PANTEON / RECENZJE / FELIETONY / KOMIKSY / [RECENZJA] Green Arrow Vol 5 Annual

[RECENZJA] Green Arrow Vol 5 Annual

Kicek: Pierwszy numer Annuala serii Green Arrow stanowi wstęp do historii, jakiej nie spodziewalibyśmy się po Strzale sprzed eventu Flashpoint, wprowadzającego zamęt do komiksowego uniwersum DC a następnie przestawiając je w różnych miejscach inaczej, co nie ominęło również postaci Olivera Queena. Tym samym jest to zeszyt, który doskonale pokazuje, że New 52 jest wielkim workiem, w którym wszystko jest ze sobą wymieszane. I w żadnym razie to nie jest pozytywna konstatacja.

Śledź: Istotnie, szalony eklektyzm jest wpisany w naturę New 52. Ja go jednak darzę mniej lub bardziej zasłużoną sympatią. Komiks superbohaterski bowiem, obciążony latami continuity, cały czas musi utrzymywać tą kruchą równowagę między nowymi pomysłami, a znanymi i lubianymi interpretacjami postaci. Jak można się domyślać, każda rewolucja wywołuje backlash fanów. Paradoksalnie jednak, im dziwniejsza (i bluźniercza) zmiana, tym chętniej zobaczę o co chodzi.

Kicek: Zaczynając jednak od początku – Percy (scenarzysta) i Kudranski (rysownik) serwują nam historię rozgrywającą się w Halloween. Oliver Queen i jego przyrodnia siostra Emiko tej nocy zmagać się będą… z wilkołakami! Tak, dokładnie tak. Właśnie taki dobór przeciwników pokazuje, że w New 52 możemy dostać naprawdę każdą kombinację. Dzisiaj będzie to Zielona Strzała v. Wargowie (inna nazwa na wilkokształtnych ludzi), jutro możemy dostać Supermana walczącego z ożywionym Fiat 126p. Może to sentyment do czasów, kiedy Green Arrow był bliżej ludzi i ich codziennych problemów, może to niechęć to Olivera bez brody, ale uważam, że taki dobór antagonistów zupełnie nie pasuje do tej postaci.

Śledź: Z sentymentu “do czasów, kiedy Green Arrow był bliżej ludzi i ich codziennych problemów” bierze się chyba lekko zarysowany wątek, w którym scenarzysta próbuje upchnąć komentarz społeczny. Wychodzi to niezgrabnie: wszyscy bowiem wiemy, że Oliver Queen (jak większość superbohaterów) jest białym, hetero (i w dodatku bogatym) mężczyzną. A wklejenie dokładnie tego w usta pojawiającej się tu Melanie nic nie załatwia. Takie slogany rodem z Tumblra lepiej brzmią, gdy (żartobliwie) używa ich Emiko. Może zostanie to jakoś lepiej rozegrane w ciągu dalszym historii? Nie wiem. Medium komiksu było już (z sukcesami) używane do postawienia komentarza społecznego. I Green Arrow ma na tym polu swoje zasługi, ale jeśli Percy chce powrócić do tej tradycji, mógłby się jeszcze postarać.

Kicek: Jeśli chodzi o esencję opowieści, to również nie ma się czym zachwycać. Pierwsza połowa zeszytu wprowadza nas w problematykę wilkołactwa i rysuje tło społeczne tej grupy. Na końcu dostajemy trochę akcji i cliffhanger na ostatnim kadrze. Całkiem nieźle jak na niecałe 48 stron, scenarzysta mógł łatwo przesadzić i rzucić czytelnika w wir wydarzeń bez tłumaczenia o co w ogóle chodzi. Mimo to historia jest ledwie poprawna, nie wciąga i jedynymi jasnymi punktami są nieźle napisane dialogi między Oliverem i Emiko.

Śledź: A mnie tam zaprezentowana w komiksie interpretacja lykantropii się podoba. Nie jestem jednak bezkrytyczna: na ten przykład historia ich zagłady miała potencjał, ale została ściśnięta w trzech (!) kadrach. W dodatku niezłe pomysły zostały złożone na ołtarzu trwającej prawie pół komiksu ekspozycji. A potem? Ino finałowa walka. Może to trochę za mało jak na ponad 40 stron?

Kicek: Od strony graficznej najlepiej prezentuje się okładka Tommy’ego Lee Edwardsa. W środku jest już gorzej. Kadry są bardzo statyczne i nabierają dynamiki dopiero pod koniec. Kolory są przyzwoite, ale i one budują raczej stonowane i chłodne tła i postaci. Miejscami Kudranski gubi gdzieś swój styl i dostajemy kadry, które wyglądają jak z innego komiksu. Nie jest dobrze, ale żeby nie popadać w skrajności – nie jest też bardzo źle.

Śledź: Istotnie, statyczne kadry są tu problemem, zwłaszcza, że historia wydawała się być zorientowana przede wszystkim na akcję. Zwłaszcza podczas parady, która, nawiasem mówiąc, aż prosi się o wykorzystanie efektownych splash-pages (żadnego tu nie ma). Nie mówiąc już o wspomnianej niespójności kreski. Pochwalę jednak kolory: Gabe Eltaeb chłodnymi barwami buduje Halloweenowy klimat w Seattle.

Kicek: Obrazkową opowieść z nowego annuala poleciłbym tylko zagorzałym fanom postaci Arrowa. I to wyłącznie tym, którzy śledzą jego przygody od 2011 roku. Nie jest to dobry zeszyt, żeby zacząć przygodę ze Strzałą, nie jest on też warty tego, żeby płacić za niego cenę okładkową. Niestety, wydaje się istotny z punktu widzenia kolejnych numerów głównego storyline GA, więc żeby niczego nie stracić, prędzej czy później trzeba się będzie z nim zapoznać.

Śledź: Muszę się tu zgodzić. Dodam jeszcze, że fani halloweenowo-wilkołaczych klimatów mogliby zobaczyć z ciekawości ten numer, ale chyba tylko w wypadku przeceny na Comixology. Nie jest to raczej historia warta wydania na nią pieniędzy, chyba że ktoś konsekwentnie kolekcjonuje wszystkie zeszyty serii Green Arrow z New52.

Autorzy: Śledź & Kicek

PRZECZYTAJ TAKŻE

[KONKURS] Święta 2017 – WYNIKI KONKURSU

!!WYNIKI KONKURSU!! Po bardzo burzliwej kłótni, wrzasku, rzucaniu klawiaturami i podduszaniu mysimi ogonami, w końcu …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *