PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Harrow County Tom 1: Niezliczone Duchy

[RECENZJA] Harrow County Tom 1: Niezliczone Duchy

Harrow County, jak większość godnych uwagi, klasycznych opowieści grozy, zaczyna się klimatycznym prologiem. Hester Beck, wiedźma nawiedzająca hrabstwo, wyczerpała zasoby cierpliwości goszczącej ją społeczności. Oskarżona o kontakty z demonami, trucie bydła i porwania niemowląt, pada ofiarą bezwzględnego samosądu. Podobnie jak szalonego zakonnika Rasputina, zabić ją nie jest łatwo. Kiedy zawodzą ostrza, kule oraz szubieniczny węzeł, oprawcy odwołują się do tradycji – ognia.
Równie rutynowo, z płonących ust czarownicy padają złowieszcze słowa „to nie koniec… powrócę…”, a podobny mnie, doświadczony miłośnik horrorów nie ma innego wyjścia, jak tylko w proroctwo uwierzyć i przerzucić kolejną kartkę.
Jednak jeśli myślicie, że jest to jedna z tych historii, które pozostawiają uchyloną furtkę, pozwalającą na wątpliwości odnośnie winy katowanej kobiety, to nic z tego. Wizja przedstawiona w prologu ma niepokoić, a odpowiedzialność współpracownicy szatana nie budzić wątpliwości czytelnika. Przynajmniej na tym etapie opowieści.

hrabstwo-harrow-1-01

Prolog się kończy, fabuła wybiega do przodu. Poznajemy Emmy, młodą dziewczynę, wychowywaną przez lokalnego farmera, zarazem główną bohaterkę, której przemyślenia czytać będziemy w dymkach narracyjnych. Okazuje się, że w ostatnie słowa wiedźmy wierzą także sami mieszkańcy Harrow, po latach nadal przerażeni potencjalnymi konsekwencjami swych czynów.
Emmy, na pierwszy rzut oka sympatyczna i żywiołowa, nawiedzana jest przez mroczne wizje sugerujące, że jej nieskomplikowane życie na farmie wkrótce się skończy. Masowo padające bydło oraz podejrzane, nocne spotkania mieszkańców wsi dodatkowo wzmagają jej niepokój…

Tak wygląda początek serii komiksowych horrorów scenarzysty Cullena Bunna i rysownika Tylera Crooka. Cykl zapoczątkowany został w 2015 roku i jak dotąd jeszcze się nie zakończył. Niezliczone Duchy to zbiór 4 pierwszych zeszytów Hrabstwa Harrow. Pewnie myślicie, że to niewiele, seria jest przecież tak zwanym „ongoingiem” i w chwili gdy piszę te słowa, do sprzedaży trafia jej 17 numer. Bądźcie spokojni, na kartach komiksu dzieje się sporo. Bunn zadbał, by scenariusz obfitował w różnorodne wydarzenia, a zakończenie usatysfakcjonowało także czytelników, którzy nie będą mieli okazji sięgnąć po kontynuację. Gdyby wyciąć ostatnią stronę części fabularnej, otwierającą całkowicie nowy wątek, nikt by nie pomyślał, że twórcy planowali dalsze rozwinięcie opowieści.

hrabstwo-harrow-t1-02

Chyba nic wcześniej nie wzbudziło we mnie tak skutecznie wspomnień produkcji powstałych na licencji Blair Witch Project. Lasy pełne są zagubionych duchów, tajemnic i niebezpieczeństw. Otwartych, a jednak sprawiających klaustrofobiczne wrażenie przestrzeni. Między drzewami Hrabstwa Harrow szumią te same liście, które usłyszeć możemy w lasach stanu Maryland. Unikalna atmosfera nawiedzonej prowincji doskonale do tej opowieści pasuje i jest konsekwentnie prowadzona aż do ostatnich stron pierwszego tomu. Tylko zerknijcie na ten cytat:

Pojawiły się też duchy konfederatów… szukające w świetle księżyca własnych członków odciętych szablą lub urwanych kulą armatnią… Były i starsze, mroczniejsze duchy, które nigdy nie żyły… w każdym razie nie w sposób, w jaki ludzie postrzegają różnicę pomiędzy życiem a śmiercią.

Narracja jest bardzo klimatyczna, choć polega zwykle na opisywaniu tego, co widzimy w kadrach. Zabieg raz bardziej, raz mniej uzasadniony, ale nigdy nie wpływający na płynność czytania.

Tematyka, paleta ponurych kolorów, oraz proste rysy postaci od razu kierują myśli w stronę innych tytułów wydawnictwa Dark Horse, takich jak na przykład, BPRD, czy Baltimore, ale przyznać trzeba, że daleko temu porównaniu do pełnej precyzji. Praca Tylera Crooka, jest dużo bardziej szczegółowa niż dzieła np. Bena Stenbecka. Kadry malowane są akwarelami i choć grafik separuje  postacie od tła grubymi, czarnymi liniami, to wrażenie idealnej, płynnej kompozycji zanika w niewielu miejscach. Rysunek pełni w tym komiksie równą lub nawet bardziej znaczącą rolę niż fabuła. Tworzy atmosferę całej opowieści. Crook z łatwością żongluje między wiejską sielanką, powozami konnymi, małomiasteczkową architekturą, a czającą się w kniejach hrabstwa grozą, groteskową, wypełnioną kłami florą i wędrującymi przez lasy duchami.
Musicie wiedzieć jeszcze jedno, w Hrabstwie Harrow jest obecna groteska i makabra, są momenty mogące przerazić i zniesmaczyć. Jednak Crook oplótł je w artystyczną elegancję, unikając prostej, dosłownej rzezi rodem z komiksów wydawnictwa Avatar Press.

hrabstwo-harrow-3-03

Klasyczna historia o kaźni i zmartwychwstaniu nabiera tu nowej formy i nowych kolorów. Mimo, że Cullen Bunn korzysta z dość wyeksploatowanego, popkulturowego schematu, to udaje mu się go wypełnić ciekawymi wydarzeniami, finalnie zwieńczonymi całkiem oryginalnym pomysłem. Tyler Crook doskonale mu wtóruje, dobierając perfekcyjne środki graficzne. Wspólnie tworzą wyjątkowo spójną opowieść.
Jedyna rzecz, na jaką można narzekać w edycji zbiorczej, to – wynikające z polityki amerykańskiego wydawnictwa – pozbawienie komiksu suplementów zawartych w wersji zeszytowej. Oryginalne, pierwsze wydanie uzupełniono o krótkie historie, nazwane „Tales of Harrow County”, niestety nie trafiły one do późniejszych wznowień. Wielka szkoda, bo graficznie prezentują się co najmniej tak dobrze jak praca Crooka.

Polska edycja, wypuszczona pod szyldem Mucha Comics jest wzorowa. Twarda oprawa, grube kartki, obszerna galeria z dość ciekawymi przypisami autorów. Pięknie prezentuje się na półce. Polecam z absolutnym przekonaniem i z niecierpliwością czekam na kontynuację.

AUTOR RWilczur

Alkohol i tytoń spływa po mnie gładko, ale komiks ściska za gardło tym mocniej, im dłużej od niego stronię. A konsekwencje zażywania wspomnianego cholerstwa są straszne, okulary na długim nosie oraz siwiejąca w zastraszającym tempie broda. Jak żyć, powiedzcie sami? Otóż jest z sytuacji pewne - całkiem przyjemne - wyjście. Ukojenie daje klepnięcie na wygodnym leżaku i zamoczenie jednej kończyny w wartkiej rzeczce polskiego fandomu komiksowego.

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Chew – Tom 8

Seria Chew nie jest mi obca. Na Pyrkonie miałam okazję być na panelu twórcy scenariusza. …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *