PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Jonah Hex: Oblicze pełne gniewu

[RECENZJA] Jonah Hex: Oblicze pełne gniewu

Dziś łatwo jest nie lubić Dzikiego Zachodu. Opowieści o kowbojach pojawiają się w popkulturze bardzo sporadycznie i dla wielu odbiorców wydają się być nudnymi historyjkami, które mogą podobać się co najwyżej bywalcom festiwalu w Mrągowie. Zdarzają się jednak takie twory, po obcowaniu z którymi niejeden miałby ochotę założyć kapelusz, buty z ostrogami  i przytroczyć do pasa parę coltów. Następnie po porządnej strzelaninie udać się do najbliższego saloonu, by przy dźwiękach rozstrojonego pianina wychylić szklankę whiskey. Właśnie takim tworem są omawiane dziś przygody pewnego awanturnika….

Jonah Hex – gdzie prawo się kończy tam on się zaczyna. Jest to były żołnierz Konfederacji, a obecnie posępny łowca nagród. Ustalenie, czy bardziej przerażająca jest jego reputacja czy pokryta bliznami twarz, to dylemat pokroju wybrania najbardziej żenującego polskiego youtubera. Hex nie przebiera w środkach, zasady savoir vivre są mu słabo znane, a najlepiej dogaduje się z tym kto płaci najwięcej. Jedyna rzecz, o którą dba bardziej niż o dolary to walka z niesprawiedliwością wobec niewinnych.

Polski czytelnik miał już okazję zapoznać się z oszpeconym wirtuozem sześciostrzałowców dzięki świetnej serii All-Star Western wydanej w ramach Nowego DC Comics. Oblicze pełne gniewu to pierwszy tom serii z 2006 roku, za którą odpowiada duet scenarzystów Jimmy Palmiotti i Justin Gray, którzy 5 lat później napisali scenariusz  do All-Star Western właśnie. Kolejna trafna decyzja, Egmont!

Oblicze pełne gniewu zbiera 6 pierwszych zeszytów serii. Każdy z nich opowiada krótką, zamkniętą historię. Dla przykładu, w opowieści otwierającej tomik, Hex podejmuje się odnalezienia porwanego syna jednego z właścicieli ziemskich. Poszlaki doprowadzają szpetnego łowcę nagród na ślad gangu organizującego walki psów z dziećmi. W innej opowieści, Jonah bada sprawę serii rozbojów, których sprawcy pozorują działania na ataki Apaczów. Sytuacja robi się gorąca, gdy wychodzi na jaw, że w ataki zamieszany był brat lokalnego szeryfa.

Każda historia to kawałek bardzo sprawnej i wciągającej fabuły łączącej typowo westernową akcję oraz, w przypadku bardziej stonowanych opowieści, kryminalny suspens. Dziki Zachód Palmiottego i Graya jest twardy, brutalny, ciasny od latających wokoło kul i lepki od zasychającej krwi, zaś u wejścia do każdego miasta czeka komitet powitalny dyndających wisielców. Komiks nierzadko zahacza o cięższe tematy takie jak gwałt, przemoc wobec dzieci czy kazirodztwo. Jednak te niezbyt przyjemne wątki świetnie łączą się z awanturniczym charakterem godnym filmów Sergio Leone. Fabularnie, komiks trzyma równy, wysoki poziom.

Rysunki w tomie są w większości bardzo dobre. Za ich lwią część odpowiada Luke Ross. Grafika jest szczegółowa i realistyczna. Ross bez wątpienia przyłożył  się do wiernego oddania epoki. Legendarna broń jak rewolwery Colta czy strzelba Winchester wyglądają tak jak powinny, co w przypadku rysowania wszelakiego historycznego uzbrojenia nie jest niestety rutyną w amerykańskich komiksach. Sceny akcji są kadrowane na rozmaite sposoby, a onomatopeje są wstawiane z głową, co dodaje dynamiki i pozwala śledzić akcję z prawdziwym przejęciem. Postaci ludzkie są rysowane bardzo naturalnie, Luke Ross ma delikatną kreskę. Większość cieniowania spoczywa na barkach kolorysty Jasona Kietha. Ilustracje mogą przywoływać na myśl rysunki Johna Cassadaya w serii Astonishing X-Men. Sam Jonah Hex dostał od Rossa rysy Clinta Eastwooda, człowieka, którego twarz jest jednym z popkulturowych symboli Dzikiego Zachodu. Jeden z zeszytów został narysowany przez Tony’ego DeZunigę, współtwórcę postaci Hexa i, na duchy Butcha Cassidiego i Sundance Kida, jakie te rysunki są brzydkie! Kreska jest potwornie krzaczasta, przez co wszystkie postaci wyglądają jak mocno zapuszczeni kloszardzi a czasem wręcz jak zombie. W scenach akcji panuje kompletny chaos i można stracić orientację kto jest kim. Naprawdę rozumiem znaczenie występu pana Tony’ego, ale nie umiem nazywać szamba perfumerią i rysunki totalnie zepsuły mi radość z lektury tego rozdziału. Na szczęście, jest to jedyny poważny zarzut, jaki mogę wysnuć wobec tego tytułu.

Podsumowując, Jonah Hex: Oblicze pełne gniewu to jedna z najciekawszych nowości na polskim rynku komiksowym. Świetna odskocznia od trykociarzy, a z racji, że to wciąż komiks mainstreamowy to nadaje się dla nowego czytelnika. Jeżeli świat rewolwerowców to Wasz klimat, kupujcie w ciemno. Jeśli szukacie po prostu dobrego komiksu, a historie o spoconych facetach z rewolwerami niekoniecznie Was kręcą to i tak polecam dać szansę tej pozycji. Zwłaszcza, że cena jest bardzo atrakcyjna. Szczerze polecam czytać z włączoną muzyką Ennio Morricone lub soundtrackiem z gry Call of Juarez: Gunslinger. Dobra atmosfera gwarantowana. Ja tymczasem z niecierpliwością oczekuję kolejnego tomu.

AUTOR Rafał "Kujaw" Olejko

Lubi pisać o różnych rzeczach, ale o sobie akurat niespecjalnie. Uważa, że Man of Steel to dobry film i nienawidzi humoru w filmach Marvela, więc to wystarczający powód by go nie lubić.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Daphne Byrne

Tym, co często świadczy o ostatecznej jakości danego tekstu kultury, jest to, jak wytrzymuje próbę …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *