PANTEON / OTCHŁAŃ / [RECENZJA] iZombie – Pierwszy Sezon

[RECENZJA] iZombie – Pierwszy Sezon

Zombie zaskarbiły sobie dosyć spory kawałek kulturowego tortu grozy, o czym świadczą dziesiątki filmów, nowe seriale, komiksy, gry, czy zombie marsze na całym świecie. Pierwszy film stawiający na piedestale „nieumarłych” określanych także „sztywnymi” miał swoją premierę w 1932 roku. Przez kilkadziesiąt lat patent zombie pojawiał się w popkulturze co jakiś czas, na stronach książek, ekranach kin, nośnikach z grami i tak dalej. Gdyby ktoś mnie zapytał o prekursora wzrostu popularności wampirów w XXI wieku, to z niesmakiem przytoczyłbym młodzieżową serię Zmierzch. Gdy jednak w grę wchodzą zombie, odpowiedź jest tylko jedna – Robert Kirkman i jego kultowe już The Walking Dead.

The Walking Dead wykorzystuje klasyczne w historiach o nieumarłych schematy – epidemia, wieczna ucieczka, pogoń za nadzieją oraz przede wszystkim, eksponowanie instynktu przetrwania, którego posiada duża część z nas od urodzenia. Choć to opinia bardzo niepopularna, nie jestem fanem TWD, a wręcz uważam, że serial jest wtórny, a jego twórcy nie szanują widzów, serwując im ciągle te same oklepane już rozwiązania.
Kiedy rezygnowałem z oglądania serialu na podstawie serii Kirkmana jakieś dwa sezony temu, byłem przekonany, że formuła zombie nie nadaje się do telewizji, a już na pewno nie w postaci wiecznego i nieprowadzącego do żadnej konkluzji surwiwalu. Na szczęście dwa seriale udowodniły mi, że się mylę. Nieumarłych można jeszcze pokazać w świeży i ciekawy sposób. Tymi serialami okazały się brytyjski In the Flesh oraz amerykański iZombie.

iZombie bazuje na motywach serii wydawanej pod szyldem imprintu DC ComicsVertigo. Na wstępie trzeba zaznaczyć, że z komiksem tak naprawdę nie ma wiele wspólnego. Wszystkie postacie, łącznie z główną bohaterką, są tworami scenarzystów serialu, podobnie jak miejsca akcji i „kryminalne hobby” protagonistki. W centrum wydarzeń znajduje się pracownik policyjnej kostnicy i fałszywe medium – Olivia „Liv” Moore, która żywi się mózgami nieboszczyków trafiających na stół koronera. W realiach serialu zombie zamieniają się w klasyczny model nieumarłego dopiero wtedy, kiedy dłuższy czas pozostają głodne. Na co dzień jednak funkcjonują wśród społeczeństwa, ukrywają się i znajdują sposoby na zdobycie potrzebnego im pożywienia. Jedni w bardziej moralny sposób, inni mniej, co w konsekwencji tworzy intrygę pierwszego sezonu oraz kształtuje motywacje głównego „przeciwnika” Liv.

Nasza główna bohaterka po zostaniu zombie izoluje się od społeczeństwa, choć dzięki swojej trupio bladej cerze wygląda uroczo (oczywiście, to kwestia gustu). Zrywa zaręczyny, odchodzi z pracy w szpitalu, i zaczyna zajęcie w kostnicy, aby zdobyć potrzebne pożywienie oraz jednocześnie uniknąć spojrzeń i wątpliwości ciekawskich. Liv to postać wielowymiarowa. Dosłownie. W realiach serialu po zjedzeniu mózgu, zombie otrzymują wspomnienia oraz cechy osobowości swojego żywiciela.

Widz ma sporo frajdy, widząc jak urocza panna Moore, raz zachowuje się jak artystka, innym razem jest psychopatką z zaburzeniami schizoidalnymi, a jeszcze innego geekiem i maniaczką gier MMO. Rose Mclver dobrze wywiązała się z roli Liv, nadała jej autentycznej osobowości i charakteru. Ciekawi mnie, ile jest Rose w Liv i na odwrót. Jeżeli chodzi o głównych bohaterów seriali The CW na podstawie komiksów DC, to Rose Mclver jest zdecydowanie na pierwszym miejscu, zostawiając w tyle dobrego Granta Gustina w roli Flasha oraz przeciętnego Stephena Amella w roli Green Arrowa.

Nie gorzej jest z resztą obsady. Mamy tu kilka naprawdę ciekawych bohaterów, z którymi łatwo jest się zżyć. Jako pierwszy przykład nasuwa mi się niejaki Major – początkowo pokazywany jako archetyp amerykańskiego „ciacha” – przystojny, wysportowany, z kompleksem bohatera. Wiele osób ta kreacja mogłaby odstraszyć, bowiem telewizja nigdy nie cierpiała na deficyt takich mężczyzn. Wszystko jednak ulega zmianie kiedy zaczynają ginąć podopieczni Majora, a On sam w końcu odkrywa istnienie zombie w Seattle. Nie jest jedynie dobrotliwym mięśniakiem, ale bardzo empatycznym i nie bojącym sobie ubrudzić rąk bohaterem, który daje się we znaki miejscowej „zombie mafii”.

Zabawną przeciwwagą dla Majora jest jego współlokator, Ravi Chakrabarti, szef Liv i pierwsza osoba wtajemniczona w jej ekscentryczną dietę. Ravi w pierwszych epizodach sprawia wrażenie lekkoducha, zafascynowanego innością swojej przyjaciółki i świetnie bawiącego się fantastycznych realiach, które zawitały do Seattle, niczym Cisco Ramon w innym serialu stacji CW – The Flash. Szybko jednak pokazuje inne strony swojej osobowości.

Prawdziwą wisienką na torcie jest jednak Blaine, zombie który szybko się wybił dzięki swoim umiejętnościom manipulowania ludźmi i zbudował dzięki egzotycznej chorobie prawdziwe, martwe imperium. Blaine został przedstawiony jako typowy młody narkoman, który tu i tam próbuje swojego szczęścia poza prawem. Kiedy jednak zyskuje swoje umiejętności, używa ich jako trampolinę do osiągnięcia przestępczego podium Seattle. Zimny, niebezpieczny, bezwzględny i trudny do pokonania, a także zagrany z niebywałą lekkością.

iZombie mimo, że nie ma praktycznie nic wspólnego ze swoim komiksowym pierwowzorem, jest niekwestionowaną pozytywną niespodzianką wśród premier ostatniej jesieni. Stworzono serial lekki i przyjemny, niebojący się również pokazywać bardziej krwawych i dramatycznych momentów. Nie brakuje dobrze oddanych bohaterów, interakcji między nimi, oraz wątku przewodniego, wymieszanego z kolejnymi jednoodcinkowymi intrygami, co osobiście uważam za idealną formułę dla seriali. Polecam iZombie każdemu, komu znudziły się wtórne rozwiązania w „nieumarłym” zakątku telewizji, oraz tym, którzy chcieliby zobaczyć wyważoną mieszankę kryminału z fantastyką.

AUTOR Doktor

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Promethea: Księga Pierwsza

Patrząc na ofertę polskich wydawców komiksowych, można odnieść wrażenie, że bibliografia Alana Moore’a to worek …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *