PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] James Bond 007: WARG

[RECENZJA] James Bond 007: WARG

Nie da się ukryć, że Non Stop Comics przebojem wdarło się na polski rynek wydawniczy. Nie tylko odważnie zapowiedziało całą gamę różnorodnych, cenionych tytułów, które planowało opublikować nad Wisłą, ale też całkowicie bezproblemowo wprowadziło je następnie do sklepów. Pierwsze pięć owoców ich pracy zakupić można było na niedawnym Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. Wśród premier znalazło się miejsce także dla pozycji związanej z jedną z najważniejszych franczyz w bogatej historii popkultury.

Fragment okładki komiksu

Gdybym nazwał teraz Jamesa Bonda najbardziej rozpoznawalną fikcyjną postacią wszech czasów, zapewne więcej osób zgodziłoby się z taką tezą, aniżeli poczuło niepohamowaną potrzebę wyprowadzenia mnie w błędu. Agenta Jej Królewskiej Mości zna bowiem praktycznie każdy – nawet ci, którzy jakimś cudem nie widzieli żadnej części słynnego filmowego cyklu, mają zapewne w głowie podstawową wiedzę na temat 007. Szpieg-dżentelmen i kobieciarz, wyposażony w masę wymyślnych gadżetów. Pijący wyłącznie wstrząśnięte niemieszane martini i jeżdżący luksusowymi modelami Astona Martina. Nie ma chyba innej postaci, która posiadałaby szereg tylu charakterystycznych, ikonicznych dla niej cech. Nic zatem dziwnego, że Non Stop Comics sięgnęło po względnie nową serię z nazwiskiem Bonda w tytule. Agent MI6, pomimo sześćdziesięciu czterech lat na karku, dalej budzi emocje i przyciąga do siebie coraz to nowych odbiorców.

Oryginalnie James Bond 007: VARGR ukazywał się od listopada 2015 roku do kwietnia 2016 nakładem wydawnictwa Dynamite Entertainment. Do napisania scenariusza wyznaczono nie byle kogo, bo Warrena Ellisa, twórcę chociażby Transmetropolitana. Rysunkami zajął się zaś Jason Masters (Batman Incorporated, Strażnicy Galaktyki). Periodyk spotkał się z całkiem ciepłym przyjęciem i na dłużej zagościł w planach wydawcy. Doczekał się także kilku serii pobocznych, a nawet spin-offów, opowiadających o losach Felixa Leitera oraz Moneypenny.

I pragmatyzm i nuta szaleństwa.

Komiks Ellisa stara się przedstawić przygody Jamesa w sposób względnie realistyczny oraz przyziemny, jednocześnie wrzucając do fabuły motywy dobrze znane z tych najbardziej absurdalnych filmów o Bondzie. Trochę tak jakby scenarzysta chciał znaleźć pewnego rodzaju złoty środek i zadowolić zarówno fanów 007 w wydaniu Daniela Craiga, jak i tych, którzy wychowywali się na produkcjach z Rogerem Moorem. Z jednej strony mamy tu zatem samego głównego bohatera, który przypomina najbardziej brutalne i bezwzględne inkarnacje Bonda, a z drugiej przerysowanych, teatralnych wręcz łotrów, którzy w każdej wolnej chwili lubią dzielić się z protagonistą szczegółami swojego złowrogiego planu.

Scenarzysta próbuje jakoś wyważyć tę fabułę, nie zagubić w tym miszmaszu wiarygodności świata przedstawionego. Trzeba Ellisowi oddać, że nawet mu się to udaje. Historia, choć nie wnosi do franczyzy nic nowego i jest raczej dziełem bezpiecznym i unikającym większego ryzyka, pozostaje przy tym po prostu… lekkim, przyjemnym czytadłem, przy którym miło spędza się czas. Miło i krótko, bo WARG (tak ostatecznie Non Stop Comics przetłumaczyło tytuł) potrafi wciągnąć, a całość łatwo pochłonąć przy jednym posiedzeniu.

Ellis podjął rozsądną decyzję, żeby na początku swojej przygody z Bondem nie porywać się na stworzenie widowiskowej historii, w której agent 007 ratuje świat przed śmiercionośną satelitą, czy też wybuchem trzeciej wojny światowej, jak ma to w zwyczaju w niemal każdym kolejnym filmie. Scenariusz nie rzuca protagonisty z jednego końca świata na drugi, a akcja dzieje się wyłącznie na zachodzie Europy. Fabuła WARG jest naprawdę kameralna i nawet nie stara się dorównywać rozmachem wysokobudżetowym produkcjom z Hollywood. Ellis opowiada nam historię, którą niekoniecznie chcielibyśmy oglądać na dużym ekranie, ale która całkiem nieźle sprawdza się w przełożeniu na medium komiksu. Jesteście fanami Bonda i szukacie czegoś, co byłoby interesującym przerywnikiem i umiliłoby wam czas oczekiwania na następny film? Jeśli tak, to powinniście dać temu komiksowi szansę.

Po śmierci agenta 008, wszystkie jego niedokończone sprawy spadają na Jamesa. Jamesa, który właśnie dopuścił się samowolki i na własną rękę pomścił zmarłego kolegę po fachu. Na dobry początek Bond ma zająć się rozwiązaniem kwestii handlu nowym, zagrażającym życiu narkotykiem, który powoli dociera także do Wielkiej Brytanii. Szpieg zostaje więc wysłany do Berlina, gdzie prowadzi go pierwszy trop.

Konstrukcja fabularna daleka jest od ideału – scenariusz raczej nie zdoła was w żaden sposób zaskoczyć (abstrahuję już od tego, że wcale nawet nie próbuje, wykładając wszystko czytelnikowi niemalże na tacy), a sam finał pozostawia pewien niedosyt, nijak nie trzyma w napięciu i stanowi wyłącznie formalność. Siłę tego tytułu dostrzegam jednak w czymś innym, a mianowicie w samej kreacji głównego bohatera.

Dżentelmen jakiego pamiętają fani?

Bond jest tutaj tak ikoniczną wersją samego siebie, jak tylko się da. Ma w sobie coś z tego aroganckiego, brutalnego cynika, którego grał przed laty Sean Connery. Potrafi być czarujący wobec kobiet, a zarazem wyjątkowo bezwzględny, kiedy trzeba rozprawić się z wrogiem. Jest tym typem bohatera, który w jednej chwili może błysnąć ironicznym komentarzem lub celnym żartem, a w drugiej bez mrugnięcia okiem przetrącić komuś kości. Taki James niekoniecznie budzi szczególną sympatię, ale zionie za to taką charyzmą, o jakiej pomarzyć mogą niektórzy z aktorów, jacy wcielali się w jego rolę. Esencja Bonda w Bondzie. Z niecierpliwością czekam aż podobnego 007 zobaczę z powrotem w filmach.

Całość dopełnia stojąca na solidnym poziomie oprawa graficzna. Nie podejrzewam, żeby rysunki Mastersa znalazły sobie wiernych fanów wśród polskich czytelników, ale na tej samej zasadzie ciężko mi sobie wyobrazić, żeby stanowiły dla kogoś jakiś większy problem czy też psuły mu odbiór komiksu. Podobnie jak sama fabuła, ilustracje także stoją w pewnym rozkroku, jednocześnie starając się nadać historii współczesny sznyt oraz puszczając oczko do wielbicieli stylistyki retro.

Nie wszyscy pokochają specyficzny rysunek Mastersa.

Wydanie Non Stop Comics może pochwalić się sporą ilością dodatków, m.in. obszerną galerią alternatywnych okładek, czy też szkicami poszczególnych postaci. Ponadto przed każdym kolejnym numerem obejrzeć można jego główną okładkę. Polecam zwrócić na nie wszystkie uwagę, gdyż dzieła Doma Reardona są naprawdę fantastycznie zaprojektowane i nadają się do tego, żeby je wydrukować, a następnie powiesić sobie na ścianie.

WARG to jedyna pozycja z dotychczasowej oferty NSC, która wydana została w błyszczącej twardej oprawie. Jej cena okładkowa wynosi zaledwie dziewięć złotych więcej niż w przypadku pozostałych premier, co potraktować należy zatem jako swoistą okazję.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy Wydawnictwu Non Stop Comics!

AUTOR Maurycy Janota

Niegdyś wpatrzony w Batmana, ale odrobinę się od niego oddalił, gdy tylko lepiej poznał postać Daredevila. Od tamtej pory nadrabia wszystkie tytuły z udziałem Matta Murdocka i Elektry. Poza tym fan Sylvestra Stallone'a, Wonder Woman, Gwiezdnych Wojen, Batwoman oraz dawnego Franka Millera.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Chrononauci Tom 1

Podróże w czasie to wyjątkowy temat. Od niepamiętnych czasów jest to jedno z największych marzeń …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *