PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Jezioro Ognia

[RECENZJA] Jezioro Ognia

Od razu, żeby nie było wątpliwości – ten Matt Smith to NIE aktor odtwarzający rolę Władcy Czasu w Doktor Who. Nie jest to również redaktor magazynu 2000 AD, ani rysownik Matthew Dow Smith. Ten Matt Smith napisał i narysował powieść graficzną Barbarian Lord. Imię i nazwisko scenarzysty Jeziora Ognia nie jest tak pospolite, więc tutaj o pomyłkę trudno. Nathan Fairbairn zadebiutował w Marvel Comics jako kolorysta w Annihilation: Conquest – Starlord. Później pracował przy tytułach takich jak Guardians of the Galaxy, Wolverine, Weapon X i All New Wolverine. Miał też swój romans z wydawnictwem DC Comics (Batman Incorporated, Swamp Thing, Wonder Woman: Earth One), a ostatnio nawiązał współpracę z Image Comics (Nameless, Invincible). Jezioro Ognia to jego debiut w roli scenarzysty.

Komiks Jezioro Ognia oryginalnie został wydany w pięciu zeszytach, ale w Polsce dzięki wydawnictwu Non Stop Comics ukazał się w tytule zbiorczym. Okładka od razu zdradza wokół jakich tematów będzie krążyć opowieść – mamy tu Krzyżowców i kosmitów. Tak, aha, zgadza się. Kosmitów. Autorzy przedstawili nam swoją wizję tego, jak mogłaby się potoczyć inwazja obcej cywilizacji na ziemian w XIII wieku. Brzmi to abstrakcyjnie, ale z drugiej strony…Tematykę tę wiąże się raczej z przyszłością. Powstało mnóstwo tytułów z inwazją kosmitów, która dzieje się w przyszłości albo teraźniejszości. Nie twierdzę, że nikt tego tematu nie poruszył wcześniej, ale osobiście jeszcze nie spotkałam się z atakiem ze strony obcych w tak dalekiej przeszłości.

Wracając do okładki to sama kreska wywołała we mnie mieszane uczucia. Nie jest brzydka, absolutnie nie, ale kojarzy mi się bardziej z komiksem dla młodszych nastolatków, a do takiego Jeziora Ognia zaliczyć nie można. Im dłużej czytałam tym mniej zwracałam na to uwagę. Jako dodatek, na ostatnich stronach wydania twórcy dorzucili projekty postaci, okładki alternatywne, plakaty, a także okładki poszczególnych numerów serii.

Co zaś się tyczy samej historii, jak już wspomniałam wcześniej – tematyka dość nietypowa. Jako prolog krótko pokazano lądowanie statku kosmicznego oraz atak jednej z bestii na starego pasterza. Następnie przenosimy się na łąki oblężonego francuskiego miasta Castelnaudary i poznajemy dwóch młodych lekkoduchów – Theo i Hugh, którzy przybyli wesprzeć Krzyżowców. Kierujący oblężeniem Lord Montfort nie jest ucieszony tą nowiną. Postanawia pozbyć się młokosów dając im zadanie specjalne – pozbycie się heretyków z miasteczka Montaillou. Do drużyny dorzuca jeszcze Barona Mondragona (zmęczonego życiem opijusa) oraz brata Andraud (fanatycznego inkwizytora), a jako ochotnik wyrusza Hrabia Henry (dostał za zadanie od matki Theo ściągnięcie chłopaka do domu) oraz giermek Michel, który jest podwładnym Theo’a.

Baron doskonale sobie zdaje sprawę z tego, że ta wyprawa to tylko wymówka na pozbycie się z obozu najbardziej wadzących osób. Kiedy docierają na miejsce okazuje się, że miasteczko znajduje się w wielkim zagrożeniu. Wieśniacy twierdzą, że zostali zaatakowani przez demony. Oczywiście inkwizytor uważa to za herezję i szybko znajduje kozła ofiarnego pod postacią „doskonałej” Bernadette [przyp. aut. – „Doskonali” to przywódcy duchowi katarskiego ruchu religijnego, który działał w XI-XIII wieku w południowej Francji (czyli miejsca akcji komiksu) i północnych Włoszech.]. Wyruszają, aby ją pojmać, a w drodze powrotnej zostają zaatakowani przez „demony” przez co tracą kilku ludzi. Oczywiście nikt poza dominkaninem Andraudem nie wierzy w winę dziewczyny, ale mimo to bogobojni wieśniacy budują stos aby spalić heretyczkę… Ciąg dalszy do przeczytania w komiksie.

Co mi się w tym komiksie podoba to tło historyczne. Autor się przyłożył i to, co wiemy z historii świata dopasował do swojej opowieści. Mamy tu wspomnianych wcześniej Krzyżowców, inkwizycję i Katarów, ale to nie wszystko! Lord Montfort jest postacią historyczną, oblężenie Castelnaudary pod jego przywództwem rzeczywiście miało miejsce, tak samo jak Rzeź Beziers, o której opowiada Baron Mondragon i kilka innych zdarzeń. Bardzo lubię takie dokładne wplątywanie fikcji w zdarzenia historyczne.

Plus również za to, że wszystkie te wątki historyczne i trudniejsze zagadnienia są czytelnikowi przedstawione w sposób naturalny poprzez odpowiednio prowadzoną narrację postaci. Kiedy zaczęłam czytać Jezioro Ognia moja wiedza na temat wojen albigeńskich była… Cóż, właściwie w ogóle jej nie było. Był to dla mnie termin nieznany. Jasne, wiedziałam o Krzyżowcach, krucjatach, inkwizycji, ale nie o wymienionych wcześniej wydarzeniach i postaciach. Na szczęście mamy młodego, niewiele wiedzącego o świecie Hugh i Barona Mondragona, który czerpiąc ze swoich doświadczeń życiowych wyjaśnia żółtodziobowi różne zagadnienia.

Sama akcja też mi przypadła do gustu. Może nie zakochałam się szaleńczo, ale Jezioro Ognia było ciekawie. Dobrze napisane postacie, po których wiemy czego możemy się spodziewać… Chociaż z drugiej strony… Ja mam z tym zawsze problem. Lubię, kiedy dana postać postępuje zgodnie ze swoim charakterem. Fanatyczny inkwizytor będzie za wszelką cenę dążył do tego, aby spalić heretyczkę. Gdyby zdecydował się jej odpuścić byłoby to zachowanie sztuczne i „niewłaściwe”. Ale! Przez to działania bohaterów nie zaskakują. Od początku wiadomo, że Baron Mondragon tylko sprawia wrażenie złego na cały świat. W rzeczywistości jest pierwszą osobą, która dąży do tego, aby Bernadette została sprawiedliwie potraktowana. Mimo tej oczywistości w postępowaniu bohaterów zostawię to na plus. Jednak wolę to od nienaturalnych działań.

Jeśli chodzi o samych kosmitów to oni mi się bardzo spodobali. Nie fizycznie. Fizycznie przypominają wściekłe zmutowane stonogi. Cieszy mnie, że Pan Fairbairn postawił przed XIII wiecznymi Francuzami groźne, ale jednak ograniczone intelektualnie bestie. Ludzie mają jakieś szanse! Gdyby postawił im na drodze jakąś Wyższą Inteligencję, a mimo to udałoby się im wygrać byłoby to bardzo sztuczne i wbrew logice.

Jak wspomniałam wcześniej do tej historii nie za bardzo pasował mi styl rysowania Matta Smitha, ale z czasem przywykłam. Głównym minusem było dla mnie zakończenie. Finałowe starcie… Właściwie nie wiem dlaczego zakończyło się takim a nie innym wynikiem. Brakowało mi doprowadzenia wszystkiego do końca.

Hm… To właściwie koniec minusów. Wychodzi na to, że Jezioro Ognia duetu Nathan Fairbairn i Matt Smith to bardzo przyzwoity komiks. Opowieść ma ponad 140 stron, ale czyta się ją dość szybko. Jeden z powodów to dość duża liczba kadrów, w których od słów ważniejsze są działania postaci. Drugi to fakt, że to się po prostu całkiem  dobrze czyta.

Zapisz

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Wydawnictwu Non Stop Comics!

AUTOR Martyna

Bardziej filmy niż seriale (aczkolwiek bardzo lubię "Doctor Who" i "Supernatural"). Bardziej Marvel niż DC (aczkolwiek "Young Justice" przyjemnie się oglądało). A Błażej zawsze denerwuje tak samo :P

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Chrononauci Tom 1

Podróże w czasie to wyjątkowy temat. Od niepamiętnych czasów jest to jedno z największych marzeń …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *