PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Harley Quinn. Tom 2: Zamotana

[RECENZJA] Harley Quinn. Tom 2: Zamotana

Pierwszy tom przygód Harley Quinn niezwykle przypadł mi do gustu. Prosty, czasem nawet prostacki humor, totalne zdystansowanie się od klasycznych superbohaterskich historii, barwna tytułowa postać. To wystarczyło, żeby lektura była przyjemnością. W tomie drugim zatytułowanym Zamotana, mamy dokładnie to samo – niewybredne żarty, spory dystans do gatunku i żywiołową antybohaterkę, ale tym razem… coś nie zagrało i dostaliśmy przeciętniaka. Odkryjmy zatem co poszło nie tak.

harley_vol2_1

Za fabułę nadal odpowiada małżeństwo – Amanda Conner i Jimmy Palmmiotti. Tym razem dostajemy łącznie aż 4 historie, z czego 3 z nich to jednozeszytowe one-shoty. Główna historia opowiada o tym jak Harley tworzy szalony duet z Power Girl, która straciła pamięć i wierzy, że obie współpracują ze sobą od dłuższego czasu. Razem z tą nieoczywistą parą zwiedzimy między innymi kosmos, gdzie spotkamy olbrzymiego, mówiącego mopsa, oraz Władcę Pierścieni Nieskończoności Manosa. Tak… Manosa. Niezbyt subtelne, prawda? Ach, a czy wspomniałem też o wielkiej, galaktycznej pizzy? Tak, będzie dane Wam ją zobaczyć. Niestety, ta część jest napisana dość kiepsko. Jazda po bandzie może dostarczyć rozrywki, ale nie ma co liczyć na śmiech do rozpuku czy nawet coś więcej niż uniesienie się kącika ust. To co potrafiło bawić w poprzednim tomie tutaj jest podane zdecydowanie mniej subtelnie (a przecież wcześniejsze przygody Harley Quinn nie należały wcale do subtelnych).

Jedyne co może rzeczywiście się podobać to odniesienia do popkultury, których jest sporo, więc pewnie każdy znajdzie coś dla siebie. Jednak największy problem jaki mam z tym tomem jest taki, że zupełnie zrezygnowano z prób określenia kim jest Harley. Oczywiście to nic złego, szczególnie w rękach dobrego scenarzysty, postawić na dwuznaczność i niedopowiedzenie. Tutaj to jednak nic więcej niż stan zawieszenia, który utrudnia nadanie właściwego kontekstu temu co się dzieje na kolejnych kadrach. Czy Harley jest szalona czy udaje? Jest bohaterką czy antybohaterką? Do czego dąży i co nią kieruje? Próżno szukać odpowiedzi na te pytania przy okazji tej lektury, zdecydowanie lepiej wypadło to w poprzednim tomie.

harley_vol2_3

Kolejne historie to jak już wspomniałem samodzielne opowiastki. Najpierw dostajemy relację z wyprawy Harley Quinn na… Comic Con. Pomysł całkiem niezły, który w kilku miejscach zgrabnie wyśmiewa branżę komiksową i sam festiwal, ale mam wrażenie, że dałoby się to wykorzystać nieco lepiej. Wyobrażacie sobie co by zrobił Deadpool jakby wpadł na Comic Con? Właśnie coś takiego chciałbym zobaczyć. No nic, idźmy dalej. Następna w kolejce jest rewizja origin story klaunicy, ale to raczej coś co można śmiało pominąć. Trochę ckliwe, zdecydowanie tandetne. Na koniec dostajemy… dziwną historię ze świata Futures End, w której to Harley rozbija się na bezludnej wyspie i spotyka na niej Jokera. Para planuje wziąć ślub na wulkanie i… uch, cóż, nie ma co sobie strzępić języka bo to zdecydowanie najsłabszy element tego tomu, którego nie tyle nie warto czytać, co po prostu zdecydowanie warto pominąć.

harley_vol2_2

Od strony graficznej nie ma wielu powodów do narzekań. Oczywiście, po raz kolejny dostajemy paskudną okładkę, ale Chad Hardin i John Timms na szczęście zadbali o to, żeby w środku było lepiej. Nie jest to jakaś klasa światowa, ale prosta, komiksowa kreska. Choć przyznam, czasami miałem wrażenie, że rysownicy dostali jakieś polecenie, żeby skupić się na rysowaniu piersi i tyłków kosztem szczegółów tła. Cóż… Seksualizacja postaci Harley Quinn osiąga tutaj apogeum, ale to temat na zupełnie inny tekst i choć rzecz jasna obniża to moją ocenę samego albumu, to wrócę do tego przy innej okazji. Wydanie Egmontu wypada dobrze, jakość całości stoi na bardzo dobrym poziomie, ale to już standard. Mógłbym mieć zastrzeżenie do tłumaczenia, ale kiedy zacząłem się zastanawiać jak lepiej można by przełożyć niektóre zwroty, stwierdziłem, że tłumaczenie Pauliny Braiter jest chyba najlepszym co można było dostać mając na uwadze trudność w uchwyceniu specyficznego języka tytułowej bohaterki.

Słowem podsumowania, jeśli podobał Wam się tom pierwszy to jest szansa, że spodoba Wam się też drugi. Nie jest to pewnik, ale możecie zaryzykować. Dla całej reszty – odkładajcie pieniądze na coś lepszego.

AUTOR Paweł Kicman

PRZECZYTAJ TAKŻE

[RECENZJA] Promethea: Księga Pierwsza

Patrząc na ofertę polskich wydawców komiksowych, można odnieść wrażenie, że bibliografia Alana Moore’a to worek …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *