrzebany.

W przeciwieństwie do poprzednich dwóch tomów, tutaj brak powiązania zawartych w komiksie opowieści bardzo razi. Przede wszystkim są one dość nierówne. Pierwsza część jest świetna i naprawdę intrygująca, trzymająca poziom najlepszych epizodów z poprzednich tomów. Opowieść o Tallulah po emocjonującym początku staje się nijaka i dość mdła. Ostatni, krótki epizod to całkiem zgrabnie napisana historyjka o tym, jak nasz bohater nie zawsze „ratuje dzień” a czasem potrafi po ludzku, spaprać robotę. Problem w tym, że jest ona wrzucona kompletnie „z czapy” i po przeczytaniu ostatniej strony zdajemy sobie sprawę, że całość była równie spójna, co kinowa wersja Wiedźmina. W poprzednich tomach, zróżnicowane opowieści łączył nie tylko ogólny klimat ale i poziom fabularny. Tutaj brakuje tych spójności. Mimo to, gdyby przymknąć oko na fragment o pannie Black, to trzeci tom Jonaha Heksa ponownie broni się jako niezobowiązujące czytadło o uczciwym stosunku ceny do jakości.

jonah-hex-tom3-poczatek-02

Co nowego w warstwie graficznej, zapytacie? Ano, jest nieco słabiej. To znaczy rysunki są dobre. Nie pojawia się niestety świetny Luke Ross, ale też nie musimy oglądać krzaczastych maszkaronów DeZunigi. Origin Jonaha ilustruje Jordi Benet, człowiek o prostszej i lekko kreskówkowej kresce. Nie są to ilustracje wybitne, ale na pewno nie zepsują nikomu radości z lektury. Brak im jednak tej świetnej dynamiki, jaką operował Ross. Epizod o Tallulah Black zilustrował znany z poprzedniego tomu Phil Noto. Muszę mu zarzucić, że narysował najbardziej nieczytelną scenę pojedynku rewolwerowego jaka widziałem. Ostatnia opowieść spod ręki – również powracającego pod tym szyldem – Vala Semeiksa, to bez wątpienia najatrakcyjniejszy graficznie punkt programu. Choć i tak szału nie ma.

W ogólnym rozrachunku, Początki czytało mi się odrobinę lepiej niż Mściciela. Pomimo słabych momentów, ogólny poziom przewyższa zbalansowaną, choć mniej atrakcyjną zawartość tomu drugiego. Graficznie jest gorzej, ale osobiście wolę gdy historia broni się scenariuszem niż samymi rysunkami. Jonah Hex utrzymuje swój status lektury do tramwaju o dobrym stosunku ceny do jakości. Aczkolwiek, wciąż liczę na to, że seria Palmiottiego i Greya wskoczy na poziom rewelacyjnego tomu pierwszego. Niemniej jednak, po kolejny album również sięgnę z ciekawością.

AUTOR Rafał "Kujaw" Olejko

Lubi pisać o różnych rzeczach, ale o sobie akurat niespecjalnie. Uważa, że Man of Steel to dobry film i nienawidzi humoru w filmach Marvela, więc to wystarczający powód by go nie lubić.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Batman Ziemia Jeden tom 3.

Od ponad dekady w mniejszym lub większym stopniu jestem zmuszony narzekać na większość rozwiązań w …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *