PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / GRY / [RECENZJA] Injustice 2

[RECENZJA] Injustice 2

Pierwszy Injustice był jedną z najlepszych gier „komiksowych” jakie pojawiły się na rynku przez ostatnie kilkanaście lat. Dynamiczna akcja, poziom trudności na modłę „easy to learn, hard to master”, ciekawy setting, znane i lubiane postacie z DC gotowe okładać się po twarzach na kliknięcie przycisku – czego chcieć więcej? Drugiej części oczywiście. Po długim oczekiwaniu, które umilały niezgorsze komiksy uzupełniające uniwersum, na półki sklepowe (oraz półki… cyfrowe), trafiło Injustice 2.  Warto było czekać.

Na początku muszę jednak ponarzekać na chciwość studia NetherRealm. Gra została wydana w trzech wersjach: Standardowej, Deluxe i Ultimate. Różnica cenowa między pierwszymi dwoma jest w części sklepów niewielka, ale Ultimate to wydatek ponad 300 złotych! Różnice? Kilka postaci z DLC, kolory kostiumów oraz alternatywne skórki (które można odblokować bez wydawania grosza). To chwyt prawie tak samo żenujący jak wydanie Mortal Kombat XL, ale powiedzmy sobie szczerze – za kilka miesięcy, kiedy wszystkie DLC będą odblokowane, cena wszystkich wersji spadnie tak, że Ci, którzy wyłożyli grube pieniądze na Ultimate zakwestionują sens swojego istnienia. Być może słusznie…

Dobrze, przejdźmy do konkretów. Injustice 2 trafiamy ponownie do ponurego świata, w którym Superman został despotą, a Batman i jego gromadka powierników stanęli w obronie uciemiężonej ludzkości. Minęło kilka lat od tamtych wydarzeń. Obecnie Człowiek ze Stali przebywa w więzieniu, gdzie skąpany promieniami Czerwonego Słońca nie stanowi już dla nikogo zagrożenia. W międzyczasie lukę jaką zostawił upadek Reżimu wypełnia Gorilla Grodd i armia jego popleczników – Bane, Strach na Wróble, Posion Ivy i kilkoro innych znanych z kart komiksów postaci. Batman, mimo, że uruchomił system Brother Eye, który inwigiluje wszystkich metaludzi na Ziemi, jest raczej w kiepskiej sytuacji – Liga Sprawiedliwości nie istnieje. Jednak na pomoc przybywa Green Arrow i Black Canary z innego świata (kto nie czytał komiksów ten pewnie nie ma pojęcia o co chodzi).

Początkowe potyczki z ludźmi i nieludźmi Grodda szybko tracą na znaczeniu, kiedy z kosmosu przybywa prawdziwe zagrożenie pod postacią Brainiaca. Dorzućcie jeszcze do miksu Supergirl, która stara się odnaleźć równowagę między wyobrażaniem o swoim kuzynie a straszną prawdą, a dostaniecie… mdłą, wtórną, momentami skrajnie głupią opowieść, która nawet nie udaje, że jest pretekstem do czegoś innego niż naparzanka. Story Mode jest napisany na modłę komiksów z lat 90′, w których akcja pędziła w takim tempie, że scenariusz przestał nadążać już po pierwszej stronie. Podałbym jakiś przykład tego jak słaba jest historia, ale jedyne co mi się nasuwa to… cała gra. Naprawdę, jest aż tak źle. I zupełnie mi to nie przeszkadza!

Na szczęście kiepska fabuła nie burzy klimatu. Co prawda część postaci jest napisana raczej jednowymiarowo, ale większość ma swój unikalny charakter. Świetnie podkreślają to dialogi. Na potrzeby Injustice 2 nagrano setki unikalnych tekstów! Wymiany zdań przed każdą walką są zawsze inne dla każdej pary, nawet kiedy na arenę wyjdą dwie takie same postacie! Brzmi to fenomenalnie, szczególnie, że dialogi są usiane masą nawiązań i smaczków. Wspomniany klimat budowany jest też przez design etapów, umiejętności i oczywiście samych prota- i antagonistów (jeśli taki podział w Injustice w ogóle jest możliwy). To co pomaga w budowaniu tego klimatu jeszcze bardziej to system rozwijania postaci a’la RPG, oraz przebieranki a’la… cóż, RPG. Wraz z postępem w różnych trybach odblokowujemy nowe schematy kolorów, czy posiadające swoje statystyki elementy ekwipunku. Wygląda to bardzo dobrze, nowe „ciuszki” zdobywa się dość szybko, a w multiplayerze możemy dzięki nim się wyróżnić. Poza Story Mode i rozgrywkami online są jeszcze tryby takie jak Multiversum (fabularyzowana rozgrywka drabinkowa) czy możliwość przystąpienia do gildii. Standard.

Tak wygląda otoczka, a jak ma się do tego najważniejszy element, czyli rozgrywka? Na tym poletku Injustice 2 rządzi. Animacje są płynne i dokładne, co pomaga poczuć postać. Sterowanie jest bardzo proste, ale daje naprawdę ogromne możliwości. Walki są dynamiczne, ale strategiczne myślenie również jest na wagę złota. Dobrze zaplanowana akcja może skończyć się kombosem, który zabierze przeciwnikowi cały pasek życia, ale chwila nieuwagi może kosztować długie sekundy bycia obijanym w powietrzu. Bo to właśnie w powietrzu dzieje się najwięcej. Każdy dobry kombos powinien w pierwszej fazie zawierać ruch wybijający oponenta w górę, żeby móc zacząć nim żonglować.

Brzmi to łatwo, choć jest bardzo trudne, bo wymaga idealnego wyczucia czasu przy kolejnych ruchach. Nie znaczy to, że osoby, które nie miały nigdy do czynienia z bijatykami nie dadzą sobie rady. Wręcz przeciwnie! Chwila praktyki pozwoli cieszyć się grą z komputerem nawet na wysokich poziomach trudności, a rozgrywka kanapowa ze znajomymi, czy sieciowe multi może przynieść sporo satysfakcji nawet niedzielnym graczom. I w tym tkwi siła Injustice 2. To gra dla każdego, kto szuka dobrej rozrywki i dreszczyku rywalizacji. Tak wspomniałem wcześniej – prosta żeby grać i mieć z tego przyjemność, ale odpowiednio trudna, tak, żeby stanowić jakieś wyzwanie i zostawić sporo miejsca do nauki.

Na koniec parę słów o rosterze. W puli mamy ponad 30 postaci (licząc przyszłe DLC, nie licząc alternatywnych skórek) i każda jest inna. Różnią się nie tylko statystykami, ale również zasięgiem ataków, umiejętnościami, szybkością czy taktykami, jakie należy obrać by wykorzystać ich pełen potencjał. Co prawda balans nie jest idealny i czasem łatwo skontrować kogoś, kto wybrał np. ociężałego wojownika pokroju Darkseida czy Atrocitusa. Niemniej, różnice stanowią spory plus – szczególnie, że uwzględniają charakter wojowników. Bane to typ zapaśnika, który posługuje się chwytami i rzutami, Flash to typowy szybcior, który może nie zadaje ogromnych obrażeń, ale ciężko dotrzymać mu kroku. Do tego dochodzą efektowne finishery, które są absolutnym crème de la crème tej gry. Czasem zbyt łatwe do zablokowania, ale kiedy uda się je wykonać… klękajcie narody. Część z nich jest zdrowo przegięta, ale to akurat ich zaleta. Nic nie cieszy tak jak kompletny brak zasad fizyki kiedy Green Arrow robi… to:

Co prawda powinienem jeszcze napisać jeszcze o muzyce, grafice czy o technicznych szczegółach, ale to wszystko rzeczy, które stoją na solidnym poziomie i nie bardzo jest tutaj miejsce do popisu dla recenzenta. Ot, dobre wykonanie, które w sumie i tak stoi na trzecim planie w stosunku do clue, czyli gameplayu. No więc werdykt… Polecam, szczerze polecam Injustice 2. To kawał świetnego kodu, który zadowoli miłośników bijatyk oraz fanów trykociarzy z wydawnictwa DC, którzy lubią gry wideo. Reszta też powinna przemyśleć zakup, bo warto – szczególnie, jeśli macie dwa pady, albo możliwość gry przez sieć. To co, ktoś chętny na pojedynek?

 

AUTOR Paweł Kicman

Miłośnik deszczu i lenistwa. Gracz i komiksiarz. Na co dzień narzeka na brak czasu i ostre zęby swojej chomiczki - Ofelii. Co drugi dzień narzeka na wszystko inne.

PRZECZYTAJ TAKŻE

Diabeł Mike’a Mignoli w Injustice 2

Od premiery nowej bijatyki  Injustice 2, produkcji studia NetherRealm, minęło już trochę czasu, ale oczywiście nadal …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *